Otworzyła lekko oczy i poczuła na swoim karku czyjeś usta. Uśmiechnęła się na samą myśl o tym, do kogo one należą. Spojrzała jeszcze raz na pierścionek widniejący na jej palcu serdecznym i odwróciła się w stronę szatyna.
Bez słowa uśmiechnął się i musnął jej wargi swoimi. Przekręciła się na plecy, żeby było jej wygodniej, a dłoń położyła na policzku Verdasu.
Po oderwaniu się przez chwilę mu się przyglądała, po czym oznajmiła cicho:
– Wczoraj nie było okazji do rozmowy, ale chcę, żebyś wiedział, że kocham cię za to, że przyjechałeś.
Skomentował jej wypowiedź lekkim uśmiechem i ponownie złączył ich usta w delikatnym pocałunku.
Teraz miało być tak już codziennie. Mieli razem mieszkać, budzić się obok siebie i spędzać wspólnie wieczory. W chwili, w której usłyszała jego słowa, wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. Wybrał chyba najlepszy sposób na pokazanie jej, że ją kocha i że będzie o nią walczył.
Mimo, że właśnie tego oczekiwała dwa lata temu, w ciągu ostatnich dni nie przyszło jej do głowy, że wciąż na to czekała. Najwyraźniej Leon znał ją lepiej niż ona – i to właśnie to wywoływało u niej jeszcze więcej szczęścia.
Leżała teraz z Leonem Verdasem, nie martwiąc się niczym, co dzieje się wokół. Na jej palcu widniał pierścionek oznaczający, że wkrótce się pobiorą, a w głowie miała obraz idealnego życia z nim. Życia, które w tej chwili było jak najbardziej możliwe.
Po chwili szatyn pogłębił pocałunek – wiedziała, że to oznacza powtórkę z wczoraj i wprost nie mogła się tego doczekać.
Nagle usłyszała pukanie do drzwi.
– Śniadanie za pół godziny – usłyszała głos swojej cioci. – Zostawcie sobie lizanki na później.
Dopiero kiedy słychać było, że odeszła, oderwali się od siebie, po czym zaśmiali się jak najciszej.
– Nie znam jej, ale wydaje się bardzo ciekawą kobietą – oznajmił Leon, przewracając się na plecy.
– Dlaczego?
– Cóż… Powodów jest wiele, ale myślę, że najbardziej znaczącym jest to, że jeździ podobnym samochodem do tego, którym moja babcia pojechała na studniówkę i najwyraźniej uwielbia zasypywać swój dom kiczowatymi ozdobami.
Zaśmiała się, po czym podniosła się do pozycji siedzącej.
– Jest podobna do mojej mamy – powiedziała, uśmiechając się lekko. – Uwielbia starą, dobrą klasykę i kocha chomikować „znaczące” coś dla niej przedmioty.
– Wiecie, kiedy usłyszałam hałas, myślałam, że ktoś się włamał – mówiła Monica, siadając przy kuchennym stole. – Byłam naprawdę przerażona, bo – nie oszukujmy się – mieszkam na takim zadupiu, że jacyś ludzie są dwa kilometry stąd, a ani ja, ani Violetta nigdy nie potrafiłyśmy się bić. Wyszłam więc z łazienki w samym szlafroku i suszarką, która miała służyć mi za broń. I wiecie co na dole zastałam? Po pierwsze: otwarte drzwi, przez które na dole było cholernie zimno – wspominałam, że miałam na sobie tylko szlafrok? – i czerwone pudełeczko na podłodze. Puste. I wtedy wszystko stało się jasne – chłopak Violi przyszedł i się jej oświadczył, a ona była pełna wątpliwości, więc postanowiła pokazać mu swoją sypialnię i w międzyczasie się zastanowić. – Pochyliła się w stronę szatynki. – Swoją drogą, gdybym wiedziała, że TAK wygląda i jeździ TAKIM samochodem, nie pozwoliłabym ci wyjechać dwa lata temu.
Castillo wiedziała, że jej ciotka żartowała. Była ostatnią osobą, której zależałoby na wyglądzie czy kasie. Dostrzegła jednak, że naprawdę polubiła Verdasa, co napawało ją szczęściem. Było to tak, jakby dostała błogosławieństwo od swoich rodziców. Przez ostatnie lata wciąż zastanawiała się, czy byliby dumni, a gdy widzi taką Monicę, wie że owszem.
Kobieta wstała od stołu i zajęła się sprzątaniem blatu kuchennego, a szatynka skupiła swoją uwagę na kubku gorącej kawy.
– Wiecie, że cieszę się waszym szczęściem i tak dalej, ale chciałabym tylko wiedzieć czy zamieszkacie na innym kontynencie, czy może przestaniecie się ukrywać.
– Jutro pojedziemy na rocznicowe śniadanie moich rodziców i tam przedstawię im moją narzeczoną. Dzisiaj natomiast Violetta się do mnie wprowadzi, co oznacza, że niestety muszę ci ją zabrać jeszcze dzisiaj. Właściwie to zaraz.
Castillo zaczęła się krztusić kawą po usłyszeniu jego słów, ale jedyną oznaką zainteresowania nią, było to, że zaczął lekko klepać ją po plecach.
– Żartujesz? Gdyby nie ty, zapewne w ogóle by tu nie przyjechała. Dostałam swoje parę dni dzięki tobie, więc teraz możesz sobie ją zabrać i robić z nią, co tylko chcesz – skomentowała Monica. – Proszę tylko, nie przetrzymuj jej w piwnicy, bo zrobisz jej traumę.
Zaśmiał się, jak gdyby nigdy nic. Jakby wcale przed chwilą nie oznajmił, że zamierza przedstawić ją jego rodzicom. Po trzech latach. Tak po prostu.
– Nie! – krzyknęła, zwracając na siebie ich uwagę. – Nie możesz tak po prostu tego zrobić! Czemu nikt nie zapytał mnie o zdanie? Wiesz, właściwie to nie zgodziłam się za ciebie wyjść. A wiesz dlaczego? Bo nawet nie zapytałeś! Nie możesz sobie przychodzić i kazać mi być z tobą i poznawać twoich rodziców.
Kiedy skończyła swoją wypowiedź, ujrzała zdziwione twarze ciotki i Leona. Owszem, cały czas właśnie tego oczekiwała od Verdasa, ale nie zmienia to tego, że nawet nie zapytał jej o zdanie. Jej poglądy mogły się zmienić w ciągu tych kilku dni.
Złapał ją za rękę.
– Kochanie, czy wyjdziesz za mnie, wprowadzisz się do mnie i zechcesz zobaczyć się z moimi rodzicami? – zapytał, całując jej dłoń.
Spojrzała na niego i po chwili kiwnęła lekko głową.
Tak, teraz nie miała się czego czepiać. Oznaczało to, że będzie musiała ponownie zobaczyć jego rodziców. Nie chciała mówić o tym Leonowi, ale cholernie zaczęła się tego bać.
– Ile można mieć ciuchów? – spytał, wnosząc do sypialni kolejne pudło.
– Wiesz, na twoim miejscu bym tak nie narzekała – oznajmiła, pokazując mu stanik kobiety z o wiele większymi piersiami niż jej, który znalazła na dnie jego szafy. – Był cały okurzony i leżał pod stertą różnych ubrań, których z pewnością nie nosiłeś przez długi czas. Uznam więc, że kiedy od ciebie odeszłam próbowałeś zastąpić mnie kobietami, które miały inne atuty, ale poniosłeś sromotną klęskę, bo mnie NIE DA SIĘ zastąpić. Bo kochasz mnie najbardziej na świecie i jeśli, kiedyś umrę, popełnisz samobójstwo, bo dotrze do ciebie, że nigdy nikogo nie będziesz tak kochał.
Podeszła do okna, które otworzyła, i pozbyła się biustonosza.
– Tak było, kochanie – zgodził się z nią i spróbował ją do siebie przyciągnąć.
– E! – Wróciła do porządków w szafie. – Nie zmienia to faktu, że to, co zobaczyłam będzie trudno wymazać z pamięci i jestem na ciebie zła, bo powinieneś pozbyć się takich rzeczy.
Na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech, kiedy podszedł do niej, objął ją od tyłu i oparł podbródek o jej ramię.
– Pocieszę cię, jeśli powiem, że zanim się z tobą przespałem, byłem prawiczkiem?
Chciała to powstrzymać, ale zabrakło jej umiejętności. Wybuchła więc śmiechem.
– Chyba emocjonalnym.
Pocałował ją w miejsce nad obojczykiem.
Odwróciła się do niego i spojrzała na niego poważnie.
– Może nie idźmy do twoich rodziców.
Zmarszczył brwi wyraźnie zszokowany jej słowami.
– To jest ich rocznica, nie chcę im psuć tego dnia. Poza tym… boję się, że stanę się przyczyną jakiegoś konfliktu. Nie mam rodziców i wiem, że bez nich bywa naprawdę trudno, a znienawidziłabym się, gdybyś także musiał tego doświadczać.
Objął jej twarz.
– Moi rodzice oczekują, że przyprowadzę im do domu narzeczoną, odkąd poszedłem do podstawówki. Teraz spełnię ich marzenia. Zapewniam cię, że jeśli dowiedzą się o tym, kiedy się poznaliśmy, nie będą wywoływać żadnych konfliktów. A nawet jeśli – wzruszył ramionami – mamy siebie, nie?
Kiwnęła lekko głową, a on pochylił się i złączył ich usta w namiętnym pocałunku.
W samochodzie czuła wewnętrzną potrzebę zdrapania lakieru z paznokci. Niestety – po wczorajszym wieczorze nie zostało na nich nawet resztki. Chciała krzyknąć na Leona, żeby jechał wolniej, ale ten po ostatniej „prośbie”, jechał czterdzieści na godzinę – bardziej nie zwolni.
Niebezpiecznie szybko zbliżali się do domu państwa Verdas, a ona z każdą minutą jazdy, miała coraz większą ochotę, wybiec z jadącego auta i uciec z powrotem do Londynu. Tylko tym razem może z Leonem. Tak, to byłby dobry pomysł.
– Leon…
– Nie wrócę do domu! – przerwał jej, zanim zdążyła powiedzieć cokolwiek więcej. Wzdrygnęła się. W tej chwili dotarło do niej, że nie odzywał się, bo w rzeczywistości denerwował się tak samo mocno, jak ona. Po prostu lepiej to ukrywał. – Przepraszam – powiedział spokojniej i złapał jej rękę, po czym pogładził ją kciukiem.
Po kilku minutach jazdy, wjechał na podjazd przed domem jego rodziców. Ujrzała samochód Diego, co oznaczało, że będzie świadkiem. Cholera, pomyślała. Nie mógłby wyjechać na parę lat do Europy i wrócić, jak już będzie miał żonę i dzieci?
Verdas wyszedł z samochodu, po czym go obszedł i otworzył drzwi od strony szatynki.
Złapał ją za rękę i zaprowadził do drzwi wejściowych. Nie umknęło jej, że trzyma jej dłoń o wiele za mocno, ale nic nie mówiła. Ona okazywała swoje zdenerwowanie, gadając jak popieprzona, a on w ten sposób.
Nie zapukał do drzwi. Po prostu wszedł i skierował się do ogrodu. Znajdował się tam już nakryty stół, przy którym siedzieli jego rodzice i brat. Kiedy tylko się pojawili, wzrok wszystkich skierował się w ich stronę.
Mama Leona uśmiechnęła się i wstała.
– Violu, Diego mówił, że nie przyjdziesz. – Zmarszczyła brwi, ale po chwili na jej twarzy pojawił się z powrotem uśmiech. – Cieszę się, że jednak dotarłaś.
I nagle jej wzrok powędrował na ich złączone ręce. Otworzyła oczy i spojrzała na nich kompletnie oszołomiona.
– Mamo, tato, Diego – zaczął szatyn. – Poznajcie moją narzeczoną.
~*~
Nicol pojawia się dosłownie kilka godzin przed rozpoczęciem szkoły nanananaa. Chciałam dodać ten rozdział jeszcze przed, bo możliwe, że wrócę z depresją albo w ogóle XD.
No i tak – przez ten pośpiech, nie zrobiłam korekty, ale obiecuję, że jutro wszystko poprawię :*. Btw. nie czytałam tego rozdziału – to pewnie jest przyczyną dalszej głupiej części tego zdania – ale wydaje mi się okej.
Wiem – nie ma wspomnienia. Ale prawda jest taka, że nie mam jakiegoś superpomysłu, a jak mam to zrobić na odwal się to wolę dać sobie z tym spokój, więc nie będą się już pojawiały wspomnienia. Obiecuję jednak, że wynagrodzę Wam to w epilogu! ;>
Skoro już o tym mowa – wczoraj naprawdę dużo o nim myślałam i jeśli wszystko dobrze pójdzie, wyjdzie mi naprawdę super. Mogę Wam zdradzić, że będzie duży przeskok w czasie, ale wszystko wyjaśnię we wspomnieniach, których będzie kilka. Muszę jeszcze trochę dopracować pomysł i niedługo się za niego wezmę, żeby wyszedł jak najlepiej.
Mogłabym tak jeszcze o nim gadać, ale wszystko zobaczycie sami, no i inne ważne informacje znajdą się pod nim ;).
To tyle ;p
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i czekam na Wasze opinie :D.
Do następnego ;*
Quinn ;P


