sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział XVII ~ "Sypiam z Leonem Verdasem"



Poczuł chłód, więc otworzył oczy i odwrócił się. Było tak jak myślał – szatynka zabrała przez sen całą kołdrę. Na dodatek zamiast się nią przykryć, po prostu się do niej przytuliła i teraz marzła. Verdas westchnął głośno, ale uśmiechnął się pod nosem. Mimo tego, że przez ostatnie dwa lata nie musiał się bić o swoją pierzynę, tęsknił za tym; za Violettą razem ze wszystkimi jej zwyczajami – tymi dobrymi i wkurzającymi. 
Usiadł i przybliżył się do niej w celu zabrania kołdry, ale kiedy tylko jej dotknął, Castillo ruszyła się, mamrocząc coś przez sen. Zaśmiał się pod nosem i potrząsnął lekko ramieniem kobiety. 
– Kochanie, oddaj mi kołdrę – poprosił cicho. 
Mocniej się przytuliła. 
– Mhm... jutro. 
Parsknął śmiechem, po czym złapał za fragment pierzyny i zabrał ją. Następnie przykrył siebie i szatynkę. 
Przytulił się do jej pleców, kiedy rzucił mu się w oczy zegarek, leżący na stoliku nocnym. Powinien wstawać i szykować się do pracy, ale nie miał najmniejszej ochoty rozstawać się z Violettą, dlatego wstał w celu poszukania komórki. 
– Co robisz? – wymamrotała, nie otwierając oczu. 
– Muszę zadzwonić do ojca i powiedzieć mu, że dzisiaj nie przyjdę – wyjaśnił, znajdując telefon. – A ty? Nie pracujesz? 
– Jestem bezrobotna – oznajmiła, obejmując poduszkę. 
Poderwał wzrok. Wiedział, że Castillo miała zostać asystentką jego ojca, ale nie miał pojęcia o tym, że nie miała planu B. 
– Nie szukałaś niczego? – spytał, siadając obok i kładąc rękę na jej nodze. 
– Szukałam, ale nie znalazłam. 
W myślach przeanalizował czy na pewno jego ojciec nie szukał kogoś na jakiekolwiek inne stanowisko, kiedy nagle dostał olśnienia. 
– Zostań moją asystentką. 
Otworzyła gwałtownie oczy spojrzała na niego. 
– Żartujesz? Może od razu założę koszulkę z twoim zdjęciem, a na czole wytatuuje sobie napis „Sypiam z Leonem Verdasem”? 
Zaśmiał się. 
– Z pewnością byłoby to bardzo romantyczne – stwierdził. – Mówię serio. Przecież nikt nie musi wiedzieć, że łączy nas... coś, co nie do końca jest związane z pracą. Przemyśl to. 
Nie czekając na odpowiedź, wyszedł z pokoju w celu wykonania telefonu. 
Naprawdę chciał pracować z szatynką. Tym bardziej, że to przez niego nie ma teraz pracy. Poza tym nikt nie musi wiedzieć o tym, co robią po godzinach pracy. Jedynym problemem byłaby jego rodzina, która z pewnością we wszystko by się wtrącała. 
Spojrzał na zegarek i szybko uświadomił sobie, że jest późno. Wybrał numer swojego ojca i po usłyszeniu go w słuchawce, rzucił: 
– Nie przyjdę dzisiaj do pracy. 
Po chwili ciszy ponownie usłyszał jego głos. 
– O nie, Leon. Nie ma mowy. Najpierw Diego, a teraz ty? Oboje przychodzicie dzisiaj do pracy albo możecie nie wracać. Widzimy się niedługo – odpowiedział wkurzony i, zanim Verdas zdążył zaprotestować, rozłączył się. 
Zaraz po wyjściu z biura pojechał do szatynki. Od zajścia z poprzedniego dnia nie odbierała od niego telefonów, unikała go. Wiedział, że ją zranił, ale nie potrafił od tak powiedzieć swojej rodzinie, że z kimś się spotyka. Nie był w stanie zrobić takiego kroku. Kochał ją, ale przedstawianie jej swojej rodzinie to w tej chwili było za dużo.  
Nie chciał pukać, bo wiedział, iż będzie udawała, że jej nie ma, więc od razu otworzył drzwi kluczem, który od niej dostał. Po szybkim rozejrzeniu się po małym mieszkaniu, postanowił ją zawołać. 
– Violetta! – krzyknął, ale nie doczekał się odpowiedzi. – Kochanie, jesteś tutaj? 
Już miał wychodzić, kiedy usłyszał jej cichy głos: 
– W łazience. 
Podszedł do drzwi i zapukał dwa razy, po czym  – nie czekając na zaproszenie – wszedł.
Castillo leżała w wannie i nie podniosła wzroku, kiedy pojawił się w pomieszczeniu. Westchnął głośno, a następnie podszedł bliżej i przysiadł na krawędzi. 
– Sprawdziłeś, czy aby na pewno nikt za tobą nie szedł? – zapytała, wpatrując się w swoje paznokcie. 
– Violu... 
– No bo wiesz, jeszcze ktoś by się dowiedział, że spędzasz ze mną swój wolny czas.  
Pochylił się lekko i podniósł jej podbródek, zmuszając ją tym samym do spojrzenia mu w oczy. 
– Przepraszam, okej? – Otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale kontynuował: – Wiem, że tego ode mnie oczekujesz, ale nie jestem gotów przedstawić cię mojej rodzinie. Nie teraz. Proszę, daj mi jeszcze trochę czasu. To dla mnie nowość, więc cholernie go potrzebuję.
Pokiwała niepewnie głową i ponownie chciała coś powiedzieć, ale tym razem przerwał jej dzwonek telefonu Verdasa. Wyjął komórkę z kieszeni. 
– To z pracy. 
– Odbierz. 
Rozmowa zajęła chwilę. W tym czasie szatynka usiadła zaraz za jego plecami i objęła go od tyłu. Rozłączył się i spojrzał na nią. Przybliżyła usta do jego ucha. 
– Odłóż telefon. 
Nic nie mówiąc, położył aparat na umywalce, stojącej na tyle blisko, żeby nie musiał wstawać. Zanim ponownie zdążył się do niej odwrócić, poczuł jak ciągnie go do tyłu i po chwili wylądował w jej wannie. 
Przeniósł na nią wzrok i zobaczył, że siedzi z boku chichocząc. Po chwili również zaczął się śmiać i ochlapał ją tak mocno, że mimo koka, jej włosy były całe mokre. 
Kompletnie nie słuchał swoim współpracowników. Mógłby teraz leżeć w łóżku z Violettą, a tymczasem musiał siedzieć w dusznej sali i uczestniczyć w jednym z comiesięcznych zebrań pracowników organizowanym przez jego ojca. Pocieszała go tylko myśl, że przerwę na lunch spędzi z Violettą w knajpce oddalonej od biura na tyle, żeby nikomu nie przyszło do głowy tam przyjść.  
Był tak zamyślony, że nawet nie zauważył, kiedy został w pomieszczeniu sam z ojcem i Diego. 
– Mama zaprasza was dzisiaj na kolację – oznajmił Verdas. – Prosiła, żebyś wziął ze sobą Violettę, Diego. 
Szatyn na jej imię gwałtownie podniósł głowę i obserwował reakcje swojego brata. 
– Nie możemy – powiedział, jak gdyby nigdy nic. – Dzisiaj... mamy plany. 
Ich ojciec westchnął głośno. 
– A ty, Leon? 
– Eee... nie mogę, będę zajęty. 
– Czym? 
– Jeszcze nie wiem, ale później coś wymyślę. 
Mężczyzna pokręcił niezadowolony głową i bez słowa wyszedł. 
Leon od razu skierował swój wzrok na bruneta, który chował jakieś papiery do teczki. 
– Coś się stało między tobą, a Violą? – zapytał, ciekaw czy odpowiedź będzie zgodna z prawdą. 
– Nie, wszystko okej – odpowiedział wstając. – Mała sprzeczka i tyle. 
Szatyn uniósł brwi. Widział wczoraj Castillo i z pewnością nie nazwałby tego małą sprzeczką. Zastanawiał się tylko czy Diego go okłamuje, czy naprawdę w to wierzy. 
Nic nie mówiąc, wstał i również opuścił pomieszczenie. Po chwili zawahania, zapukał do gabinetu ojca. Słysząc zaproszenie, wszedł i – bez dłuższego wstępu – oznajmił: 
– Chcę zatrudnić Violettę na stanowisko mojej asystentki. Chciałem cię tylko zapytać czy nie masz nic przeciwko. 
Starszy Verdas podniósł na niego wzrok. 
– Nie mam, ale... czy mogę spytać dlaczego? Z tego, co mówił mi Diego, wasze stosunki nie są zbyt przyjazne. 
– Po prostu mam poczucie winy, bo przeze mnie Jocelyn dostała posadę zamiast Violetty. 
Ojciec przytaknął, ale nic więcej nie dodał, więc szatyn uznał tę rozmowę za zakończoną i wyszedł.  
Miał świadomość tego, że Castillo nie zgodziła się jeszcze na to, aby z nim pracować, ale wcześniej czy później, właśnie to by postanowiła. Wolał nie czekać, aż będzie za późno i ojciec sam znajdzie mu pomoc. Był pewien, że kiedy przedstawi to Violetcie w taki właśnie sposób – zgodzi się z nim. 
Siedział zdenerwowany, wciąż spoglądając na zegarek. Wiedział, że już za chwilę Violetta skończy spotkanie z Diego i zapewne przyjdzie do niego, tymczasem na jego kanapie wciąż siedziała Francesca i nie miał pojęcia, jak ją spławić tak, żeby niczego nie podejrzewała. Nie chciał też, żeby dowiedziała się o jego aktualnej relacji z Castillo. To nie była odpowiednia pora, a poza tym wolał ją jakoś na to przygotować. Znał Włoszkę bardzo dobrze i nie miał wątpliwości, co do tego, że gdyby się o wszystkim dowiedziała, kazałaby im o wszystkim opowiedzieć brunetowi. Może i za nim nie przepada, ale dla niej nie miałoby to znaczenia. Już wcześniej – kiedy Violetta była tylko przeszłością Leona – naciskała na niego. W obecnej sytuacji zapewne byłaby jeszcze gorsza. 
– Co z tą twoją ważną sprawą? – zapytała, po chwili, spoglądając na niego z brzegu szklanki. Mężczyzna nie powiedział swoim towarzyszom, że jedzie po szatynkę, bo wiedział, jakby to się skończyło. – Wszystko już w porządku? 
– Tak, w jak najlepszym, a co? 
– Nic, po prostu szkoda, że tak szybko się zwinąłeś. Co ty na to, żeby to powtórzyć? – zaproponowała. – Fede i Lu nie mogą, ale czemu nie moglibyśmy wyjść we dwójkę, jak za starych czasów? 
Kochał Fran, ale wiedział, że wspólne wyjście byłoby tylko wymówką. Zapewne po niecałych trzydziestu minutach, próbowałaby go upić a potem wypytywałaby o to, co wczoraj musiał zrobić i – znając jej metody – pewnie w końcu dopięłaby swego.  
– Nie mogę... muszę... iść na kolację do rodziców. 
Spojrzała na niego zdziwiona, po czym zmrużyła oczy i odstawiła szkło na mały stolik. 
– Co tak bardzo mi się nie spodoba, że ze zdenerwowania wymyśliłeś taką idiotyczną wymówkę? 
Coraz częściej lata znajomości z kobietą odwracały się przeciw niemu. Znała go lepiej, niż ktokolwiek inny i wiedział, że przed okłamaniem jej, musiał się porządnie przygotować i parę razy poćwiczyć. W tej sytuacji niestety nie miał na to czasu. 
Wzruszył ramionami. 
– Nic. 
Już otwierała buzię, żeby zaprotestować, kiedy usłyszeli sygnał, oznaczający, że dostała SMS-a. Sięgnęła do torebki, z której wyjęła komórkę i po przeczytaniu wiadomości, wstała. 
– Muszę już lecieć, ale nie myśl sobie – pokazała na niego palcem – porozmawiamy sobie o tym później. 
– Jasne, mamo – powiedział ironicznie i odprowadził ją do drzwi. 
Minęła krótka chwila od jej wyjścia, kiedy usłyszał dzwonek. Pewien, że czegoś zapomniała, bez zawahania otworzył drzwi. Zanim spostrzegł osobę, która się do niego dobijała, poczuł czyjeś usta na swoich i uśmiechnął się. 
Położył ręce na biodrach szatynki i oddał pocałunek, kiedy nagle do niego dotarło, że jeszcze niecałą minutę temu, wychodziła stąd Włoszka. Oderwał się. 
– Widziałaś Francescę? 
– Co? Nie. Dlaczego? 
Odetchnął z ulgą i jeszcze raz szybko pocałował Violettę, po czym wpuścił ją do swojego mieszkania. 
– Dosłownie przed chwilą ode mnie wyszła – oznajmił, siadając na kanapie. 
Castillo zajęła miejsce obok niego i wzruszyła ramionami. 
– Musiałyśmy się minąć – odpowiedziała i zamilkła na chwilę. – Nic jej nie powiedziałeś. 
Spojrzał na nią. 
– To nie jest dobry moment. 
Westchnęła głośno i usiadła bokiem do niego. 
– Ani trochę się nie zmieniłeś. 
Verdas nie chciał teraz wspominać przyszłości, bo wiedział, że właśnie to, co wtedy robił zniszczyło ich związek. Zamiast tego wolał zmienić temat. 
– Mam dla ciebie niespodziankę – powiedział, kładąc rękę na jej kolanie. Mimo nięchęci, przeniosła na niego swój wzrok. – Od poniedziałku będziesz pracować jako moja asystentka. 
– Co? – Nie był pewien, co do tego co usłyszał w jej głosie, ale  z pewnością nie była to radość. – Jak mogłeś? Przecież miałeś dać mi czas na zastanowienie się. Właśnie zerwałam z Diego myślisz, że chcę teraz codziennie oglądać go w pracy? 
– Violu... – zaczął, ale pokręciła głową i wstała. 
Chciała odejść, ale złapał ją za nadgarstek. Najpierw usłyszał jej syk, a dopiero potem przed oczami mignął mu siniak. Natychmiast wyrwała rękę z jego uścisku. 
– Co to jest? – spytał, wstając, ale ona schowała dłonie za plecy. 
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz.  
Już miała odejść, kiedy ponownie złapał jej rękę i przyciągnął do siebie. Odwinął rękaw dżinsowej koszuli i jego oczom ukazały się sine ślady. Nie miał wątpliwości, co do tego, że rano jeszcze ich nie miała.

~*~

Hej, hej, hej, Nicol tak szybko wróciła z nowym rozdziałem ;o. Wakacje wyczuwam... B) Jestem po wystawianiu ocen, więc w końcu mam luz i mogę skupić się na blogu, a mam na niego masę weny, więc póki co nie mam o co się martwić brakiem pomysłów ^-^. Swoją drogą publikuję siedemnastkę, a mam już całe, dość długie wspomnienie do osiemnastki :>. Jezu, jak fajnie jest mieć czas XDDD.
Za szczęśliwą Leonettą też już zdążyłam się stęsknić (dawno o nich pisałam) i gdyby nie to, że potrzebuję jakiejś ciekawszej fabuły, bym ich już takich zostawiła ;D. 
Następny rozdział będzie z perspektywy Violi (dawno nie było) ale zauważyłam, że ostatnio z komentowaniem coś słabiej, więc postarajcie się, żeby pod tym rozdziałem było około 30 komentarzy, a ja postaram się o dłuższy next (btw zauważyliście, że ten też jest jakiś dłuższy? ^^) i, żeby nie było, możecie zostawić tutaj linki do swoich blogów, a ja postaram się zajrzeć i zostawic po sobie ślad ;). Byłabym jednak wdzięczna, jakby nie był to sam link do bloga, ale też coś na temat rozdziału :).
Co do rozdziałów w wakacje - do 15.07 postaram się jak najczęściej coś dodawać, ale po piętnastym wyjeżdżam, do tego być może czeka mnie przeprowadzka, więc może być ciężko, ale dam Wam jeszcze znać ;) :*.
Jesuu, ale długa ta notka ;-;.
Żeby już nie przedłużać - mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał (wg mnie nie jest najgorszy :OOOOOOOO) i czekam na Wasze opinie :*.

Do następnego :*

Quinn <3

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział XVI ~ "O tym nie zapomnimy"

Miśkowi, który wymyślił wspomnienie do tego rozdziału :**


– Co tam, Leoś, u Violki i twojego braciszka? – zapytał Federico.
– Ciesz się, że nie jestem na tyle pijany, żeby ci wpierdzielić – odpowiedział szatyn, po czym sięgnął po swoje piwo.
Po ostatniej sytuacji z Violettą potrzebował chwili relaksu, więc gdy przyjaciele zaproponowali wspólne wyjście, zgodził się bez wahania. Dawno nie spotykał się z zaprzyjaźnionym małżeństwem poza siłownią, a z Francescą nie gadał od przyjęcia. Poza tym miał nadzieję, że dzięki promilom zapomni o całym szajsie związanym z dziewczyną jego brata.
– Tydzień temu Leoś odwoził ją do domu po tej imprezie charytatywnej – skomentowała Włoszka, unosząc brwi.
Nie miał wątpliwości, co do tego, że Francesca nie może się doczekać, aż jej o wszystkim opowie. Verdas jednak jest coraz bardziej pewien, że najzwyczajniej w świecie tego nie zrobi. Castillo chce o tym zapomnieć, więc on też powinien to zrobić.
– Ta, wsiadła do samochodu, po godzinie drogi, wysiadła. Fascynujące – odpowiedział sarkastycznie. Uznał, że najlepszym wyjściem jest kłamstwo. Gdyby powiedział prawdę musiałby tu teraz siedzieć i roztrząsać ten temat.
– Diego nadal nic nie wie? – wtrąciła się do rozmowy Ludmiła, popijając przez słonkę swojego drinka.
Verdas westchnął głośno, demonstrując swoje niezadowolenie z przebiegu tej rozmowy i pokręcił głową.
– Nie, i się nie dowie.
W dalszej części rozmowy – mającej na celu na dojście do tego, czy brat szatyna powinien się o wszystkim dowiedzieć – mężczyzna nie uczestniczył. Po jakimś czasie wyszedł przed bar w celu przewietrzenia się. Chwila relaksu nie trwała jednak długo, bo jeszcze zanim zdążył wziął głęboki oddech, usłyszał swój telefon.
Niechętnie wyjął aparat z kieszeni i ujrzał na wyświetlaczu imię Violetty.
– Żarty sobie robisz? – zapytał sam siebie, po czym odrzucił połączenie.
– Jakaś natrętna? – zaczepił go mężczyzna, stojący niedaleko. Kiedy Verdas podniósł na niego wzrok, poczęstował go papierosem. Szatyn nie miał w zwyczaju palić, ale w tej chwili mało go to obchodziło, więc bez zawahania wziął jednego.
– Można tak powiedzieć – odpowiedział i użył zapalniczki.
– Laska na jedną noc czy taka, która nie umie się pogodzić z rozstaniem?
Wzruszył ramionami.
Po chwili znowu usłyszał dzwonek swojej komórki, ale postanowił go zignorować. Ostatnią rzeczą, na jaką miał w tej chwili ochotę była rozmowa z kobietą. Kiedy jednak próbowała się dodzwonić za trzecim razem, odezwał się mężczyzna:
– Nie wolisz jej spławić?
Verdas westchnął głośno, ale w końcowym efekcie odszedł kawałek i odebrał telefon.
– Halo?
– Leoś, w końcu odbierasz – usłyszał. – Czyżbyś miał towarzystwo? Co powiesz na to, żebym się dołączyła? Co prawda nigdy nie próbowałam, ale zawsze musi być ten pierwszy raz.
Zmarszczył brwi.
– Jesteś pijana – stwierdził.
– Leoś... zawsze wiedziałam, że jesteś geniuszem. Jak już odkryjesz kosmitów, zabierzesz mnie na Marsa, planetę miłości?
– Wenus jest planetą miłości – poprawił ją, nie zwracając uwagi na to, że całe zdanie jest kompletnie bez sensu. – Gdzie jesteś?
Najpierw usłyszał chichot, a dopiero później odpowiedź.
– A co, przyjedziesz mnie uratować, bohaterze?
– Violetta, nie żartuję – powiedział ostrym tonem. – Gdzie jesteś?

Dawno nie był w tym barze. Właściwie to nie przyszedł do niego ani razu, odkąd Violetta wyjechała. Za każdym razem, gdy pomyślał o nim, widział ją siedzącą przy barze i pijącą w rocznicę śmierci rodziców. Teraz jednak postanowił nie tracić czasu na nic nie znaczące wspomnienia i znaleźć Castillo. Po chwili zobaczył ją, siedzącą dokładnie w tym samym miejscu, co wtedy.
Wziął głęboki oddech.
Podszedł i zajął miejsce obok niej. Wiedziała, że siedzi obok, ale mimo to, nie odrywała wzroku od swojej szklanki z drinkiem.
– Co jest? – spytał. Wiedział, że musiało się coś stać, bo Violetta nie doprowadziłaby się do takiego stanu bez powodu. Nienawidziła się upijać.
Odpowiedziała mu chichotem, po czym w końcu na niego spojrzała.
– Powiedz mi – zaczęła – to kwestia tego, że jesteście Verdasami czy po prostu facetami?
Zmarszczył brwi.
Przybliżyła się do niego tak, że ich nosy prawie się stykały i wyszeptała:
– Diego przespał się z panią Collins.
Otworzył szeroko oczy, a ona w odpowiedzi znowu zaczęła chichotać. 
Nigdy nie pomyślałby, że sztywniak Diego mógłby kogokolwiek zdradzić. Tym bardziej Violetty, którą rzekomo tak bardzo kocha. I to z nią. Nagle zaczął się zastanawiać czy Castillo naprawdę to powiedziała czy to przez alkohol mu się wydawało.
– Poproszę jeszcze raz to samo – powiedziała do barmana.
Szatyn szybko się ocknął i wstał. Rzucił banknot na blat i złapał za ramię kobietę.
– Zabiorę cię do domu.
Wyrwała mu się.
– Nigdzie nie idę – odpowiedziała chichocząc.
Szatyn westchnął zirytowany, po czym pochylił się i wziął ją na ręce, wynosząc z baru mimo jej sprzeciwu.
– Jeśli rozłąka tak na ciebie wpływa to może zacznę częściej wyjeżdżać z miasta – oznajmiła, biorąc łyk wina.
– Prędzej resztę życia spędzisz przykuta łańcuchami do mojego łóżka.
Zaśmiała się.
– Kusząca propozycja. Mów dalej.
Na jego twarzy pojawił się uwodzicielski uśmiech. Już miał kontynuować, kiedy obok wejścia do restauracji zobaczył Diego z jakąś kobietą. 
– Cholera – szepnął sam do siebie.
– Co?
Verdas spojrzał na szatynkę. Wiedział, że Diego nie może jej poznać. Zaraz opowiedziałby o wszystkim rodzicom, a oni z kolei chcieliby ją poznać. Mężczyzna nie mógł do tego dopuścić. To oznaczałoby kolejny krok w ich związku, a on nie miał potrzeby niczego zmieniać. Było dobrze tak, jak teraz.
– Nic – odpowiedział, dyskretnie obserwując swojego brata.
Szatynka również odwróciła się w jego stronę, ale nadal nie miała pojęcia, co go tak zainteresowało.
Diego wraz ze swoją znajomą usiedli przy stoliku niedaleko, co wywołało panikę u szatyna. Spojrzał na swoją dziewczynę.
– Musimy już iść – oznajmił i przywołał kelnerkę, która przyniosła rachunek.
– Co? Dlaczego?
Nie odpowiedział tylko zapłacił i wyprowadził szybko Castillo z restauracji. 
– Leon! O co ci chodzi? – spytała, zatrzymując się.
– W środku był mój brat.
– Co? I to dlatego wyprowadziłeś mnie stamtąd? – Pokręciła głową z niedowierzaniem. Mężczyzna wiedział już, że ten ton nie zwiastuje nic dobrego.
– Kochanie...
– Nie, wiesz... dzisiaj prześpię się u siebie.
Zanim zdążył zaprotestować, odeszła.

– Czyżby bolała cię głowa? – zapytał ironicznie, wchodząc do salonu. Szatynka siedziała na kanapie i masowała sobie skronie, krzywiąc się z bólu.
Nie odpowiedziała, więc wszedł do kuchni i sięgnął po koszyk z różnymi lekarstwami. Wyjął tabletki przeciwbólowe, po czym przyniósł je wraz ze szklanką wody. Podał je szatynce i usiadł obok.
– Dziękuję – powiedziała.
Siedzieli w ciszy przez dłuższą chwilę, aż w końcu szatyn się odezwał.
– Chcesz o tym pogadać?
Pokręciła głową, wpatrując się w punkt przed sobą.
– Nie ma o czym rozmawiać – stwierdziła. – Zapom...
– Nie, Violetta – przerwał jej surowym głosem. – Nie będziemy znowu o niczym zapominać. To teraz robisz ze wszystkimi problemami? Udajesz, że ich nie ma?
Sam doskonale znał tę technikę, bo stosował ją przez praktycznie całe swoje życie. Ale to właśnie dzięki niej zaczął walczyć ze swoimi problemami. Nie mógł uwierzyć, że teraz Castillo robi dokładnie to samo, co on przed jej spotkaniem.
– A co powinnam według ciebie zrobić? – spytała. – Zerwać z nim? To byłoby ci na rękę, co?
– Tak – odpowiedział szczerze.
Spojrzała na niego i z początku nie zareagowała, kiedy ją pocałował, ale już po chwili jej dłonie obejmowały jego twarz, a jego błądziły po całym jej ciele. 
– O tym nie zapomnimy – wyszeptał w jej usta, co potwierdziła skinięciem głowy.

~*~

Witam Was XVI :)) 
Może (na pewno) i rozdział nie jest wybitny, ale jestem z siebie dumna, ponieważ wczoraj spędziłam noc w szkole na oglądaniu horrorów, chodzeniu po ciemnej piwnicy z tylko jedną koleżanką i wychowawcą, która postanowił postać za szafkami i pokrzyczeć :). Wróciłam do domu o 7, zostałam obudzona po 10 (w szkole nie spałam w ogóle) i padam. Do tego są urodziny mojej mamy, więc pls doceńcie to, że jednak mi się udało XDDD. Takie poświęcenie :")
Ostatnio zaczęłam oglądać V3 i doszłam do wniosku, że wszyscy są bardziej wkurzający, fabuła jest naciągana, a Leoś przytył i nie rozpoznał własnej dziewczyny, ale jakimś cudem mnie to zainspirowało i tak - macie Leonettę. Nacieszcie się, bo V3 zainspirowało mnie do czegoś jeszcze ^-^.
Czekam na Wasze opinie i mam nadzieję, że nie jest tak źle :*. Korekta będzie zrobiona, jak już się prześpię, obiecuję :D

Do następnego :*

Quinn :)

piątek, 22 maja 2015

Rozdział XV ~ "To nic nie znaczyło"



– Minęło ile? Dwa tygodnie? – marudził, mocniej ją obejmując.
Zaśmiała się.
– Półtora miesiąca – poprawiła go.
Zmarszczył brwi. Szatynka znowu wyjeżdżała do swojej znajomej, co nie do końca się mu podobało. Ostatnio nie spędzał z nią zbyt wiele czasu, a wizja kolejnej rozłąki nie napawała go radością. 
– Niedługo wrócę – oznajmiła, po czym szybko go pocałowała.
– Niedługo – prychnął. – Tydzień to dla ciebie niedługo?
W odpowiedzi posłała mu szeroki uśmiech.
– Zadzwonię do ciebie – obiecała.
Zsunął dłonie na jej biodra i spojrzał w oczy. Patrząc w nie, miał wrażenie, że mogłaby zmusić go do samobójstwa samym spojrzeniem. Westchnął głośno.
– Będziesz. Dzwonić. Codziennie – odpowiedział, przerywając krótkimi pocałunkami. Ostatni trwał najdłużej i z pewnością stali by tak jeszcze przez jakiś czas, gdyby nie to, że za plecami Castillo pojawiła się taksówka.
Verdas niechętnie się oderwał i spakował walizkę kobiety do pojazdu, po czym otworzył jej tylne drzwi. 
– Widzimy się za tydzień – oznajmiła, po czym pocałowała go w policzek. – Kocham cię.
Odwróciła się, żeby wejść do samochodu, kiedy szatyn w końcu się odważył i odpowiedział.
– Ja ciebie też.
Gwałtownie odwróciła twarz w jego stronę i szeroko się uśmiechnęła. Objęła jego twarz i złączyła ich usta w namiętnym pocałunku. Następnie - nadal się uśmiechając - wsiadła do auta i pokiwała mu przez szybę, po czym odjechała.
– Kim była ta dziewczyna? – zapytał Diego, który nagle pojawił się przed domem swojego brata. 
Leon gwałtownie poderwał głowę i szybko upewnił się, że Violetta stała tyłem do bruneta, więc ten nie mógł jej nigdzie rozpoznać. Kochał ją, ale nie chciał jeszcze, żeby poznawała jego rodzinę. Wiedział, że to oznaczałoby kolejny krok w ich związku, a cholernie się tego bał.
– Nikim.
– Ale…
– Jest jakiś cel twojej wizyty? – przerwał mu, skutecznie zmieniając temat.
Odwrócił się i ujrzał ją. Stojącą w jego salonie. Ubraną tylko w jego koszulę. De ja vu. Spuściła wzrok przyłapana na obserwowaniu go.
– Zapomniałam, że tam jest.
Kiedy zmarszczył brwi, wskazała ruchem na jego plecy, na których - pomiędzy łopatkami – znajdywał się tatuaż. 
– Nadal nikt z twojej rodziny nie wie o jego istnieniu? 
Uśmiechnął się sugestywnie, po czym podał jej kubek kawy. Upiła łyk i kąciki jej ust również się podniosły.
– Pamiętasz, jaką kawę lubię.
– Czemu miałbym zapomnieć? – zapytał, wpatrując się w nią. 
Wzruszyła ramionami, po czym obeszła kanapę i na niej usiadła. Verdas obserwował każdy jej krok i sam się sobie dziwił, jak to możliwe, że po takim czasie, on nadal nie może oderwać od niej wzroku.
Po chwili otrząsnął się i zajął miejsce obok. 
Szatynka podniosła lekko koszulkę, ukazując swoje czarne majtki, spod których widoczny był fragment tatuażu. Podwinęła kawałek bielizny na biodrze, pokazując tym sposobem resztę. Verdas uśmiechnął się na wspomnienie wieczoru po imprezie. Byli pijani i postanowili zrobić sobie tatuaże. Do tej pory pamięta okropny ból głowy, który męczył go cały dzień - zaraz po przebudzeniu się w hotelu i odkryciu dziary na swoich plecach. Minęły dwa dni, aż w końcu oboje przypomnieli sobie o wizycie w salonie.
– Diego nie miał nic przeciwko? – spytał, i dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że powiedział to na głos.
Castillo się zaśmiała.
– Umówił mnie na zabieg, żeby go usunąć.
– Czemu więc nie poszłaś? – zadał kolejne pytanie zaintrygowany.
– To była jedyna rzecz, która mi o tobie przypominała – odpowiedziała, patrząc w punkt przed sobą. – Niby chciałam zapomnieć, ale kiedy przyszło, co do czego… nie potrafiłam tak całkowicie tego wszystkiego stracić.
Przez chwilę przetrawiał jej słowa. Schlebiało mu, że wolała zostawić po nim ślad, niż posłuchać jego brata.
– Jak udało ci się to ukryć?
Wzruszył ramionami. 
– Przed rodzicami nie było problemu, ale kiedy chodziłem z Diego na siłownię i ściągałem koszulkę, musiałem się do niego odwracać.
Ponownie przyjrzał się jej, kiedy w oczy rzucił mu się jakiś pyłek w dolnej części jej koszulki. Pochylił się i go strzepnął, muskając przy tym jej prawe udo. Kiedy podniósł głowę, napotkał jej spojrzenie i, zanim się obejrzał, poczuł jej wargi na swoich.
W pierwszej chwili, zaskoczyła go, ale już w następnej, objął jej udo i pogłębił jej pocałunek, gdy tymczasem jej ręce wędrowały już po jego nagim torsie. Po dwóch minutach leżała na plecach, a on zawisnął nad nią, podpierając się jedną ręką i głaszcząc jej nogę drugą.
Nie miał wątpliwości, co do tego, że gdyby nie dzwonek telefonu, doszło by do czegoś więcej. Ale jego komórka postanowiła dać o sobie znać właśnie w tej chwili.
Szatynka odsunęła się szybko, po czym wstała z kanapy.
– Przepraszam… j-j-ja… nie powinnam…
Zanim zdążył odpowiedzieć, ona zniknęła w sypialni. 
Westchnnął, po czym sięgnął po aparat i spojrzał na wyświetlacz – Jocelyn.

Przez całą drogę nie zamienili ani słowa. Oboje czuli się niezręcznie, nie wiedzieli, jak skomentować to, co zaszło rano. Szatyn jednak wiedział jedno - gdyby mógł cofnąć czas, zrobiłby to samo. Nie miał wątpliwości, co do tego, że Castillo nadal go kocha i wiedział, że w końcu będzie musiała to przyznać sama przed sobą.
Jeszcze do dzisiejszego ranka, nie był tego pewien, ale kiedy pokazała mu swój tatuaż, dotarło to do niego.
– Zatrzymaj się tutaj – poprosiła, kiedy znaleźli się niedaleko ulicy, na której mieszkał brunet. Zmarszczył brwi. – Nie chcę, żeby Diego zobaczył twój samochód. Miałam spać w swoim mieszkaniu. 
Zatrzymał samochód na tyle daleko, żeby starszy Verdas go nie zauważył i odwrócił się do kobiety. 
– Powinniśmy… 
– ...o tym zapomnieć – dokończyła za niego. – To nic nie znaczyło. Proszę zapomnijmy o tym.
Westchnął, ale kiwnął głową, po czym dodał kolejne zdarzenie do listy “rzeczy, o których miał zapomnieć”. 
Pocałowała go w policzek.
– Dziękuję – rzuciła, po czym opuściła pojazd.

~*~

Nicol wróciła! :D Z beznadziejnym rozdziałem hehe. Rozdział bez korekty, sprawdzę jutro, bo dzisiaj padam. Komputer wrócił, ale znowu się psuje, więc od razu zapowiadam, że niedługo znowu będzie w naprawie :))). 
Przepraszam za ten rozdział - za długość, jakość, fabułę. Ale przynajmniej jest więcej Leonetty! :D Następny rozdział będzie na 100% z perspektywy Leona, a kolejny nie wiem - muszę pomyśleć nad tym, czy pisać rozdziały z perspektywy Fioli :>.
Za tydzień nic się nie pojawi - mam w piątek i sobotę spływ kajakowy, a w niedzielę jadę do Gdyni. Za dwa tygodnie, pewnie będę pisała coś na drugi blog. Ale postaram się, jak najszybciej coś tu dodać. 
Swoją drogą mam pomysł na następne opowiadanie ^-^. Ale Leon znowu miałby brata (nie Diego :D) i to by miało dość duże znaczenie, więc w sumie nie wiem, czy nie będziecie mieli nic przeciwko albo coś :/. W każdym razie tego opo jeszcze nie kończę, więc... :D
Tak więc - jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że następny rozdział spodoba się Wam bardziej. A kolejny jeszcze bardziej, hehe. Nie, żebym coś planowała czy coś, ale planuję :D.

Czekam na Wasze opinie :*

Do następnego <4
Quinn :*