Poczuł chłód, więc otworzył oczy i odwrócił się. Było tak jak myślał – szatynka zabrała przez sen całą kołdrę. Na dodatek zamiast się nią przykryć, po prostu się do niej przytuliła i teraz marzła. Verdas westchnął głośno, ale uśmiechnął się pod nosem. Mimo tego, że przez ostatnie dwa lata nie musiał się bić o swoją pierzynę, tęsknił za tym; za Violettą razem ze wszystkimi jej zwyczajami – tymi dobrymi i wkurzającymi.
Usiadł i przybliżył się do niej w celu zabrania kołdry, ale kiedy tylko jej dotknął, Castillo ruszyła się, mamrocząc coś przez sen. Zaśmiał się pod nosem i potrząsnął lekko ramieniem kobiety.
– Kochanie, oddaj mi kołdrę – poprosił cicho.
Mocniej się przytuliła.
– Mhm... jutro.
Parsknął śmiechem, po czym złapał za fragment pierzyny i zabrał ją. Następnie przykrył siebie i szatynkę.
Przytulił się do jej pleców, kiedy rzucił mu się w oczy zegarek, leżący na stoliku nocnym. Powinien wstawać i szykować się do pracy, ale nie miał najmniejszej ochoty rozstawać się z Violettą, dlatego wstał w celu poszukania komórki.
– Co robisz? – wymamrotała, nie otwierając oczu.
– Muszę zadzwonić do ojca i powiedzieć mu, że dzisiaj nie przyjdę – wyjaśnił, znajdując telefon. – A ty? Nie pracujesz?
– Jestem bezrobotna – oznajmiła, obejmując poduszkę.
Poderwał wzrok. Wiedział, że Castillo miała zostać asystentką jego ojca, ale nie miał pojęcia o tym, że nie miała planu B.
– Nie szukałaś niczego? – spytał, siadając obok i kładąc rękę na jej nodze.
– Szukałam, ale nie znalazłam.
W myślach przeanalizował czy na pewno jego ojciec nie szukał kogoś na jakiekolwiek inne stanowisko, kiedy nagle dostał olśnienia.
– Zostań moją asystentką.
Otworzyła gwałtownie oczy spojrzała na niego.
– Żartujesz? Może od razu założę koszulkę z twoim zdjęciem, a na czole wytatuuje sobie napis „Sypiam z Leonem Verdasem”?
Zaśmiał się.
– Z pewnością byłoby to bardzo romantyczne – stwierdził. – Mówię serio. Przecież nikt nie musi wiedzieć, że łączy nas... coś, co nie do końca jest związane z pracą. Przemyśl to.
Nie czekając na odpowiedź, wyszedł z pokoju w celu wykonania telefonu.
Naprawdę chciał pracować z szatynką. Tym bardziej, że to przez niego nie ma teraz pracy. Poza tym nikt nie musi wiedzieć o tym, co robią po godzinach pracy. Jedynym problemem byłaby jego rodzina, która z pewnością we wszystko by się wtrącała.
Spojrzał na zegarek i szybko uświadomił sobie, że jest późno. Wybrał numer swojego ojca i po usłyszeniu go w słuchawce, rzucił:
– Nie przyjdę dzisiaj do pracy.
Po chwili ciszy ponownie usłyszał jego głos.
– O nie, Leon. Nie ma mowy. Najpierw Diego, a teraz ty? Oboje przychodzicie dzisiaj do pracy albo możecie nie wracać. Widzimy się niedługo – odpowiedział wkurzony i, zanim Verdas zdążył zaprotestować, rozłączył się.
Zaraz po wyjściu z biura pojechał do szatynki. Od zajścia z poprzedniego dnia nie odbierała od niego telefonów, unikała go. Wiedział, że ją zranił, ale nie potrafił od tak powiedzieć swojej rodzinie, że z kimś się spotyka. Nie był w stanie zrobić takiego kroku. Kochał ją, ale przedstawianie jej swojej rodzinie to w tej chwili było za dużo.
Nie chciał pukać, bo wiedział, iż będzie udawała, że jej nie ma, więc od razu otworzył drzwi kluczem, który od niej dostał. Po szybkim rozejrzeniu się po małym mieszkaniu, postanowił ją zawołać.
– Violetta! – krzyknął, ale nie doczekał się odpowiedzi. – Kochanie, jesteś tutaj?
Już miał wychodzić, kiedy usłyszał jej cichy głos:
– W łazience.
Podszedł do drzwi i zapukał dwa razy, po czym – nie czekając na zaproszenie – wszedł.
Castillo leżała w wannie i nie podniosła wzroku, kiedy pojawił się w pomieszczeniu. Westchnął głośno, a następnie podszedł bliżej i przysiadł na krawędzi.
– Sprawdziłeś, czy aby na pewno nikt za tobą nie szedł? – zapytała, wpatrując się w swoje paznokcie.
– Violu...
– No bo wiesz, jeszcze ktoś by się dowiedział, że spędzasz ze mną swój wolny czas.
Pochylił się lekko i podniósł jej podbródek, zmuszając ją tym samym do spojrzenia mu w oczy.
– Przepraszam, okej? – Otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale kontynuował: – Wiem, że tego ode mnie oczekujesz, ale nie jestem gotów przedstawić cię mojej rodzinie. Nie teraz. Proszę, daj mi jeszcze trochę czasu. To dla mnie nowość, więc cholernie go potrzebuję.
Pokiwała niepewnie głową i ponownie chciała coś powiedzieć, ale tym razem przerwał jej dzwonek telefonu Verdasa. Wyjął komórkę z kieszeni.
– To z pracy.
– Odbierz.
Rozmowa zajęła chwilę. W tym czasie szatynka usiadła zaraz za jego plecami i objęła go od tyłu. Rozłączył się i spojrzał na nią. Przybliżyła usta do jego ucha.
– Odłóż telefon.
Nic nie mówiąc, położył aparat na umywalce, stojącej na tyle blisko, żeby nie musiał wstawać. Zanim ponownie zdążył się do niej odwrócić, poczuł jak ciągnie go do tyłu i po chwili wylądował w jej wannie.
Przeniósł na nią wzrok i zobaczył, że siedzi z boku chichocząc. Po chwili również zaczął się śmiać i ochlapał ją tak mocno, że mimo koka, jej włosy były całe mokre.
Kompletnie nie słuchał swoim współpracowników. Mógłby teraz leżeć w łóżku z Violettą, a tymczasem musiał siedzieć w dusznej sali i uczestniczyć w jednym z comiesięcznych zebrań pracowników organizowanym przez jego ojca. Pocieszała go tylko myśl, że przerwę na lunch spędzi z Violettą w knajpce oddalonej od biura na tyle, żeby nikomu nie przyszło do głowy tam przyjść.
Był tak zamyślony, że nawet nie zauważył, kiedy został w pomieszczeniu sam z ojcem i Diego.
– Mama zaprasza was dzisiaj na kolację – oznajmił Verdas. – Prosiła, żebyś wziął ze sobą Violettę, Diego.
Szatyn na jej imię gwałtownie podniósł głowę i obserwował reakcje swojego brata.
– Nie możemy – powiedział, jak gdyby nigdy nic. – Dzisiaj... mamy plany.
Ich ojciec westchnął głośno.
– A ty, Leon?
– Eee... nie mogę, będę zajęty.
– Czym?
– Jeszcze nie wiem, ale później coś wymyślę.
Mężczyzna pokręcił niezadowolony głową i bez słowa wyszedł.
Leon od razu skierował swój wzrok na bruneta, który chował jakieś papiery do teczki.
– Coś się stało między tobą, a Violą? – zapytał, ciekaw czy odpowiedź będzie zgodna z prawdą.
– Nie, wszystko okej – odpowiedział wstając. – Mała sprzeczka i tyle.
Szatyn uniósł brwi. Widział wczoraj Castillo i z pewnością nie nazwałby tego małą sprzeczką. Zastanawiał się tylko czy Diego go okłamuje, czy naprawdę w to wierzy.
Nic nie mówiąc, wstał i również opuścił pomieszczenie. Po chwili zawahania, zapukał do gabinetu ojca. Słysząc zaproszenie, wszedł i – bez dłuższego wstępu – oznajmił:
– Chcę zatrudnić Violettę na stanowisko mojej asystentki. Chciałem cię tylko zapytać czy nie masz nic przeciwko.
Starszy Verdas podniósł na niego wzrok.
– Nie mam, ale... czy mogę spytać dlaczego? Z tego, co mówił mi Diego, wasze stosunki nie są zbyt przyjazne.
– Po prostu mam poczucie winy, bo przeze mnie Jocelyn dostała posadę zamiast Violetty.
Ojciec przytaknął, ale nic więcej nie dodał, więc szatyn uznał tę rozmowę za zakończoną i wyszedł.
Miał świadomość tego, że Castillo nie zgodziła się jeszcze na to, aby z nim pracować, ale wcześniej czy później, właśnie to by postanowiła. Wolał nie czekać, aż będzie za późno i ojciec sam znajdzie mu pomoc. Był pewien, że kiedy przedstawi to Violetcie w taki właśnie sposób – zgodzi się z nim.
Siedział zdenerwowany, wciąż spoglądając na zegarek. Wiedział, że już za chwilę Violetta skończy spotkanie z Diego i zapewne przyjdzie do niego, tymczasem na jego kanapie wciąż siedziała Francesca i nie miał pojęcia, jak ją spławić tak, żeby niczego nie podejrzewała. Nie chciał też, żeby dowiedziała się o jego aktualnej relacji z Castillo. To nie była odpowiednia pora, a poza tym wolał ją jakoś na to przygotować. Znał Włoszkę bardzo dobrze i nie miał wątpliwości, co do tego, że gdyby się o wszystkim dowiedziała, kazałaby im o wszystkim opowiedzieć brunetowi. Może i za nim nie przepada, ale dla niej nie miałoby to znaczenia. Już wcześniej – kiedy Violetta była tylko przeszłością Leona – naciskała na niego. W obecnej sytuacji zapewne byłaby jeszcze gorsza.
– Co z tą twoją ważną sprawą? – zapytała, po chwili, spoglądając na niego z brzegu szklanki. Mężczyzna nie powiedział swoim towarzyszom, że jedzie po szatynkę, bo wiedział, jakby to się skończyło. – Wszystko już w porządku?
– Tak, w jak najlepszym, a co?
– Nic, po prostu szkoda, że tak szybko się zwinąłeś. Co ty na to, żeby to powtórzyć? – zaproponowała. – Fede i Lu nie mogą, ale czemu nie moglibyśmy wyjść we dwójkę, jak za starych czasów?
Kochał Fran, ale wiedział, że wspólne wyjście byłoby tylko wymówką. Zapewne po niecałych trzydziestu minutach, próbowałaby go upić a potem wypytywałaby o to, co wczoraj musiał zrobić i – znając jej metody – pewnie w końcu dopięłaby swego.
– Nie mogę... muszę... iść na kolację do rodziców.
Spojrzała na niego zdziwiona, po czym zmrużyła oczy i odstawiła szkło na mały stolik.
– Co tak bardzo mi się nie spodoba, że ze zdenerwowania wymyśliłeś taką idiotyczną wymówkę?
Coraz częściej lata znajomości z kobietą odwracały się przeciw niemu. Znała go lepiej, niż ktokolwiek inny i wiedział, że przed okłamaniem jej, musiał się porządnie przygotować i parę razy poćwiczyć. W tej sytuacji niestety nie miał na to czasu.
Wzruszył ramionami.
– Nic.
Już otwierała buzię, żeby zaprotestować, kiedy usłyszeli sygnał, oznaczający, że dostała SMS-a. Sięgnęła do torebki, z której wyjęła komórkę i po przeczytaniu wiadomości, wstała.
– Muszę już lecieć, ale nie myśl sobie – pokazała na niego palcem – porozmawiamy sobie o tym później.
– Jasne, mamo – powiedział ironicznie i odprowadził ją do drzwi.
Minęła krótka chwila od jej wyjścia, kiedy usłyszał dzwonek. Pewien, że czegoś zapomniała, bez zawahania otworzył drzwi. Zanim spostrzegł osobę, która się do niego dobijała, poczuł czyjeś usta na swoich i uśmiechnął się.
Położył ręce na biodrach szatynki i oddał pocałunek, kiedy nagle do niego dotarło, że jeszcze niecałą minutę temu, wychodziła stąd Włoszka. Oderwał się.
– Widziałaś Francescę?
– Co? Nie. Dlaczego?
Odetchnął z ulgą i jeszcze raz szybko pocałował Violettę, po czym wpuścił ją do swojego mieszkania.
– Dosłownie przed chwilą ode mnie wyszła – oznajmił, siadając na kanapie.
Castillo zajęła miejsce obok niego i wzruszyła ramionami.
– Musiałyśmy się minąć – odpowiedziała i zamilkła na chwilę. – Nic jej nie powiedziałeś.
Spojrzał na nią.
– To nie jest dobry moment.
Westchnęła głośno i usiadła bokiem do niego.
– Ani trochę się nie zmieniłeś.
Verdas nie chciał teraz wspominać przyszłości, bo wiedział, że właśnie to, co wtedy robił zniszczyło ich związek. Zamiast tego wolał zmienić temat.
– Mam dla ciebie niespodziankę – powiedział, kładąc rękę na jej kolanie. Mimo nięchęci, przeniosła na niego swój wzrok. – Od poniedziałku będziesz pracować jako moja asystentka.
– Co? – Nie był pewien, co do tego co usłyszał w jej głosie, ale z pewnością nie była to radość. – Jak mogłeś? Przecież miałeś dać mi czas na zastanowienie się. Właśnie zerwałam z Diego myślisz, że chcę teraz codziennie oglądać go w pracy?
– Violu... – zaczął, ale pokręciła głową i wstała.
Chciała odejść, ale złapał ją za nadgarstek. Najpierw usłyszał jej syk, a dopiero potem przed oczami mignął mu siniak. Natychmiast wyrwała rękę z jego uścisku.
– Co to jest? – spytał, wstając, ale ona schowała dłonie za plecy.
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
Już miała odejść, kiedy ponownie złapał jej rękę i przyciągnął do siebie. Odwinął rękaw dżinsowej koszuli i jego oczom ukazały się sine ślady. Nie miał wątpliwości, co do tego, że rano jeszcze ich nie miała.
~*~
Hej, hej, hej, Nicol tak szybko wróciła z nowym rozdziałem ;o. Wakacje wyczuwam... B) Jestem po wystawianiu ocen, więc w końcu mam luz i mogę skupić się na blogu, a mam na niego masę weny, więc póki co nie mam o co się martwić brakiem pomysłów ^-^. Swoją drogą publikuję siedemnastkę, a mam już całe, dość długie wspomnienie do osiemnastki :>. Jezu, jak fajnie jest mieć czas XDDD.
Za szczęśliwą Leonettą też już zdążyłam się stęsknić (dawno o nich pisałam) i gdyby nie to, że potrzebuję jakiejś ciekawszej fabuły, bym ich już takich zostawiła ;D.
Następny rozdział będzie z perspektywy Violi (dawno nie było) ale zauważyłam, że ostatnio z komentowaniem coś słabiej, więc postarajcie się, żeby pod tym rozdziałem było około 30 komentarzy, a ja postaram się o dłuższy next (btw zauważyliście, że ten też jest jakiś dłuższy? ^^) i, żeby nie było, możecie zostawić tutaj linki do swoich blogów, a ja postaram się zajrzeć i zostawic po sobie ślad ;). Byłabym jednak wdzięczna, jakby nie był to sam link do bloga, ale też coś na temat rozdziału :).
Co do rozdziałów w wakacje - do 15.07 postaram się jak najczęściej coś dodawać, ale po piętnastym wyjeżdżam, do tego być może czeka mnie przeprowadzka, więc może być ciężko, ale dam Wam jeszcze znać ;) :*.
Jesuu, ale długa ta notka ;-;.
Żeby już nie przedłużać - mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał (wg mnie nie jest najgorszy :OOOOOOOO) i czekam na Wasze opinie :*.
Do następnego :*
Quinn <3


