sobota, 21 marca 2015

Rozdział XII ~ "Kocham cię"



Rozglądając się dokładnie po gabinecie Diego, doszła do wniosku, że pomieszczenie znacznie różniło się od tego, w którym pracował młodszy Verdas. Co prawda nie była tam wiele razy, ale zna Leona i nawet nie pamiętając czegoś, potrafi wyobrazić, jak to urządził.
Gabinet Diego zdecydowanie odzwierciedla jego charakter – wszystko jest poukładane i każda, nawet najmniejsza, rzecz ma swoje stałe miejsce. Taki właśnie był mężczyzna, więc dlaczego wciąż jakaś niedostrzegalna siła przyciągała ją do szatyna? Człowieka, który wchodząc do swojego mieszkania, zastanawia się, gdzie ostatnim razem widział długopis (pomijając fakt, że w domu zawsze miał jeden, który ciągle gubił).
Miał tak w mieszkaniu, biurze i głowie. A jednak dobrze wiedziała, że w głębi duszy, tak naprawdę go kocha. Miała tylko nadzieję, że im więcej czasu spędzi z Diego, tym szybciej zapomni o Leonie.
– Naprawdę nie mogliśmy gdzieś wyjść? – zapytała, nerwowo rozglądając się. Nie była zachwycona, kiedy brunet zadzwonił z propozycją, żeby zamiast wyjść gdzieś na lunch, zostali tutaj. Oczywiście nie zdziwił ją fakt, że wspólny lunch w gabinecie – w języku Diego – jest równoznaczny z „Ja popracuję, a ty zjesz lunch i od czasu do czasu zamienimy parę słów”. Westchnęła w duchu. Leon nigdy by tego nie zro... Przestań porównywać Diego do Leona – to zniszczy ci związek, który ma jakąś przyszłość, pomyślała.
– Mam cholernie dużo pracy, dzisiaj naprawdę nie mogę – odpowiedział, zapatrzony w papiery. Jak zawsze, przemknęło jej przez myśl. – Dlaczego ostatnio tak unikasz tego miejsca? Za każdym razem czekasz parę metrów przed wejściem, a kiedy masz wejść do środka szukasz wymówek.
– Po prostu nie chcę widzieć się z Leonem – odpowiedziała zgodnie z prawdą. Odkąd zobaczyła, jak szatyn całuje jej byłą najlepszą przyjaciółkę, zaczęła go unikać. Takim oto sposobem nie widziała się z nim od dwóch tygodni. W ciągu ostatnich trzech lat zdecydowanie opanowała sztukę uciekania od problemów. Nienawidziła się za to, że uciekła zamiast porozmawiać z szatynem wtedy i teraz, ale nie potrafiła inaczej.
Spojrzał na nią znad dokumentów.
– Znowu coś ci zrobił? – spytał zaniepokojony. – Jeśli chcesz, to pójdę z nim pogadać.
– Nie – odpowiedziała szybko. Mimo wszystko, nie chciała, żeby Diego kłócił się ze swoim bratem z jej powodu.
– Jesteś pewna?
Pokiwała głową.
– Po prostu za nim nie przepadam. – Wzruszyła ramionami, po czym wróciła do jedzenia swojej sałatki.
Leon! – krzyknęła, wchodząc do mieszkania. – Kuźwa! – przeklęła, potykając się o walizkę, którą szatyn zostawił tuż przed samym wejściem. Umówili się, że zjedzą razem lunch następnego dnia, ale Castillo nie widziała go od dwóch tygodni z powodu jego delegacji i mimo że dobrze znała ten typ faceta – cholernie za nim tęskniła i wiedziała, że to coś więcej niż krótka znajomość, opierająca się na tym, że od czasu do czasu na spędzeniu wspólnej nocy. Była na tyle dojrzała, żeby nie łudzić się tym, że tak już dawno nie jest, ale niestety widziała, że Verdas przeciwnie. Gdzie jesteś? krzyknęła jeszcze raz, łapiąc się za bolącą stopę.
Tutaj! – usłyszała z sypialni.
Skierowała się w stronę pomieszczenia. Wchodząc, czuła, że w powietrzu unosi się zapach Leona – zdecydowanie ta woń była jej ulubioną. Uwielbiała kłaść się i spać na poduszce, na której zwykle leży szatyn.
Sypialnia Verdasa nie była niczym nadzwyczajnym. Została utrzymana w brązowych i kolorach i nie brakowało jej walających się wszędzie ubrań. Podłoga była wyłożona ciemnym drewnem a pod ścianą stało dwuosobowe łóżko, na którym dostrzec można było leżącego na łóżku Leona, wciąż ubranego w niebieską koszulę i spodnie od garnituru. Marynarka była przewieszona przez oparcie krzesła stojącego obok okna, a buty były tuż obok łoża.
Szatynka uśmiechnęła się na ten widok i ułożyła się obok. Lewą rękę przełożyła przez jego plecy i muskała palcami kark. Odwrócił głowę w jej stronę i zmierzył ją zaspanym spojrzeniem. Przeniosła dłoń na jego nieogolony policzek i uśmiechnęła się.
Nie byliśmy umówieni na jutro? – spytał, ziewając.
Westchnęła cicho.
Mieliśmy – zgodziła się. – Ale tak za tobą tęskniłam, że nie mogłam się powstrzymać przed przyjściem tutaj.
Oparł łokieć po drugiej stronie jej głowy i pocałował ją. Objęła jego twarz i głaskała palcami lekki zarost. Ręka Verdasa wsunęła się pod koszulkę kobiety i dotknęła ciepłej skóry.
Co robiłeś?
Wcześniej odsypiałem – odparł, całując jej szyję. – A teraz mam zamiar udowodnić, że tęskniłem bardziej.
Zaśmiała się.
Kiedy podniósł głowę, spojrzała mu głęboko w oczy i przygryzła wargę.
Kocham cię.
Mimo że starał się ukryć emocje, dostrzegła, że jest zdziwiony jej nagłym wyznaniem. Szybko jednak pochylił się i wrócił do jej szyi.
Nie była zła z powodu reakcji. Spodziewała się tego albo zerwania – to, że nadal leży na niej i skupia całą swoją uwagę na całowaniu jej ciała świadczy o tym, że robią postępy. Wiedziała, że Leon ma – jeśli chodzi o uczucia i mówieniu o nich – jest na poziomie dziesięciolatka. Postanowiła więc, że za jakiś czas mu to powtórzy – będzie mówić mu to coraz częściej, aż w końcu nie będzie wywoływało to u niego takich emocji.
– Ostatnio i tak nie da się go złapać – wyrwał ją z zamyślenia Diego.
Spojrzała na niego zdezorientowana.
– Dlaczego?
– Większość czasu spędza z nową asystentką ojca, wiesz, tą twoją starą znajomą.
Zastygła. Do tej pory łudziła się, że mimo wszystko, Leon nic nie czuł do Jocelyn; że pocałunek z nią był błędem. Oszukiwałaby samą siebie, gdyby powiedziała, że nie ruszył jej ani obraz szatyna całującego jej byłą najlepszą przyjaciółkę, ani wiadomość mówiąca, że teraz spędza z nią dużo czasu. Była zarówno smutna, jak i zła – na niego, na nią i przede wszystkim na siebie.

Kiedy czekała, aż ktoś otworzy drzwi, jeszcze raz zastanowiła się, czy dobrze robi. Właściwie sama nie wiedziała, dlaczego tu przyszła i czego oczekuje od Verdasa. Chciała po prostu go zobaczyć; przekonać się, czy się zmienił. Gdyby był zakochany, raczej zauważyłaby coś niepokojącego. Karciła się za to w myślach, ale miała szczerą nadzieję, że Leon wciąż zachowuje się tak samo, bo wcale nie jest zakochany.
Kiedy jej otworzył, miał na sobie tylko szare spodnie dresowe. Z jego klatki piersiowej i włosów spływały krople wody, więc wywnioskowała, że właśnie wyszedł spod prysznica.
Spuściła wzrok na jego sześciopak i przed oczami miała mnóstwo sytuacji, w których przejeżdżała po nim palcami.
– Mogę wejść? – zadała cicho pytanie, nie patrząc mu w twarz.
Nic nie mówiąc, odsunął się i otworzył szerzej drzwi, wpuszczając ją do środka. Powoli przekroczyła próg i stanęła na środku małego salonu. Stojąc do niego plecami, wyjęła z torebki szarą kopertę i wręczyła mu ją.
Mierząc ją podejrzliwym wzrokiem, wziął ją w ręce i otworzył.
– USG – odezwał się po dłuższym studiowaniu treści kartek.
Pokiwała głową.
– Pierwsze i ostatnie, jakie zrobiłam. – Usiadła niepewnie na kanapie. – Pomyślałam, że może chciałbyś je zobaczyć. To był głupi pomysł. – Wstała szybko i chciała mu wyrwać kartki, ale on był szybszy i zabrał je z jej zasięgu.
Westchnął głośno i zajął miejsce na sofie, po czym pociągnął tam również Castillo. Oparł łokcie na nogach i zapytał:
– Jak to się stało?

Spojrzała na niego i już wiedziała, że pyta o to, jak poroniła.

~*~

Nicol przybywa z dwunastką - tak wiem, że szybko. Ale doceńcie fakt, że siedzę o 24 i piszę dla Was z bolącym brzuchem i głową, mimo że powinnam jutro wstać o 8:00 (Nicol jedzie na "Zbuntowaną" *-*). Rozdział bez korekty - no, sry, no ://. Jutro pod wieczór poprawię :D. Tymczasem - ten rozdział jest inny niż te dotychczas i może się niektórym spodobać, innym nie, dlatego mam nadzieję, że dacie znać, czy chcecie więcej rozdziałów z perspektywy Fiolki czy już nie :D. Uznałam, że jeden by się przydał i to już Wasza decyzja, czy będzie on jedyny, czy co drugi będzie wyglądał właśnie tak :>.
No, to tyle chyba. Jeszcze raz przepraszam, że musieliście tak długo czekać i obiecuję że w przyszłym tygodniu postaram się coś napisać (jeszcze ten tydzień, rekolekcje i święta *-*) także oczekujcie ;).

Branoc :*

Quinn <3

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział XI ~ "Może powinieneś sobie odpuścić"



Z początku oddała pocałunek. Już chciał go pogłębić, kiedy ta – jakby się opamiętała – nagle się oderwała. Zanim się obejrzał uderzyła go z liścia i odwróciła się, zanurzając palce w swoich włosach.
 Co ty, do cholery, robisz?  zapytała zbulwersowana. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale zanim to zrobił, ona mówiła dalej.  A co jakby ktoś to zobaczył?! Co ty sobie wyobrażałeś?! Odwróciła się do niego, po czym pokręciła głową. - Niby to ja jestem egoistką, ale to ty właśnie pocałowałeś dziewczynę swojego brata.
Wróciła do środka.
Verdas przysiadł na ławce stojącej niedaleko drzwi.
 Jeszcze raz, kiedy jest ta kolacja?  zapytał Diego.
 Jutro, o 20 – odpowiedział ojciec braci.  Postarajcie się nie spóźnić.
Leon poderwał głowę do góry.
 Nie mogę przyjść – stwierdził.
Przekładał spotkanie z Violettą przez cały tydzień. Najpierw nie miał czasu, a potem najzwyczajniej w świecie bał się z nią spotkać. Odkąd zaczęła zostawiać u niego swoje rzeczy, stchórzył i zaczął unikać spotkań z nią.
Obiecał jednak i sobie, i jej, że w piątek przyjdzie na pewno. Zależało mu na niej i – mimo że była to prawda – nie chciał, żeby pomyślała, iż jej unika.
Poza tym – niezbyt zależało mu na kolacji ze swoimi rodzicami i ciotką, której obecność go irytuje. Sto raz bardziej wolał iść na randkę z Violettą, spędzić z nią czas i w końcu się zaangażować.
Starszy Verdas westchnął głośno.
 Leon, naprawdę mógłbyś chociaż raz darować sobie wymówki – zganił go.
 To naprawdę ważne.
Za plecami usłyszał parsknięcie Diego.
 Jutro będzie brunetka czy blondynka.
Szatyn zignorował uwagę swojego brata i zwrócił się do ojca.
 Przyjdę w sobotę.
 Rób, co chcesz, ale ty będziesz tłumaczył się matce.
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, ojciec wyszedł z sali konferencyjnej. Szatyn rozsiadł się w fotelu wzniósł oczy do góry.
 Więc? - usłyszał za sobą głos brata.
Zaczął zastanawiać się, czy powiedzieć Diego o Violetcie. Z jednej strony to byłby następny krok w jego związku z Castillo, a z drugiej – cholernie bał się tego kroku. Zresztą – jak każdego innego.
 Ta, którą kiedyś u mnie zastałeś – odpowiedział po namyśle.  Wiesz, kiedy mieliśmy biegać.
Brunet podniósł brwi.
 To było prawie trzy miesiące temu – stwierdził, po czym otworzył szeroko oczy.  Chcesz mi powiedzieć, że przez trzy miesiące spotykasz się z jedną laską?
Wzruszył ramionami, po czym wstał i wyszedł.

 Może powinieneś sobie odpuścić – mruknęła Włoszka. Verdas spojrzał na nią zdziwiony. Brunetka była ostatnią osobą, od której spodziewałby się usłyszeć takie słowa. Zawsze to jej najbardziej zależy na tym, aby szatyn zbudował poważny związek.  Powinieneś znaleźć sobie inną, lepszą dziewczynę i to z nią spróbować być na poważnie.
To było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe, pomyślał i westchnął głośno. Francesca uśmiechnęła się i oparła głowę o jego tors. Nic nie odpowiedział, tylko objął ją ramieniem.
 Nigdy więcej nie idę z tobą na żadną durną kolację z twoimi rodzicami – wyszeptała. Próbowała brzmieć groźnie, ale Leon wiedział, że się uśmiecha.
 Ja zacznę zbierać wymówki, aby uniknąć kolacji z Diego i Violettą. Dwie mi w zupełności wystarczą.
Kolejne parę minut spędzili w ciszy. Szatyn rysował palcem niewidzialne kółka na jej ramieniu, zaś ona obserwowała, jak jego klatka piersiowa unosi się i opada przy oddychaniu.
– Ale znajdziesz sobie nową dziewczynę?  zapytała w pewnym momencie z nadzieją.
Verdas zaśmiał się cicho, po czym pocałował ją w czubek głowy.
 Z radością ci oznajmiam, że będziesz najważniejszą kobietą w moim życiu do śmierci.
Prychnęła z niezadowoleniem.
 Pamiętasz, jak chodziliśmy do podstawówki i podkochiwałeś się w takiej jednej dziewczynie, a potem...
 Nic takiego nie miało miejsca – przerwał jej szybko. Wiedział, o czym mówiła i nie za bardzo lubił to wspomnienie.
Podniosła się i spojrzała na niego z zadowoleniem na twarzy.
 Miało! - zaśmiała się.  Uganiałeś się za nią, a ona cię olewała.
Zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć, uderzył lekko poduszką w jej głowę. Zabrała mu ją i kontynuowała.
 Potem nagle się zaczęła tobą interesować i okazało się, że podobał jej się Diego i chciała się do niego przez ciebie zbliżyć.
Wybuchła śmiechem na samo wspomnienie.
 Nic takiego się nie stało – powiedział, po czym odebrał jej poduszkę.  Śniło ci się.
Włoszka go jednak nie słuchała, tylko próbowała opanować śmiech. Kiedy jednak nic z tego nie wyszło, Verdas do niej dołączył.

 Rozmawiałaś z Violettą?  zapytał w pewnym momencie.
Wraz z Jocelyn postanowili zjeść wspólnie lunch w jego gabinecie i teraz siedzieli naprzeciwko siebie, rozmawiając.
 Nie – odpowiedziała szybko.  Miałeś przez to przechlapane.
Mimo, iż odpowiedź była inna, pokręcił głową. Widział jednak, że kobieta nie bardzo w to wierzy. Westchnął, po czym wstał i wyrzucił papierek do kosza na śmieci. Spojrzał na asystentkę swojego ojca i uśmiechnął się szeroko.
 Co?  spytała zaciekawiona reakcją szatyna.
 Masz musztardę w kąciku ust.

Wzięła serwetkę i wytarła nie tę część ust. Verdas zaśmiał się i uklęknął, po czym kciukiem wytarł prawidłowy kącik. W takiej pozycji miał przed sobą drzwi do gabinetu. Bez problemu przez matową szybę, rozpoznał sylwetkę Castillo. Przeniósł swój wzrok na Jocelyn i zanim zdążył się zastanowić, pocałował kobietę. Kiedy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, nie oderwał się.

~*~

Oto ostatni rozdział, który w całości napisałam w ferie :(.FERIE, WHY?! ;( Kto głosuje na Nicol na Prezydenta, sześcioma tygodniami ferii (to bez sensu, żeby były trzy terminy) i 5 miesiącami wakacji (czerwiec: przygotowanie do życia bez szkoły; lipiec i sierpień: wakacje; wrzesień i październik: psychiczne przygotowanie do powrotu :D). Swoją droga myślę, że w te ferie się aż tak nie ociągałam - 2 rozdziały na tego bloga i 3 na drugiego ^-^. Wiem, że mogłoby być więcej, ale jestem z siebie dumna :D. Zazwyczaj jest jeden rozdział na tego bloga i jeden na drugiego w ciągu dwóch tygodni ;>.
Szczerze mówiąc jestem nawet zadowolona z tego rozdziału xD. Co prawda jeszcze go nie czytałam i jest bez korekty (jutro, obiecuję XDD), ale pisało mi się go w miarę dobrze :). Ogólnie dużo osób pisało, że lubią Fran w tym opowiadaniu, więc postarałam się ją tutaj wcisnąć :D. 
Już 2. rozdział z rzędu kończy się pocałunkiem Leona hehe.
W każdym razie mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i czekam na opinie ^^.

Do następnego (na który możecie poczekać, bo szkoła ;-;) :*

Quinn <3
(Nicol zmieniła nazwę - tak dla tych, którzy nie czytają IJNYL :D)

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział X ~ Kolacja



– Jesteś idiotą.
– Ja, zawsze ja jestem idiotą. – Westchnął zrezygnowany. – Wiesz, spodziewałem się chociaż od ciebie czegoś w stylu... nie wiem, może rady?
Spojrzała na niego. Mimo, iż pół jej twarzy przysłaniały okulary przeciwsłoneczne, dobrze wiedział, że teraz marszczy brwi. Z powrotem skierowała wzrok przed siebie i ugryzła dolną wargę, zastanawiając się. Leon nie odrywał od niej wzroku, czekając na jakąkolwiek odpowiedź.
Włoszka w końcu spojrzała na niego.
– Myślę, że mógłbyś uciec z kraju, wziąć ślub z jakąś laską, zapomnieć o Violetcie, Diego i tak dalej.
Westchnął i położył łokcie na kolanach, a następnie oparł na dłoniach czoło.
– Wiesz, zachowujecie się, jak dzieci – stwierdziła Francesca. – Zresztą, co ja mówię? Zawsze byliście dwójką nieodpowiedzialnych dzieci. Wasz związek zaczął się wtedy, gdy przespaliście się ze sobą...
– Francesca – przerwał jej – rada. Potrzebuję rady, a nie podsumowania naszego związku.
Verdas zdał sobie sprawę z tego, że oboje od początku byli nieodpowiedzialni, już dawno temu. Oboje szukali tylko zabawy i w końcowym efekcie narobili sobie problemów. Kiedy natomiast jedno z nich – a mianowicie Violetta – postanowiło w końcu dorosnąć i wziąć to, co ich łączyło na poważnie, on dał plamę.
 Leon!  usłyszał z przedpokoju.
 Tutaj!  odkrzyknął, nie odrywając wzroku od laptopa. Po chwili poczuł na swoim policzku usta szatynki, a następnie jego uszy zarejestrowały, że skierowała się w stronę części kuchnnej.
W mieszkaniu szatyna, te dwa pomieszczenia nie były oddzielone ścianą, dzięki czemu bez problemu słyszał również, co tam robi Castillo.
 Co jutro robisz? - zapytała, wyciągając kubek z szafki.
Verdas zmarszczył brwi, zastanawiając się, co miał w planach, podczas gdy Violetta robiła sobie herbatę, jednocześnie sprzątając w kuchni.
 Eee... chyba idę z Diego na siłownię – odpowiedział w końcu.
Szatynka usiadła z kubkiem w ręku na kanapie, po czym oparła głowę o tors Leona. Zamknął laptop i odłożył na stolik, dzięki czemu mógł oprzeć się o oparcie kanapy i objąć kobietę.
 Kiedy w końcu nas sobie przedstawisz?  zapytała, biorąc łyk herbaty.
Przez chwilę się zastanawiał. Castillo zaczęła coraz bardziej naciskać na to, żeby zapoznać ją z jej znajomymi, rodzicami i bratem. Natomiast Verdas jeszcze nawet nikomu z nich nie powiedział, że ma dziewczynę.
 Zostawiłaś ostatnio u mnie swoje rzeczy – zmienił temat. Robił tak za każdym razem, gdy szatynka zadawała tego typu pytania.
Podniosła na niego wzrok.
 Jeśli ci to przeszkadza, mogę je zabrać.
I wtedy dotarło do niego to, że zrobiła to specjalnie. Z deszczu pod rynnę, pomyślał. Chciał zmienić temat na coś, co nie byłoby związane z tym, jaki ich związek robi się poważny, a wyszło na to samo. Verdas już wcześniej zauważał, że Violetta zostawiała u niego różne pierdoły typu szczotka, bluza, błyszczyk czy jakiś inny kosmetyk. Wcześniej jednak nie był pewien, czy robi to specjalnie i ignorował to.
Wiedział, że teraz ma dwie opcje – pozwalać na to, albo się pożegnać.
 Nie, jasne, że mi to nie przeszkadza – odparł, po czym schylił się i ją pocałował.
– Zrobisz coś dla mnie?
Spojrzała na niego nieco przerażona tym, o co chce ją poprosić. Coś jej mówiło, że to się jej nie spodoba. Mimo to jednak spytała:
– Co?
– Pójdziesz dzisiaj ze mną na kolację do rodziców rodzicami. Będą tam Diego i Violetta.

– Nie mogę uwierzyć, że wcześniej do nas nie przyszłaś.
Brunetka zgromiła wzrokiem swojego przyjaciela. Zaraz po wejściu okazało się, że Leon nawet nie wspomniał rodzicom o przyjeździe kobiety. Przez to od początku kolacji musiała odpowiadać na pytania jego matki, która jest nadzwyczaj ciekawa, kiedy przyjechała, dlaczego wcześniej do nich nie zajrzała i tym podobne.
Verdas myślał, że dzięki przyjaciółce, kolacja będzie bardziej znośna – mylił się. Może i rodzice nie zadają pozostałej trójce niewygodnych pytań i są zajęci Włoszką, ale to nie zmienia faktu, że nikt poza nimi się nie odzywa. Leon wciąż wciąż próbuje złapać spojrzenie szatynki, ona natomiast starannie go unikała. Diego z kolei siedział zdezorientowany zachowaniem zarówno swojej dziewczyny, jak i brata.
W pewnym momencie Casillo wzdycha cicho i wstaje od stołu. Wszystkie oczy automatycznie zwracają się w jej stronę.
– Pójdę się przewietrzyć – tłumaczy się. – Trochę tu gorąco.
Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, poszła w stronę kuchni, a stamtąd zapewne wyszła tylnymi drzwiami do ogrodu. Verdas rozejrzał się po jadalni w poszukiwaniu wymówki, aby również wstać od stołu. Po chwili zobaczył na środku półmisek z ostatnim już kawałkiem pieczywa.
Błyskawicznie podniósł naczynie i ruszył z nim do kuchni, tłumacząc towarzystwu cel.
Kiedy tylko znalazł się poza zasięgiem wzroku brata, przyjaciółki i rodziców, położył talerz na blacie i wyszedł tylnymi drzwiami. Szatynka nie oddaliła się za daleko – stała odwrócona do niego tyłem zaledwie parę metrów dalej.

Niepewnie podszedł i położył dłonie na jej ramionach. Wzdrygnęła się i od razu odwróciła, zanim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, pocałował ją.

~*~

Wiem - długo czekaliście i nie ten rozdział nie jest jakiś super, ale po prostu akurat na dziesiątkę nie miałam ani chęci, ani jakiegoś wyszukanego pomysłu... W każdym razie jedenastka będzie lepsza - a przynajmniej postaram się, żeby była :D.
No, w sumie nie mam weny na tą notkę, więc, żeby była krótka, a nie długa i bezsensowna, jak większość na tym blogu - informuję Was, że od tego rozdziału nie będę Was szantażowała żadną ilością komentarzy tylko po prostu im mniej ich będzie, tym później pojawi się rozdział :)
Jeśli chodzi o zakładkę z bohaterami - zdjęcia się spierdzieliły, więc postanowiłam ją zaktualizować i niedługo ponownie się pojawi ;).

Czekam na wasze opinie :D.

Do następnego :*

Nicole <3