piątek, 13 maja 2016

12. ~ Pieprzony przedmiot



– Rozwiązaniem twojego pieprzonego problemu jest uświadomienie sobie, że jesteś męską dziwką i kretynem – mówię, siedząc w kawiarni i wpatrując się w sufit. Jestem zbyt wredny? Trudno. Męczy mnie wysłuchiwanie jego rozdmuchanych problemów. Nie oceaniajcie dopóki same tego nie doświadczycie.
– I kto to mówi? – odpowiada Federico. – Do prawiczka ci daleko z tego, co pamiętam. Prawda, Fran? 
– Mnie w to nie mieszajcie – rzuca, siedząc obok mnie i wgapiając się w swoją komórkę. Odkąd zaczęła się jej przerwa, siedzi i do kogoś smsuje. 
Prawda jest bolesna, ale bywa. Federico to dziwka i wiecznie ma problemy z natrętnymi laskami. Albo przynajmniej twierdzi, że tak jest, bo ja mu nie wierzę. Chociaż z drugiej strony, tylko psycholki dałyby się przelecieć przez mojego kumpla. Skoro są zdolne do tego, to mogą też zostać stalkerami.  
– To PMS czy co? – kontynuuje Włoch. 
Tak naprawdę to nie PMS, po prostu depresja. Przesadzam? Być może, ale mam do tego prawo, bo od tygodnia Violetta ze mną nie rozmawia, jakiś idiota kradnie mi Teddy, a Fran chyba znalazła sobie chłopaka, co jest równoznaczne z katastrofą nuklearną. Już bym wolał, żeby poszła do zakonu. 
Brunetka kończy pisać wiadomość i odkłada komórkę na stolik. 
– Okej. – Spogląda na mnie. – Co jest? 
Wzruszam ramionami. 
– Chyba mam depresję – oznajmiam i wracam do wpatrywania się w sufit. 
Włoszka patrzy na mnie zdezorientowana. Widzicie to? Tak jakby ostatnie kilkanaście minut spędziła w zupełnie innym miejscu. 
– Dlaczego? 
Przez chwilę zastanawiam się nad odpowiedzią. 
– Chłopak Lary wciąż nastawia Teddy przeciwko mnie, a siostra Diego się do mnie nie odzywa i nie mam pojęcia, czemu mnie to obchodzi. 
Fran spogląda na mnie zaskoczona i przez chwilę się zastanawia. Francesca od lat jest jedyną osobą, z którą rozmawiam o swoich problemach. Zna mnie najlepiej zarówno od strony fizycznej, jak i psychicznej – jeśli ona mi nie pomoże, to pora przygotować się na umieranie.
– Przecież nie znosisz jego siostry – oznajmia Fede, marszcząc brwi. – Wróćmy lepiej do tematu tej blondynki. 
Wzdycham głośno. Tak, wróćmy i go zakończmy.
– Znam dobrze i ciebie, i Ludmiłe, i jeśli miałbym wskazać któremu z was jest bliżej do psychicznej kretynki, bez wahania wybrałbym ciebie – rzucam. Uznaję, że nie muszę nic więcej dodawać, więc wracam spojrzeniem do Francesci, która wciąż się zastanawia nad tym, co jej powiedziałem.
– Okej – zaczyna. – Myślę, że powinieneś pokazać Teddy, że facet Lary się myli. Wytłumacz jej, że to co mówi nie jest prawdą. Biorąc pod uwagę wasze relacje, powinna ci uwierzyć. Dzięki temu przestanie się gniewać na ciebie, a czyny faceta Lary obrócą się przeciwko niemu. 
Wpatruję się w jej twarz, analizując jej słowa. Fran sugeruje, że... powinienem nastawić Teddy przeciwko facetowi Lary, tak jak on to zrobił? A nie mówiłem, że jest pieprzonym geniuszem? Kocham ją, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi.
– Okej – odpowiadam, To nie powinno być trudne. Co więcej, jestem pewien, że będę się przy tym nieźle bawił. 
Francesca uśmiecha się i mówi dalej: 
– Jeśli chodzi o siostrę Diego... Myślę, że czujesz się zagubiony, bo nigdy wcześniej nie doświadczyłeś takiej relacji z kobietą – oznajmia. – Zazwyczaj albo z nimi sypiasz, albo ci na nich zależy, bo są twoją rodziną. Zdarzają się przyjaciółki takie, jak laska, o której zaliczeniu marzy Federico, ale z nimi nie widujesz się często. 
– Nie marzę o jej zaliczeniu! – wtrąca się Włoch. – Zrobiłem to i nie chcę tego powtarzać. 
– Tak, oczywiście – zbywa go brunetka. – Czujesz się nieswojo, bo Violetta nie należy do żadnej z tych grup. Gdyby jakaś laska z pierwszej kategorii, przestała się do ciebie odzywać, olałbyś to, ale gdyby zrobiła to na przykład Lara, automatycznie przejąłbyś się. Masz ustalone reakcje na działania dziewczyn w tych kategoriach, a Violetta zrobiła coś, na co nie wiesz jak odpowiedzieć, bo ani z nią nie spałeś, ani nie należy do twoich bliskich.  
Kiwam głową.  
– Czyli... twierdzisz, że powinienem ją przelecieć, aby przypisać ją do jednej z tych kategorii? 
Energicznie zaprzecza.
– Nie. Nie, Leon. Diego by cię zabił, gdybyś przespał się z jego siostrą. 
– Pieprzyć Diego – oznajmiam. – To ja tu wariuję.  
Wstaję i zabieram swoją kurtkę. 
– Gdzie idziesz? 
– Do Violetty – rzucam i kieruję się w stronę wyjścia. 
– Nie, Leon, nie to miałam na myśli! – krzyczy za mną Francesca, ale nie zwracam na nią uwagi. – Leon, jestem w pracy i nie mogę za tobą iść! 

Parkuję samochód przed budynkiem, w którym mieszka szatynka i wychodzę. Idę w stronę drzwi, kiedy wychodzi z nich Castillo. Kiedy mnie zauważa, idzie szybkim krokiem w przeciwną stronę. Wzdycham i ją doganiam. 
– Poczekaj – mówię, a kiedy się zatrzymuje i patrzy na mnie oczekująco, dodaję: – Musimy się ze sobą przespać. 
Wpatruję się we mnie przez chwilę szeroko otwartymi oczami, tak jakbym właśnie oznajmił, że jest moją córką. A przecież moja wypowiedź nie należała do jakiś nadzwyczajnych.
– Co? 
– Musimy się ze sobą przes... – przerywam, czując na policzku jej dłoń. Czy ona właśnie dała mi z liścia? Łapię się za obolałe miejsce. – Ałć.
Zapamiętajcie –  Violetta Castillo tylko wygląda na niewinnego kurdupla, w rzeczywistości ma silniejszą rękę niż Federico. Nie, żebym dostał kiedyś od niego z liścia – po prostu zgaduję.
Na jej twarzy widnieje jednocześnie zaskoczenie i złość. Przyznam szczerze, że nie takiej reakcji się spodziewałem. Zresztą... Wy zapewne też nie. 
– Do końca zidiociałeś?! – pyta zdenerwowana. Czym ona się tak złości? 
– Posłuchaj – zaczynam. – Według Fran jesteś kimś nowym w moim świecie i robisz mi wodę z mózgu, dlatego musimy się przespać ze sobą, żeby wszystko było w normie, bo zwariuję. 
Otwiera oczy jeszcze szerzej.
– Za późno, już zwariowałeś – rzuca i odchodzi. 
– Zepsułaś mnie i teraz musisz mnie naprawić! 
Przystaje i po chwili zastanowienia się, odwraca się i wraca do mnie. Na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Wiedziałem, że ją przekonam.
– Mam narzeczonego – oznajmia. – Poza tym, dlaczego myślisz, że wskoczę ci do łóżka, tylko dlatego, że powiedziałeś, iż muszę.?
Wzruszam ramionami. Właściwie to się nad tym nie zastanowiłem. 
– Czemu nie. 
Wpatruję się we mnie, jakby czekając, aż powiem coś więcej. 
– Nie wiem... 
– ... czemu miałabyś się ze mną nie przespać? – kończę za nią. 
Kręci głową. 
– ... co takiego zrobiłam że wszyscy traktują mnie jak swój pieprzony przedmiot – poprawia mnie.– Nawet ty. 
Zanim zdążam coś odpowiedzieć, odchodzi. 
– Violetta... 
Kiedy nie reaguje, postanawiam nie iść za nią. Nawet nie wiem, co bym jej powiedział. 


– W takim tempie, studia nie będą ci potrzebne, bo z tego i naszych spadków bez problemu wyżyjesz – mówię, kiedy leżę z Teddy na moim łóżku i liczę kasę, którą zarobiła na przekleństwach innych ludzi. 
Z początku stawka za jedno brzydkie słowo wynosiła tylko dwa dolary. Ale ponieważ dostawała tę kasę za często, Lara podniosła ją do pięciu. Myślała, że w ten sposób wszyscy w otoczeniu się bardziej wstrzymają. I tak zrobili. Wszyscy poza mną. Tak naprawdę 90% tej kwoty pochodzi z mojego portfela. Tak więc przez pomysł Lary nie zmieniło się wiele. Teddy dostaje tak samo często, jak wcześniej, ale po prostu więcej. Nie, żeby narzekała. 
– Będę mogła kupić sobie za to czekoladę? 
Spoglądam na nią. Zdecydowanie muszę ją nauczyć, że w życiu istnieją ważniejsze wartości niż czekolada.
– Nie – odpowiadam. – Tym zapłacimy za twoje studia. 
O ile Teddy będzie zarabiać w takim samym tempie, za jedenaście lat, kiedy będzie szła na studia, nawet nie będę musiał jej dokładać. 
Możecie negować tę metodę, ile chcecie, ale dzięki temu Teddy uczy się przedsiębiorczości, matmy i poprawnego języka. W dodatku zbiera pieniądze na dalszą edukacje. To rozwiązanie nie posiada żadnych minusów. Jesteśmy niezaprzeczalnie genialni. 
– Co to studia? 
– Szkoła, do której pójdziesz, kiedy będziesz dorosła – odpowiadam i obserwuję jej zdezorientowany wyraz twarzy. 
– Mama jest dorosła, a nie chodzi do szkoły. 
– Ale za to ciężko pracuje i dostaje mało kasy. Jeśli pójdziesz na studia, będziesz zarabiała więcej pieniędzy i będziesz mogła w niej robić, co będziesz chciała. 
– Po co mi więcej pieniędzy? Mam tutaj dużo. 
Wzdycham, ale nie odpowiadam. Teddy jest mądrym dzieckiem, ale odpowiedź na to pytanie, nawet ja ledwo pojmuję. 
– Ty też nie chodzisz do szkoły – ciągnie. 
– Bo ja już ją skończyłem. A teraz mogę latać samolotami. Gdybym się nie uczył, musiałbym harować jak twoja matka, a tymczasem pracuję, jak chcę i za ile chcę. 
Nie okłamuję jej. Lara nienawidzi swojej pracy, ale i tak musi tam chodzić – mimo, że nie dostaje za to nawet połowy mojej pensji. Tymczasem ja robię to, co kocham – kiedy chcę i jak chcę. A za moją pensję mógłbym utrzymać siebie, Larę i Teddy. Tak bym pewnie zrobił, gdyby nie duma mojej kuzynki. 
Zrobię wszystko, aby Teddy skończyła, jak ja, a nie jej matka. Ale i tak nie mam wątpliwości, co do tego, że osiągnie więcej niż my dwoje razem wzięci. 
– Leon? 
– Hmm? – pytam, zbierając pieniądze z łóżka. 
– Dlaczego nie lubisz Ben'a? 
Wzdycham głośno. Teddy, to przecież oczywiste. 
Wstaję na chwilę i idę do salonu, z którego zabieram portfel. Kiedy wracam, Teddy siedzi na łóżku i przypatruje się mi. 
– Bo Ben to pieprzony – daję jej pięć dolarów – idiota – kolejny banknot – który manipule i próbuje spieprzyć – następny banknot – naszą relację. Nie lubimy gnoja – kończę. – Dolicz dwadzieścia dolców, do tego co policzyliśmy. 
Zapisuje to w notesie i wraca wzrokiem do mnie. W końcu kasa nie będzie czekać, a mnie się nic nie stanie.
– Ale mama lubi Ben'a. 
– Ale wujek nie lubi. Pamiętaj, kto kupuje ci czekoladę i kto pozwala ci na więcej. Zapamiętaj sobie – nie lubimy Ben'a. Nie gadamy z nim i chcemy, żeby wyjechał na Safari, gdzie zjedzą go lwy albo słonie.
Krytykujcie moje metody dalej. Pogadamy, kiedy Teddy zostanie prezydentem.
Teddy przygląda mi się chwilę, ale później wzrusza ramionami i kiwa głową. Manipulowanie nią nie jest trudne, Muszę nad tym popracować. 
– Nie będę lubiła Ben'a, jeśli weźmiesz mnie na łyżwy. Obiecałeś. 
Zwracam honor. Powinien się domyślić, że bez szantażu się nie obejdzie. Lara mnie kiedyś zabije. 
Myślę chwilę. 
– Pójdę z tobą na łyżwy, jeśli namówisz Violettę, aby do nas dołączyła. 
Castillo jest na mnie obrażona i bardzo prawdopodobne, że mnie by odmówiła rozmowy – ale nie Teddy. Ma do niej taką samą słabość, jak wszyscy, którzy spędzą z nią trochę więcej czasu. 
Tak naprawdę nie miałbym żadnego problemu z wyjściem z nią. Zrobiłbym to tak czy siak, ale kolejna rzecz, którą muszę ją nauczyć to to, żeby korzystać, kiedy się da. 
Kiwa energicznie głową. 
– Weźmiemy też Toby'iego? 
Prostuję się gwałtownie. Kolejna rzecz, którą warto zapamiętać – jeśli siedmiolatka wypowiada imię chłopaka, który zdecydowanie nie jest ani jej wujkiem, ani znajomym jej rodziców, pora zacząć się bać.
– Kim jest Toby? 
– Moim chłopakiem. 
To dziecko mnie nienawidzi. Przysięgam, że chce mnie zabić. 
– Teddy, nie masz chłopaka. Jesteś za młoda! 
Patrzy na mnie i marszczy brwi. 
– Ale moje koleżanki mają chłopaków. 
– Twoje koleżanki się nie szanują – odpowiadam. Co za siedmiolatki szukają sobie chłopaków? Teddy chodzi do szkoły czy do burdelu? Tak się kończą metody wychowawcze Lary. Cofam gadkę o nas geniuszach.
Zakłada ręce na piersi. 
– Albo Toby, albo Ben. 
Wzdycham głośno. Zdecydowanie jest zbyt sprytna. 
– Poproszę Larę, żeby zadzwoniła do mamy Toby'iego. 

Wieczorem, po odwiezieniu Teddy do domu, wchodzę do swojego mieszkania i odkładam klucze na blat w kuchni. Ściągam kurtkę i udaję się pod prysznic. Dopiero, kiedy z niego wychodzę, słyszę, że ktoś najprawdopodobniej wali pięściami w moje drzwi. 
Ubieram spodnie od dresu i idę w stronę hałasu. Chwilę po otworzeniu drzwi, Violetta rzuca mi się na szyję i zaczyna mnie całować. W pierwszej chwili jestem zdezorientowany, ale oddaję pocałunek.Nawet nie próbujcie mi wmówić, że spodziewałybyście się po mnie czegoś innego. W życiu kieruję się zasadą – jeśli dzieje się coś dobrego, to nie pytaj tylko korzystaj. Polecam, życie jest dzięki temu o wiele lesze.
Niestety aż takie zaskakująco dobre rzeczy, nie zdażają się bez powodu. Uświadamiam to sobie, kiedy czuję alkohol. Gwałtownie się odsuwam. Szatynka nie może utrzymać równowagi, dlatego praktycznie wisi na mojej szyi. 
– Jesteś pijana? – pytam, choć dobrze znam odpowiedź. 
Zabiera jedną rękę z mojej szyi, dlatego gwałtownie ją łapię za biodra, aby się nie przewróciła. 
– Tylko troszeczkę. – Pokazuje przestrzeń między palcem wskazującym i kciukiem od ręki, którą przed chwilą zabrała. – Powiedziałeś, że musisz mnie przelecieć, więc przyszłam i ci pozwalam. 
Wzdycham głośno i podnoszę ją. Nie zastanawiając się, zanoszę ją do swojej sypialni, gdzie kładę ją na łóżku. 
– Co za tempo – chichocze, kiedy ją kładę. 
Staję nad łóżkiem i dopiero wtedy zastanawiam się, co robić dalej. 
Znajduję dwie opcje – albo zadzwonię po Diego, albo zostawię ją tutaj na noc. 
Dochodzę do wniosku, że telefon do jej brata nie jest najlepszym pomysłem – oboje mielibyśmy przechalapane – więc postanawiam ją tutaj zostawić do rana. Resztą problemów zajmę się jutro.
– Leon... wyglądasz tak seksi bez koszulki. 
Ignoruję ją i podnoszę do pozycji siedzącej, dzięki czemu łatwiej jest mi ściągnąć jej płaszcz. Potem zabieram się za kozaki. 
– Pamiętasz, jak kiedyś tu przyszłam, kiedy byłeś ze swoją dziewczyną? – Przewracam oczami, słysząc jak nazywa Fran. – Byłeś wtedy w samych bokserkach, miałeś poczochrane włosy i poranny zarost. Wtedy też wyglądałeś seksi. 
Znowu staję nad nią, zastanawiając się, czy pozwolić jej zasnąć w dżinsach i swetrze. Na zewnątrz pada śnieg, więc jest cała mokra – postanawiam to zdjąć. Pozbywam się jej bladoróżowego swetra, po czym odpinam guzik ciemnych rurek. 
– Tak naprawdę zawsze wyglądasz seksi. Nawet wtedy, kiedy Teddy siedzi ci na barana. A może szczególnie wtedy.
Delikatnie popycham ją, dzięki czemu się kładzie, a ja mogę bez problemu zsunąć jej spodnie. Ponownie ją podnoszę do pozycji siedzącej i szukam w szafce jakiejś koszulki. Kiedy w końcu znajduję szary t-shirt, odwracam się z powrotem, ale Violetta już śpi, wtulając się w poduszkę. Delikatnie zakładam jej koszulkę, po czym gaszę światło i przykrywam ją kołdrą. 
Po zamknięciu drzwi, opieram się o nie i wzdycham głośno. Coś mi mówi, że czeka nas ciężki poranek.

~*~

Czy Wy widzicie jakie to jest długie? :O A jakie zajebiste? :O Nie no, z tym drugim to żartowałam ;D. Ale sami musicie przyznać, że to jest cholernie długie jak na mnie. Zanim dopisałam parę akapitów  było ponad 2100 słów, podczas gdy normalnie mam problem z napisaniem 1400-1600 *O*.
Dobra, koniec z tym samouwilbieniem ;D. Po prostu jestem z siebie dumna, ok?
Mam nadzieję, że wynagrodziłam Wam tą długością długą nieobecność ;p. Dostałam nagłego napływu weny na dwa rozdziały, więc kolejny może będzie szybciej. Zaczęłam go już pisać, ale zawsze mogę się zaciąć w połowie, więc nic nie obiecuję ;p.
Przepraszam za wszystkie błędy, sprawdzałam rozdział dwa razy, ale znając mnie, jest ich jeszcze masa ;/. Później sprawdzę jeszcze raz.
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i czekam na Wasze opinie ;*
Napiszcie mi czy kolejny wolicie tutaj, czy na IJNYL ;).

Do następnego! :*

Quinn ;*

poniedziałek, 21 marca 2016

11. ~ OSNLBP



Prawda jest taka, że jest wiele rzeczy, które zrażają facetów do stałych związków i kobiet. Okres, tipsy, siedzenie w łazience pięć razy dłużej niż byłoby to potrzebne, marudzenie i wiele innych. Naprawdę. Jesteście tak straszne, że mógłbym wymieniać i wymieniać. 
Ale nie w tym sęk. 
Wadą, którą omówimy dzisiaj są Wasze bezpodstawne, wiecznie fochy. Tak naprawdę wiemy, że przechodzi Wam po trzydziestu minutach, ale udajecie obrażone przez kolejny miesiąc dla zasady. 
Wyjaśni mi ktoś jaki jest w tym sens? 
Zawsze myślałem, że najgorszy przypadek focha to taki, w którym laska na każdym kroku przypomina nam, że czuje się jak gówno i to nasz wina. Myliłem się. To jest sto razy lepsze niż milczenie. 
Teddy, Lara i Violetta. Wszystkie milczą. I cholernie mnie to wkurza. Chcę, żeby Teddy zawracała mi cztery minuty i wiecznie płakała i marudziła. Chcę, żeby Lara dzwoniła do mnie trzy razy dziennie i wypominała mi, jaki to jestem okropny. Chcę, żeby Violetta przyszła do mnie i wykrzyczała mi prosto w twarz, co o mnie myśli. 
Tymczasem Teddy udaje, że mnie nie zna, a Lara nie odbiera moich telefonów. Plusami w tym dwóch sytuacjach jest jednak to, że mniej więcej wiem, o co się gniewają. I że w ogóle to robią. 
Sytuacja z Violettą jest gorsza. Problem w tym, że ja nawet nie wiem, czy ona jest na mnie obrażona. Ponad tydzień temu wyszła z mojego auta i już więcej nie dała znaku życia. Nie mam pojęcia czy jest na mnie zła. Nie mam pojęcia, czego ode mnie oczekuje. I nie mam pojęcia czy ma w ogóle w planach się do mnie jeszcze odzywać. 
A najgorszy jest fakt, że mnie to rusza. Jakimś cudem Castillo weszła do bardzo małego grona osób, które mnie obchodzą. Nie wiem, jak, kiedy i dlaczego. I cholernie mnie to martwi. 
– Słuchasz mnie w ogóle? – głos Diego wyrywa mnie z rozmyślań.  
Podnoszę głowę i patrzę na niego zdezorientowany. Po jego minie wnioskuję, że już wie, iż przez ostatnie dziesięć minut miałem kompletnie gdzieś to, co mówi.  
Siedzę w jego mieszkaniu i z każdą cholerną minutą mam coraz większą ochotę zapytać go, co u Violetty. Przypominam sobie jednak ciągle, że dopóki nie sam jej nie rozszyfruję, powinienem nie dać po sobie poznać, że mnie ona obchodzi. 
– Nie – przyznaję szczerze, mimo, że wiem, iż nie ma takiej potrzeby. – Wiesz, co z Fran? Ostatnio ciągle mnie zlewa. 
Sprawa z Franscescą to nie foch. Fran się nie obraża, nie na mnie. Fran chamsko mnie unika i udaje zajętą.   
Widzę, że słysząc to pytanie, Diego cały się spina. Mam ochotę ciągnąć ten temat dalej, bo widzę, że on coś wie, ale niestety przerywa mi dzwonek do drzwi.  
Hernandez wstaje jak oparzony i znika w przedpokoju. Po chwili wraca z jakimś gościem. Skądś go znam, ale w tym momencie nie potrafię sobie przypomnieć, skąd. 
Nie trudząc się przedstawieniem mi go, Diego wychodzi do innego pokoju. 
Właśnie wtedy rozpoznaję skąd go znam. To narzeczony Violetty. 
Spogląda na mnie i widzę, że od razu wie, kim jestem. Najwyraźniej jest szybszy w kojarzeniu faktów. Udam, że mnie to nie rani. 
Rzucam mu uśmiech i kiwam. W końcu odwraca wzrok i postanawia mnie olać. Serio? A ja miałem nadzieję, że będzie szukał zaczepki. 
No trudno, nie lubię być tym, który zaczyna, ale jak mus to mus.  
– Jesteś chłopakiem Violetty – zauważam. – Pozdrów ją. – Kiedy widzę, że nie ruszają go moje słowa, dodaję: – Mógłbyś powiedzieć jej, żeby odbierała moje telefony? A jeśli odmówi, przekaż jej moje przeprosiny. I powiedz, że cieszę się, iż przerwała to zanim zaszło za daleko.  
W jednej chwili gwałtownie odwraca się w moją stronę i widzę w jego oczach wściekłość. O tak, o to właśnie mi chodziło. Możecie mówić, że to gówniarskie zachowanie, ale... Właściwie to nie ma "ale". Po prostu zachowuję się jak gówniarz i poza zabawą, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. 
– Kim, do cholery, dla niej jesteś? – pyta natychmiast. 
W chwili, w której mam ochotę odpowiedzieć i sprowokować niezłą awanturę, wraca Diego. Ten to potrafi popsuć każdą zabawę. 
Patrzy zdezorientowany na mnie i na narzeczonego swojej siostry, który przypadkiem gromi mnie w tej chwili spojrzeniem. 
– Co jest. 
Podnoszę się z krzesła. 
– Koniec zabawy – oznajmiam. – Spadam do Teddy. Może ona to naprawi. 

– Jesteś w stu procentach pewna tego, co masz zrobić? – upewniam się. 
Teddy przewraca oczami. Zdecydowanie za dużo czasu spędza z Larą. 
– Tak, możemy już to zrobić? 
Wzdycham głośno, po czym sięgam po swoją komórkę. Wybieram numer Violetty, po czym kładę komórkę na stole znajdującym się pomiędzy mną a Teddy, włączam tryb głośnomówiący i wciskam zieloną słuchawkę. 
Jeśli myślicie, że kupiłem nową kartę do telefonu z innym numerem i teraz wykorzystuję dziecko swojej kuzynki, żeby ściągnąć Castillo do mojego mieszkania, mylicie się. 
– Halo? 
– Violu! – krzyczy Teddy, płaczliwym głosem. – Proszę, ratuj! 
No dobra, może się nie mylcie. 
Ale musicie przyznać, że dzięki talentu aktorskiemu, Teddy jest najlepszą osobą do tej roboty. 
– Teddy? – upewnia się zaskoczona szatynka. 
– Leon zostawił mnie samą w domu dwie godziny temu i nie wrócił! – mówi i udaje wybuch płaczu. – Mamusia nie odbiera. Proszę, Violu, przyjedź! 
– Teddy, uspokój się. 
– Powiedz, że przyjedziesz! – krzyczy. 
– Tak, przyjadę. Po prostu spokojnie na mnie poczekaj.  
Rozłączam się i patrzę na blondynkę.  
– Wujek jest z ciebie dumny – oznajmiam, po czym wystawiam rękę.  
Patrzy na mnie niezadowolona, ale w końcu przybija mi piątkę. Za to jej nie zapłaciłem – widzę postępy. 

Dwadzieścia minut potem słyszę pukanie do drzwi. Otwieram je, a na widok zdziwionej miny Violetty, na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Po chwili drzwi otwierają się szerzej i obok mnie pojawia się Teddy z paczką żelków w dłoni. 
– Przepraszam – mówi. – Kocham haribo – tłumaczy, po czym wyciąga częstuję żelkiem Violettę.  
Grzecznie odmawia, po czym obrzuca mnie szybkim spojrzeniem i odwraca się w stronę windy. Szybko łapię ją za nadgarstek i wciągam do mieszkania. 
– Teddy, w moim pokoju jest dwadzieścia dolców – znajdź je, a są twoje. 
Blondynka natychmiast rusza do mojej sypialni, a ja zostaję sam na sam z Castillo. Przygryza wargę i patrzy na swoje buty. Widzę w jej postawie, że jest całą spięta. 
– Rozmawia z tobą – zauważa.  
Kiwam głową. 
– Płacę jej za to. 
Podrywa głowę do góry i patrzy na mnie zaskoczona. 
Zapewne wasza reakcja była podobna, ale nie krytykujcie moich metod dopóki nie wymyślicie lepszych. 
– Leon, nie sądzę, że to dobry pomysł. 
Prycham. Właśnie o tym mówię. 
– Wziąłem już pod uwagę twój i zamiast zmusić Teddy, żeby znowu mnie uwielbiała, sprawiłem, że jej matka dołączyła do stowarzyszenia OSNLBP. – Widząc jej pytający wzrok dodaję: – Obraźmy się na Leona bez powodu. 
Może i nie powinienem zwalać całej winy za foch Lary na ten głupi pomysł, sam też nie jestem święty. Ale błagam, znacie mnie już trochę. Violetta też. Mogłyście przewidzieć, że zachowam się tak, a nie inaczej. 
Uprzedzałem. 
– Dużo? – pyta i wyczuwam w jej głosie ciekawość. 
– Rozlicza mnie pod koniec dnia. 
Patrzy na mnie zniesmaczona i automatycznie się rozluźnia. 
– Leon, jesteś idiotą! 
Nie to miałem na celu, ale... 
– W końcu! – krzyczę. 
Chyba pierwszy raz od incydentu z sypialnią i drzwiami, poczuła się na tyle swobodnie w moim towarzystwie, żeby mnie tak nazwać. Mówcie sobie, co chcecie, ale ja jestem z niej dumny. 

Mój plan miał swoje plusy i minusy – jak każdy. W obu grupach decydującym czynnikiem jest Teddy. Plus – ściągnęła tutaj Violettę, bez niej nie byłoby tak łatwo. Minus – jest przeszkodą w tym, żebym mógł porozmawiać spokojnie z Castillo.  
Znalezienie kasy w moim pokoju, zajęło jej zaledwie kilka minut. Zaraz po tym przyszła tutaj i teraz siedzi z Violettą i oglądają wspólnie jej głupie bajki. Zaczynam myśleć, że ściągnęła ją tutaj dla siebie, a nie dla mnie. 
Obserwuję je z kuchni i czekam aż w końcu zaśnie. Nie umyka mi jednak to, jak Teddy zachowuje się przy szatynce. Przytula się do niej. Zazwyczaj to do mnie się przytula, kiedy zasypia przed telewizorem. To ze mną ogląda głupie bajki. To ze mną chcę rozmawiać.  
Tak, jestem zazdrosny. 
Pora ograniczyć ich kontakty. 
W końcu Teddy zasypia. Od razu zjawiam się przy kanapie, skąd ją zabieram i przenoszę do sypialni. 
Wracam do salonu z nadzieją, że Violetta nie wykorzysta chwili mojej nieobecności i nie ucieknie. 
Na szczęście zastaję ją w tym samym miejscu. Nie uciekła – wręcz wygląda jakby chciała ze mną porozmawiać. 
Wzdycham głośno i siadam obok. 
– Słuchaj... – zaczynam, ale jej głos mi przerywa: 
– Zapomnijmy. 
Patrzę na nią zdezorientowany. 
– Do niczego nie doszło, nie ma czego roztrząsać. 
Gdybym miał podać najlepszą rzecz, jaką chciałbym usłyszeć z jej ust, byłaby to jej wypowiedź.  
– Ale...  
O nie.  
– …uważam, że powinniśmy ograniczyć nasze kontakty.  
Wpatruję się w nią bez słowa. Tak, Leonowi Verdas zabrakło słów. Możecie wyjąć aparaty. 
– Nie dzwoń do mnie, proszę.  
Zanim zdążę zareagować, zabiera swoją torebkę i wychodzi w mojego mieszkania. Nadal siedzę na kanapie i wpatruję się w miejsce, które przed chwilą zajmowała.  
Ograniczenie kontaktów jej i Teddy wydaje się teraz o wiele łątwiejsze.

~*~

Oto 11.! ;D Miała być w zeszłym tygodniu, ale Nicol znowu miała lenia. Z kolei w ten weekend w piątek byłam zmęczona, w sobotę nie było mnie w domu, a w niedzielę źle się czułam. Whatever. Nie bijcie. Teraz mam kolejny tydzień wolny, więc postaram się jeszcze dodać coś prawdopodobnie na heroes. Ale nic nie obiecuję ;D.
A, i wiem, że ten rozdział jest marny. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
W tej chwili możecie iść skomentować, jeśli nie intereuje Was reszta notki ;D.
Pora na historyjkę z życia Nicol (a tak, żeby notka nie była za krótka): w zeszłą sobotę były szwedzkie przesłuchania do Eurowizji 2016 (która będzie w moim mieście tak btw B))) no więc postanowiłam je obejrzeć - tak z ciekawości. Pierwszy raz w życiu oglądałam szwedzką TV (mam od sierpnia, ale co tam) i żałuję. Serio, nigdy nie oglądajcie szwedzkiej TV. Szwedzi są tacy qwerftglqwskdfjdmwd. Serio, oglądałam może z dwie godzinki, a mam teraz mega fazę i na jej szybki koniec się nie zanosi. Szwedzi zajebiście śpiewają, zajebiście wyglądają i zajebiście się zachowują, mówią itd. *-*. Serio. Uzależniłam się od szwedzkich chłopców. Robin (mój ulubiony ;D <3), Frans i Gabriel <3333. Tak się nimi jaram, że niedługo zacznę ich stalkować (największe prawdopodobieństwo jest na Robina, bo wiem, gdzie był i co robił przez ostatni tydzień ;//). Tsa, wnioski takie, żeby nigdy nie oglądać szwedzkiej TV, ma to okropne skutki. Szwedzcy goście są życiem. Ale możecie sobie posłuchać szwedzkiej muzy w radiu bo jest cudowna <3.
Tak, Nicol zmienia się w psychola. Jak nie będzie rozdziałów przez parę miesięcy, oznacza to, że zamknęli mnie w psychiatryku. Ale dla tych oczu mogę tam trafić <3.
Jeśli dortwaliście do tego momentu i nie pieprzneliście głową w klawiaturę, to gratuluję ;D. Naprawdę podziwiam osoby, które czytają całe moje notki XDDD.
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i czekam na Wasze opinie ;*.

Do następnego ;>

Quinn ;*

sobota, 13 lutego 2016

10. ~ Nowy przyszły tatuś



Drzwi się otwierają i moim oczom ukazuje się Lara. 
– Przyniósłbym jakiś alkohol, ale nie wiem, jakim szują jest twój nowy facet, a nie chcę, żeby Teddy widziała, jak leży schlany na kanapie. 
Kręci głową. 
– Minęło pół minuty od twojego przyjścia, a ja już żałuję, że cię zaprosiłam. 
Zostawia mnie samego i kieruje się do kuchni. Po chwili wchodzę, po czym zamykam za sobą drzwi i idę za nią. 
– Gdzie Teddy? – pytam od razu. Zainteresowałbym się brakiem tego kretyna, ale... jak dla mnie może nie przychodzić. Może spaść ze schodów albo wpaść pod samochód, nie pogniewałbym się. Wręcz przeciwnie – gdyby nie przeżył, od razu bym go polubił. 
– Jest w swoim pokoju – odpowiada, a kiedy ruszam w tę stronę, dodaje: – Z Ben'em. 
Gwałtownie staję. Ben? Kto, do cholery, daje dziecku takie imię? Teraz już wiemy, że jego kretyństwo nie wzięło się znikąd – najwyraźniej to genetyczne. Lepiej, żeby Lara tym razem raczyła się zabezpieczyć. 
Jednak nie to jest w tej chwili ważne. Słyszałyście jej słowa? Jest w pokoju. Z Ben'em. Spróbujcie nie zwracać uwagi na durne imię i pojmijcie znaczenie jej słów. Teddy. W pokoju. Z Ben'em.  
– Co, do cholery, facet robi w jej pokoju?! – Odwracam się gwałtownie. 
Kiedy jeszcze moi rodzice żyli, mieszkaliśmy na osiedlu, na którym miałem dużą ilość swoich rówieśników. Było tylko trzech chłopaków i mnóstwo dziewczyn. Tak, to raj nawet dla dziewięciolatka. 
A raczej byłby nim, gdyby nie pieprzony domek na drzewie u Lucy. Lucy była zaborcza, irytująca i rządząca się. Ale za to tak seksowna, jak tylko ośmiolatka może być. 
Kiedy na jej urodziny, ojciec wybudował jej domek na drzewie, wszystkie dziewczyny bawiły się tam. Niestety chłopacy mieli zakaz wstępu do domku, więc wymyśliliśmy plan, aby nas tam wpuściły. Jednak już wtedy byłem dupkiem, więc kiedy zaprosiły tylko mnie (myślę, że to przez włosy), zgodziłem się. Koledzy się ode mnie odwrócili na parę tygodni, ale kogo to obchodzi, kiedy jest jedynym facetem wśród grupy dziewczyn? 
Teddy nie ma domku na drzewie. Mieszka w bloku, więc to byłoby trudniejsze niż w przypadku Lucy, ale zrobiłem z jej pokoju pewnego rodzaju domek. Żaden chłopak nie ma tam wstępu. Bez względu na to czy ma dziewięć lat, czy trzydzieści. 
Całe lata powtarzałem jej, żeby nie była taka naiwna, jak Lucy, a ona co? 
Teraz to już na pewno nie polubię tego pajaca. 
– Tłumaczy Teddy, żeby była dla ciebie miła. 
To ja jestem jedynym gościem, który może jej coś tłumaczyć; który może wejść do jej pokoju. 
Już przymierzam się do pójścia do pomieszczenia i nagadania mu, kiedy pojawia się w kuchni. 
– Cześć, ty pewnie jesteś Leon – mówi z uśmiechem i wyciąga do mnie rękę. 
Patrzę na jego dłoń, ale nie podaje mi swojej. Przenoszę wzrok na jego twarz i mam ochotę zdjąć mu z niej ten kretyński uśmiech. 
– Leon, bądź miły – słyszę za plecami głos Lary. 
Jasne, będę miły. Już się rozpędzam. 
Wymijam go bez słowa i idę do pokoju Teddy. Na drzwiach wciąż widnieje tabliczka z napisem Zakaz wstępu dla chłopaków, którą sam wybierałem i jej kupiłem. Czy ten kretyn nie potrafi czytać? A może po prostu uważa się za cipę? Bardzo prawdopodobne. 
Wchodzę do pomieszczenia. Bez słowa podchodzę do małego biurka i wyjmuję marker. Cofam się do drzwi i dopisuję do tabliczki ...i Ben'a. Może tym razem zrozumie. 
Wracam do pokoju. Teddy siedzi na łóżku i mi się przygląda. Podchodzę i siadam obok. Zanim zdążę się odezwać, ona pyta: 
– Przyprowadziłeś Violettę?  
Z zaskoczeniem unoszę brwi. Co, do cholery? 
– Co? Nie. Dlaczego? 
Teddy sięga po lalkę leżącą na poduszce i zaczyna się nią bawić. Nie patrząc na mnie oznajmia: 
– Będę z tobą rozmawiać tylko, jeśli przyjdzie Violetta. 
– Czy ty mnie szantażujesz? 
– Tak. 
Być może zaskakuje Was jej bezpośredniość lub zdolność do szantażu. Mnie nie. Pozwólcie, że wyjaśnię Wam, dlaczego. Po pierwsze, jesteśmy spokrewnieni, blondynka nie jest do mnie podobne fizycznie, ale psychicznie owszem. Po drugie, spędza ze mną bardzo dużo czasu. A jest mądra i szybko się uczy.   
Skoro tę kwestię już sobie wyjaśniliśmy, pozwólcie, że przejdę do następnej.  
Violetta.  
Nie mam pojęcia, dlaczego akurat jej obecności oczekuję Teddy. Ale nie zapytam, bo wyraziła się jasno, mówiąc, że będzie ze mną rozmawiała tylko przy Castillo. 
Gdyby poprosiła o Fran, nie byłoby żadnego problemu. Zadzwoniłbym do niej i zjawiłaby się tutaj za góra pół godziny.  
Jaki jest problem z Violettą? 
Tak, dobrze myślicie, ostatni razem, kiedy z nią rozmawiałem kazałem jej wynosić się z mojego mieszkania.  
Żałuję – że jej o wszystkim powiedziałem;  że ją po tym tak potraktowałem. 
Ale dziwnie było mi się z nią znowu skontaktować. Przez jedną głupotę, którą zrobiłem, ona wie o mnie cholernie dużo. Cholernie za dużo.  
Wzdycham i staję przed pytaniem: Czy bardziej zależy mi na sobie, czy na Teddy?. 
Odpowiedź jest prosta. 
Wyciągam komórkę i dzwonię do Diego z nadzieją, że użyczy mi numeru swojej siostry. 
 
Kiedy taksówka się zatrzymuje, podchodzę i płacę kierowcy, po czym otwieram tylnie drzwi i pomagam wyjść szatynce. 
– Wiem, że byłem dupkiem i przepraszam, ale to był twój pomysł – musisz mi teraz pomóc, bo to przez ciebie się w to wpakowałem – mówię, prowadząc ją w stronę budynku. 
Marszczy brwi. 
– Co się dzieje? Dlaczego tu jestem? 
Zanim pomyślicie, że jest roztrzepana albo ma rozdwojenie jaźni – nie zadzwoniłem do niej. Ograniczyłem się do wysłania wiadomości z adresem Lary i prośbą, żeby przyjechała, bo jej potrzebuję. Zdziwiłem się, kiedy się zgodziła. Myślałem, że będę musiał do niej jechać i błagać ją, żeby mi wybaczyła i pomogła. 
– Posłuchałem cię i umówiłem się z Larą na kolację, żeby poznać jej faceta – odpowiadam, kiedy wsiadamy do windy. 
– Świetnie. 
– Ale moje priorytety się zmieniły i teraz chcę się dogadać z Teddy, a tego palanta przypadkiem wypchnąć przez okno. Potrzebuję twojej pomocy w obu. 
– Jak mam ci pomóc? – pyta zdezorientowana. 
– Zrobi ci się słabo, więc otworzysz okno i przy nim staniesz, a ja będę chciał mu coś pokazać w pobliżu. Wtedy ty się odsuniesz, a ja niechcący na niego wpadnę i go wypchnę.  
– Nie o to pytałam! – Patrzy na mnie zaskoczona. – Nie zrobiłbyś tego. 
Serio? Któraś z Was też w to wierzy? 
Myślę, że zdążyliśmy się już poznać na tyle dobrze, że wiecie, że bym się nie zawahał. 
Patrzę jej prosto w oczy. 
– Dobro Teddy jest dla mnie najważniejsze. 
Spogląda na mnie przerażona. 
– Moglibyśmy zjechać na chwilę na dół? Chyba trochę mi słabo. 
 
Pamiętacie, co powiedziałem o Violetcie, kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłem? Była w samej bieliźnie, miała poczochrane włosy i opuchnięte oczy. To był widok kobiety jakiej nigdy nie chciałbym gościć w swoim łóżku. 
Ale teraz, kiedy siedzi w szarej swetrowej sukience, czarnych rajstopach i długich kozakach, muszę przyznać, że – Diego zabiłby mnie, gdyby to usłyszał – jest cholernie seksowna, nawet jeśli nie chce sprawiać wrażenia takiej. I mówię to z pełną świadomością, wiedząc o jej bracie, narzeczonym i moich zasadach. 
– Lara opowiadała o tym, że jesteś pilotem – próbuje zgadać Pajac. Tak, teraz będę go tak nazywać, bo to i tak o wiele lepsze niż Ben. Poza tym idealnie pasuje. – Jakiś stopień? Czy dopiero jesteś początkującym? 
– Kapitan – odpowiadam. Zazwyczaj się nie chwalę – czuję się lepszym właśnie wtedy, kiedy ludzie nie wiedzą, z kim mają do czynienia – ale w tym przypadku robię to z przyjemnością. 
– Wow, to duże osiągnięcie w tym wieku. 
– Leon ma skłonności do pracoholizmu – wtrąca Lara. 
– A ty czym się zajmujesz? Oczywiście, jeśli masz pracę. Jeśli szukasz sponsorki, to zapewniam cię, że tutaj jej nie znajdziesz. 
Za ostro? Wiem, co widzicie. Dokładnie to, co Lara – miły gość, który kocha ją i próbuje się dogadać z jej córką. 
Chcecie wiedzieć, co ja widzę? Dan'a, który w tej chwili jest w pierdlu; Jake'a, który żyje za kasę, którą zdobył sprzedając meble Lary, kiedy ona wyjechała na weekend z Teddy; Mike'a, który dilera i wiele innych. W całej ich gromadzie nie było żadnego porządnego gościa, więc czemu miałbym myśleć, że Pajac taki jest. 
Gość odkłada sztućce i opiera się o oparcie krzesła.  
– Już wiem, dlaczego Lara prosiła abym nie brał do siebie twojego zachowania – oznajmia, a na jego gębie znowu pojawia się ten paskudny uśmiech. – A Teddy nie chciała z tobą gadać. 
Również odkładam swoje sztućce, ale po to, żeby skopać mu dupę, po czym wypieprzyć zwłoki przez okno. 
Nagle czuję na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Wiem, że należy do Violetty. Czuję na sobie jej wzrok i wiem, że domyśla się, co chcę zrobić. 
– Powinieneś trochę wyluzować – ciągnie Pajac. – Z opowieści Teddy wnioskowałem, że jesteś bardziej rozrywkowy. No wiesz, taki bardziej kumpel niż wujek czy ojciec. Dobrze jednak wiedzieć, że to stanowisko nie jest zajęte. 
 
Parkuję przed domem szatynki. Wzdycham i opadam na oparcie fotela. Nie wysiada od razu. Odpina swoje pasy, ale wciąż siedzi w miejscu i studiuje moją twarz. 
– Miałeś rację – oznajmia po krótkiej chwili. – Ten gość naprawdę jest kompletnym palantem. 
Odwracam się do niej i mimo wszystko, lekko się uśmiecham. Tak, to ten moment. Właśnie Violetta Castillo przyznała mi racje. Nawet to, jak gównianie się czuje, nie psuje tej chwili. 
– Przepraszam, że cię na to namówiłam. I za to, że wtedy wypytywałam cię o twoich rodziców. Nie powinnam tego robić. 
Kręcę głową. 
– Zapomnijmy o tym. 
Część z Was pewnie zastanawia się, co takiego stało się przed naszym wyjściem. Zwykła ostra wymiana zdań, którą Lara i Violetta starały się przerwać. Z początku były w miarę spokojne, aż do momentu, w którym poprosiłem Teddy, żeby wyszła, bo chcę przypieprzyć jej nowemu przyszłemu tatusiowi. Wtedy moja kuzynka ogłosiła koniec kolacji i kazał mi wyjść. Tak. Mnie. A nie temu kretynowi. 
Znam tę historię na pamięć. Za parę tygodni on ją zostawi, a ona odda na jakiś czas Teddy rodzicom i pogrąży się w depresji po kolejnym facecie. Potem na pocieszenie znajdzie sobie nowego i cała historia zacznie się od nowa. 
Najgorsze jest to, że nie mogę nic z tym zrobić, bo wtedy to ja jestem ten zły. 
Szatynka kładzie swoją dłoń na mojej. 
– Dzięki za pomoc. Nawet jeśli nie udało mi się dogadać z Teddy. 
– Wkrótce jej przejdzie. Coś wymyślimy. 
Do tej pory słowo my w ustach kobietach było czymś, co skutecznie mnie od nich odstraszało. Nie rozumiem więc, dlaczego tym razem wywołuje to uśmiech na mojej twarzy. 
Przez chwilę siedzimy w ciszy i patrzymy na siebie. Nie jest niezręcznie, nie dla mnie. Jej spojrzenie i dłoń na mojej mnie uspokajają; sprawiają, że ten wieczór wydaje się mniej gówniany i że nie mam już ochoty wrócić do mieszkania Lary i pozbyć się tego gościa z powierzchni Ziemi. 
Zanim się oglądam, przybliżam swoją twarz do jej. Ona robi to samo i lekko rozchyla wargi. Nasze usta są tak blisko siebie, że nasze oddechy mieszają się ze sobą, a mimo to wciąż je do siebie przybliżamy. 
Aż do chwili, kiedy ona spuszcza głowę i kręci nią. 
– Nie – mówi i wychodzi z samochodu szybciej, niż zdążam cokolwiek zrobić. 
Po jej wyjściu ponownie opadam na oparcie. 
Cholera. 
Właśnie próbowałem pocałować Violettę Castillo.

~*~

Boziu, jakie to długaśne. Jestem z siebie dumna, rly. 1861 słów <3. Napiszcie mi, że też jesteście dumni to nie będę miała już wyrzutów sumienia z powodu poprzednich dwóch rozdziałów ;D.
Serio, nawet jakościowo mi się podoba. I w ogóle mam mega pomysł na fabułę – w końcu opowiadanie, które nie będzie się kończyło, kiedy Leonetta zacznie ze sobą chodzić ^^.
Prawie kiss... ;p. Ale pamiętajcie, że ich pierwszy kiss musi odbyć się w windzie. Pierwszy raz też. I zręczyny. I ślub. I chrzciny ich dziecka.
Dobra, po prostu dawno nie było dawno windy, a w tym rozdziale w końcu wróciła. #winda_quinn
Wgl, przepraszam za brak rozdziału na heroes, ale tutaj miałam większą wenę itd.
Btw miała się pojawić notka (znowu ;D), ale na tę chwilę z niej zrezygnuję. Było by tam tylko o tym, że nie mam czasu, ciężki okres, rozdziały rzadko itd.
Na swoje wytłumaczenie napiszę tylko, że naprawdę jest mi bardzo ciężko. W czwartek miałam jedno głupie wydarzenie, a skończyło się na tym, że byłam na dwóch lekcjach, a w planie miałam siedem. Przez cały ten czas byłam w szkole gadając z nauczycielką, wychowawcą, psychologiem, nauczycielem polaka i wgl masakra. W pewnym momencie oni przeżywali to bardziej niż ja ;D.
Ale z moim szczęściem na jednej z tych dwóch pisałam mój pierwszy duży sprawdzian w Szwecji (taka jakby praca klasowa) i wow. Jestem pozytywnie zaskoczona tym, jak to się różni od sprawdzianu w Polsce. Test pisałam po polsku i mój polski nauczyciel to później przetłumaczy na szwedzi, więc myślę, że powinno być spoko ;D.
No i za dwa tygodnie mam tydzień ferii, potem znowu dwa tyg do sql i kolejny tydzień wolnego ^-^. A w pierwszy piątek czerwca zakończenie i wakacje ;ppp. Wtedy obiecuję, że skupię się na blogach. 
A tak btw na razie nie planuje kończyć żadnego opowiadania, ale tak na zapas pytam – miałby ktoś coś przeciwko opowiadaniu, w którym Leon miałby córkę? Coś aka podróba Teddy ;D. Jeśli nie będzie to za bardzo podobne, mam zamiar wykorzystać w przyszłości ^-^.
To tyle. Długaśna notka, ale rozdział też taki był XDD. Serio jestem z niego dumna ;p.
Mam nadzieję, że wynagrodziłam Wam poprzednie rozdziały i czekam na Wasze opinie ;*

Do następnego ;)

Quinn ;**