sobota, 13 lutego 2016

10. ~ Nowy przyszły tatuś



Drzwi się otwierają i moim oczom ukazuje się Lara. 
– Przyniósłbym jakiś alkohol, ale nie wiem, jakim szują jest twój nowy facet, a nie chcę, żeby Teddy widziała, jak leży schlany na kanapie. 
Kręci głową. 
– Minęło pół minuty od twojego przyjścia, a ja już żałuję, że cię zaprosiłam. 
Zostawia mnie samego i kieruje się do kuchni. Po chwili wchodzę, po czym zamykam za sobą drzwi i idę za nią. 
– Gdzie Teddy? – pytam od razu. Zainteresowałbym się brakiem tego kretyna, ale... jak dla mnie może nie przychodzić. Może spaść ze schodów albo wpaść pod samochód, nie pogniewałbym się. Wręcz przeciwnie – gdyby nie przeżył, od razu bym go polubił. 
– Jest w swoim pokoju – odpowiada, a kiedy ruszam w tę stronę, dodaje: – Z Ben'em. 
Gwałtownie staję. Ben? Kto, do cholery, daje dziecku takie imię? Teraz już wiemy, że jego kretyństwo nie wzięło się znikąd – najwyraźniej to genetyczne. Lepiej, żeby Lara tym razem raczyła się zabezpieczyć. 
Jednak nie to jest w tej chwili ważne. Słyszałyście jej słowa? Jest w pokoju. Z Ben'em. Spróbujcie nie zwracać uwagi na durne imię i pojmijcie znaczenie jej słów. Teddy. W pokoju. Z Ben'em.  
– Co, do cholery, facet robi w jej pokoju?! – Odwracam się gwałtownie. 
Kiedy jeszcze moi rodzice żyli, mieszkaliśmy na osiedlu, na którym miałem dużą ilość swoich rówieśników. Było tylko trzech chłopaków i mnóstwo dziewczyn. Tak, to raj nawet dla dziewięciolatka. 
A raczej byłby nim, gdyby nie pieprzony domek na drzewie u Lucy. Lucy była zaborcza, irytująca i rządząca się. Ale za to tak seksowna, jak tylko ośmiolatka może być. 
Kiedy na jej urodziny, ojciec wybudował jej domek na drzewie, wszystkie dziewczyny bawiły się tam. Niestety chłopacy mieli zakaz wstępu do domku, więc wymyśliliśmy plan, aby nas tam wpuściły. Jednak już wtedy byłem dupkiem, więc kiedy zaprosiły tylko mnie (myślę, że to przez włosy), zgodziłem się. Koledzy się ode mnie odwrócili na parę tygodni, ale kogo to obchodzi, kiedy jest jedynym facetem wśród grupy dziewczyn? 
Teddy nie ma domku na drzewie. Mieszka w bloku, więc to byłoby trudniejsze niż w przypadku Lucy, ale zrobiłem z jej pokoju pewnego rodzaju domek. Żaden chłopak nie ma tam wstępu. Bez względu na to czy ma dziewięć lat, czy trzydzieści. 
Całe lata powtarzałem jej, żeby nie była taka naiwna, jak Lucy, a ona co? 
Teraz to już na pewno nie polubię tego pajaca. 
– Tłumaczy Teddy, żeby była dla ciebie miła. 
To ja jestem jedynym gościem, który może jej coś tłumaczyć; który może wejść do jej pokoju. 
Już przymierzam się do pójścia do pomieszczenia i nagadania mu, kiedy pojawia się w kuchni. 
– Cześć, ty pewnie jesteś Leon – mówi z uśmiechem i wyciąga do mnie rękę. 
Patrzę na jego dłoń, ale nie podaje mi swojej. Przenoszę wzrok na jego twarz i mam ochotę zdjąć mu z niej ten kretyński uśmiech. 
– Leon, bądź miły – słyszę za plecami głos Lary. 
Jasne, będę miły. Już się rozpędzam. 
Wymijam go bez słowa i idę do pokoju Teddy. Na drzwiach wciąż widnieje tabliczka z napisem Zakaz wstępu dla chłopaków, którą sam wybierałem i jej kupiłem. Czy ten kretyn nie potrafi czytać? A może po prostu uważa się za cipę? Bardzo prawdopodobne. 
Wchodzę do pomieszczenia. Bez słowa podchodzę do małego biurka i wyjmuję marker. Cofam się do drzwi i dopisuję do tabliczki ...i Ben'a. Może tym razem zrozumie. 
Wracam do pokoju. Teddy siedzi na łóżku i mi się przygląda. Podchodzę i siadam obok. Zanim zdążę się odezwać, ona pyta: 
– Przyprowadziłeś Violettę?  
Z zaskoczeniem unoszę brwi. Co, do cholery? 
– Co? Nie. Dlaczego? 
Teddy sięga po lalkę leżącą na poduszce i zaczyna się nią bawić. Nie patrząc na mnie oznajmia: 
– Będę z tobą rozmawiać tylko, jeśli przyjdzie Violetta. 
– Czy ty mnie szantażujesz? 
– Tak. 
Być może zaskakuje Was jej bezpośredniość lub zdolność do szantażu. Mnie nie. Pozwólcie, że wyjaśnię Wam, dlaczego. Po pierwsze, jesteśmy spokrewnieni, blondynka nie jest do mnie podobne fizycznie, ale psychicznie owszem. Po drugie, spędza ze mną bardzo dużo czasu. A jest mądra i szybko się uczy.   
Skoro tę kwestię już sobie wyjaśniliśmy, pozwólcie, że przejdę do następnej.  
Violetta.  
Nie mam pojęcia, dlaczego akurat jej obecności oczekuję Teddy. Ale nie zapytam, bo wyraziła się jasno, mówiąc, że będzie ze mną rozmawiała tylko przy Castillo. 
Gdyby poprosiła o Fran, nie byłoby żadnego problemu. Zadzwoniłbym do niej i zjawiłaby się tutaj za góra pół godziny.  
Jaki jest problem z Violettą? 
Tak, dobrze myślicie, ostatni razem, kiedy z nią rozmawiałem kazałem jej wynosić się z mojego mieszkania.  
Żałuję – że jej o wszystkim powiedziałem;  że ją po tym tak potraktowałem. 
Ale dziwnie było mi się z nią znowu skontaktować. Przez jedną głupotę, którą zrobiłem, ona wie o mnie cholernie dużo. Cholernie za dużo.  
Wzdycham i staję przed pytaniem: Czy bardziej zależy mi na sobie, czy na Teddy?. 
Odpowiedź jest prosta. 
Wyciągam komórkę i dzwonię do Diego z nadzieją, że użyczy mi numeru swojej siostry. 
 
Kiedy taksówka się zatrzymuje, podchodzę i płacę kierowcy, po czym otwieram tylnie drzwi i pomagam wyjść szatynce. 
– Wiem, że byłem dupkiem i przepraszam, ale to był twój pomysł – musisz mi teraz pomóc, bo to przez ciebie się w to wpakowałem – mówię, prowadząc ją w stronę budynku. 
Marszczy brwi. 
– Co się dzieje? Dlaczego tu jestem? 
Zanim pomyślicie, że jest roztrzepana albo ma rozdwojenie jaźni – nie zadzwoniłem do niej. Ograniczyłem się do wysłania wiadomości z adresem Lary i prośbą, żeby przyjechała, bo jej potrzebuję. Zdziwiłem się, kiedy się zgodziła. Myślałem, że będę musiał do niej jechać i błagać ją, żeby mi wybaczyła i pomogła. 
– Posłuchałem cię i umówiłem się z Larą na kolację, żeby poznać jej faceta – odpowiadam, kiedy wsiadamy do windy. 
– Świetnie. 
– Ale moje priorytety się zmieniły i teraz chcę się dogadać z Teddy, a tego palanta przypadkiem wypchnąć przez okno. Potrzebuję twojej pomocy w obu. 
– Jak mam ci pomóc? – pyta zdezorientowana. 
– Zrobi ci się słabo, więc otworzysz okno i przy nim staniesz, a ja będę chciał mu coś pokazać w pobliżu. Wtedy ty się odsuniesz, a ja niechcący na niego wpadnę i go wypchnę.  
– Nie o to pytałam! – Patrzy na mnie zaskoczona. – Nie zrobiłbyś tego. 
Serio? Któraś z Was też w to wierzy? 
Myślę, że zdążyliśmy się już poznać na tyle dobrze, że wiecie, że bym się nie zawahał. 
Patrzę jej prosto w oczy. 
– Dobro Teddy jest dla mnie najważniejsze. 
Spogląda na mnie przerażona. 
– Moglibyśmy zjechać na chwilę na dół? Chyba trochę mi słabo. 
 
Pamiętacie, co powiedziałem o Violetcie, kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłem? Była w samej bieliźnie, miała poczochrane włosy i opuchnięte oczy. To był widok kobiety jakiej nigdy nie chciałbym gościć w swoim łóżku. 
Ale teraz, kiedy siedzi w szarej swetrowej sukience, czarnych rajstopach i długich kozakach, muszę przyznać, że – Diego zabiłby mnie, gdyby to usłyszał – jest cholernie seksowna, nawet jeśli nie chce sprawiać wrażenia takiej. I mówię to z pełną świadomością, wiedząc o jej bracie, narzeczonym i moich zasadach. 
– Lara opowiadała o tym, że jesteś pilotem – próbuje zgadać Pajac. Tak, teraz będę go tak nazywać, bo to i tak o wiele lepsze niż Ben. Poza tym idealnie pasuje. – Jakiś stopień? Czy dopiero jesteś początkującym? 
– Kapitan – odpowiadam. Zazwyczaj się nie chwalę – czuję się lepszym właśnie wtedy, kiedy ludzie nie wiedzą, z kim mają do czynienia – ale w tym przypadku robię to z przyjemnością. 
– Wow, to duże osiągnięcie w tym wieku. 
– Leon ma skłonności do pracoholizmu – wtrąca Lara. 
– A ty czym się zajmujesz? Oczywiście, jeśli masz pracę. Jeśli szukasz sponsorki, to zapewniam cię, że tutaj jej nie znajdziesz. 
Za ostro? Wiem, co widzicie. Dokładnie to, co Lara – miły gość, który kocha ją i próbuje się dogadać z jej córką. 
Chcecie wiedzieć, co ja widzę? Dan'a, który w tej chwili jest w pierdlu; Jake'a, który żyje za kasę, którą zdobył sprzedając meble Lary, kiedy ona wyjechała na weekend z Teddy; Mike'a, który dilera i wiele innych. W całej ich gromadzie nie było żadnego porządnego gościa, więc czemu miałbym myśleć, że Pajac taki jest. 
Gość odkłada sztućce i opiera się o oparcie krzesła.  
– Już wiem, dlaczego Lara prosiła abym nie brał do siebie twojego zachowania – oznajmia, a na jego gębie znowu pojawia się ten paskudny uśmiech. – A Teddy nie chciała z tobą gadać. 
Również odkładam swoje sztućce, ale po to, żeby skopać mu dupę, po czym wypieprzyć zwłoki przez okno. 
Nagle czuję na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Wiem, że należy do Violetty. Czuję na sobie jej wzrok i wiem, że domyśla się, co chcę zrobić. 
– Powinieneś trochę wyluzować – ciągnie Pajac. – Z opowieści Teddy wnioskowałem, że jesteś bardziej rozrywkowy. No wiesz, taki bardziej kumpel niż wujek czy ojciec. Dobrze jednak wiedzieć, że to stanowisko nie jest zajęte. 
 
Parkuję przed domem szatynki. Wzdycham i opadam na oparcie fotela. Nie wysiada od razu. Odpina swoje pasy, ale wciąż siedzi w miejscu i studiuje moją twarz. 
– Miałeś rację – oznajmia po krótkiej chwili. – Ten gość naprawdę jest kompletnym palantem. 
Odwracam się do niej i mimo wszystko, lekko się uśmiecham. Tak, to ten moment. Właśnie Violetta Castillo przyznała mi racje. Nawet to, jak gównianie się czuje, nie psuje tej chwili. 
– Przepraszam, że cię na to namówiłam. I za to, że wtedy wypytywałam cię o twoich rodziców. Nie powinnam tego robić. 
Kręcę głową. 
– Zapomnijmy o tym. 
Część z Was pewnie zastanawia się, co takiego stało się przed naszym wyjściem. Zwykła ostra wymiana zdań, którą Lara i Violetta starały się przerwać. Z początku były w miarę spokojne, aż do momentu, w którym poprosiłem Teddy, żeby wyszła, bo chcę przypieprzyć jej nowemu przyszłemu tatusiowi. Wtedy moja kuzynka ogłosiła koniec kolacji i kazał mi wyjść. Tak. Mnie. A nie temu kretynowi. 
Znam tę historię na pamięć. Za parę tygodni on ją zostawi, a ona odda na jakiś czas Teddy rodzicom i pogrąży się w depresji po kolejnym facecie. Potem na pocieszenie znajdzie sobie nowego i cała historia zacznie się od nowa. 
Najgorsze jest to, że nie mogę nic z tym zrobić, bo wtedy to ja jestem ten zły. 
Szatynka kładzie swoją dłoń na mojej. 
– Dzięki za pomoc. Nawet jeśli nie udało mi się dogadać z Teddy. 
– Wkrótce jej przejdzie. Coś wymyślimy. 
Do tej pory słowo my w ustach kobietach było czymś, co skutecznie mnie od nich odstraszało. Nie rozumiem więc, dlaczego tym razem wywołuje to uśmiech na mojej twarzy. 
Przez chwilę siedzimy w ciszy i patrzymy na siebie. Nie jest niezręcznie, nie dla mnie. Jej spojrzenie i dłoń na mojej mnie uspokajają; sprawiają, że ten wieczór wydaje się mniej gówniany i że nie mam już ochoty wrócić do mieszkania Lary i pozbyć się tego gościa z powierzchni Ziemi. 
Zanim się oglądam, przybliżam swoją twarz do jej. Ona robi to samo i lekko rozchyla wargi. Nasze usta są tak blisko siebie, że nasze oddechy mieszają się ze sobą, a mimo to wciąż je do siebie przybliżamy. 
Aż do chwili, kiedy ona spuszcza głowę i kręci nią. 
– Nie – mówi i wychodzi z samochodu szybciej, niż zdążam cokolwiek zrobić. 
Po jej wyjściu ponownie opadam na oparcie. 
Cholera. 
Właśnie próbowałem pocałować Violettę Castillo.

~*~

Boziu, jakie to długaśne. Jestem z siebie dumna, rly. 1861 słów <3. Napiszcie mi, że też jesteście dumni to nie będę miała już wyrzutów sumienia z powodu poprzednich dwóch rozdziałów ;D.
Serio, nawet jakościowo mi się podoba. I w ogóle mam mega pomysł na fabułę – w końcu opowiadanie, które nie będzie się kończyło, kiedy Leonetta zacznie ze sobą chodzić ^^.
Prawie kiss... ;p. Ale pamiętajcie, że ich pierwszy kiss musi odbyć się w windzie. Pierwszy raz też. I zręczyny. I ślub. I chrzciny ich dziecka.
Dobra, po prostu dawno nie było dawno windy, a w tym rozdziale w końcu wróciła. #winda_quinn
Wgl, przepraszam za brak rozdziału na heroes, ale tutaj miałam większą wenę itd.
Btw miała się pojawić notka (znowu ;D), ale na tę chwilę z niej zrezygnuję. Było by tam tylko o tym, że nie mam czasu, ciężki okres, rozdziały rzadko itd.
Na swoje wytłumaczenie napiszę tylko, że naprawdę jest mi bardzo ciężko. W czwartek miałam jedno głupie wydarzenie, a skończyło się na tym, że byłam na dwóch lekcjach, a w planie miałam siedem. Przez cały ten czas byłam w szkole gadając z nauczycielką, wychowawcą, psychologiem, nauczycielem polaka i wgl masakra. W pewnym momencie oni przeżywali to bardziej niż ja ;D.
Ale z moim szczęściem na jednej z tych dwóch pisałam mój pierwszy duży sprawdzian w Szwecji (taka jakby praca klasowa) i wow. Jestem pozytywnie zaskoczona tym, jak to się różni od sprawdzianu w Polsce. Test pisałam po polsku i mój polski nauczyciel to później przetłumaczy na szwedzi, więc myślę, że powinno być spoko ;D.
No i za dwa tygodnie mam tydzień ferii, potem znowu dwa tyg do sql i kolejny tydzień wolnego ^-^. A w pierwszy piątek czerwca zakończenie i wakacje ;ppp. Wtedy obiecuję, że skupię się na blogach. 
A tak btw na razie nie planuje kończyć żadnego opowiadania, ale tak na zapas pytam – miałby ktoś coś przeciwko opowiadaniu, w którym Leon miałby córkę? Coś aka podróba Teddy ;D. Jeśli nie będzie to za bardzo podobne, mam zamiar wykorzystać w przyszłości ^-^.
To tyle. Długaśna notka, ale rozdział też taki był XDD. Serio jestem z niego dumna ;p.
Mam nadzieję, że wynagrodziłam Wam poprzednie rozdziały i czekam na Wasze opinie ;*

Do następnego ;)

Quinn ;**

sobota, 30 stycznia 2016

09. ~ "Chcę, żebyś wyszła"



– Fran!   
Brunetka podchodzi do stolika, przy którym siedzę w pośpiechu i rzuca:  
– Pięć minut i jestem twoja.  
– Właściwie to chciałem zamówić kawę.  
Widziałyście kiedyś żądzę mordu w oczach? Na pewno nie dorównywało to spojrzeniu Francesci, ale co miałem poradzić? Zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebym przyjechał do knajpy, w której pracuje, bo musi mi powiedzieć coś ważnego. Wiecie co zastałem, kiedy tutaj dotarłem? Wycieczkę turystyczną.   
Mnóstwo ludzi – głównie seniorów – wypełnia teraz lokal, a ja muszę tu siedzieć i czekać na Fran, która odmawia mi kawy, bo nie mogła mi powiedzieć o tym przez telefon.  
Wzdycham głośno i wyciągam komórkę, kiedy koło mojego stolika przechodzi Ludmiła. Od razu mnie zauważa i wita się. Siada naprzeciwko.  
– Co tu się stało? – pyta, rozglądając się po lokalu.  
– Obawiam się, że emeryci mieli sporą zniżkę na tę wycieczkę. 
Żeby nie było – nie mam nic do starszych ludzi. Po prostu są... upierdliwi. Co prawda nigdy nie poznałem swoich dziadków, ale pamiętam starszych ludzi z czasów, gdy jeszcze poruszałem się publicznymi środkami transportu. To w końcu oni zachęcili mnie do kupna samochodu i pokochania korków. 
Blondynka wzdycha. 
– Umówiłam się tu z przyjaciółką, ale pewnie jak tu dotrze, będziemy musiały iść gdzie indziej – oznajmia. – A ty co tu jeszcze robisz? 
Idealne pytanie. Czy ktoś z Was jest w stanie na nie odpowiedzieć? Ja nie mam pojęcia. 
– Moja znajoma tu pracuje. Chciała ze mną porozmawiać, więc muszę czekać, aż wszystkich obsłuży – odpowiadam. Kiedy to mówię, wszystko brzmi jeszcze bardziej niedorzecznie. Czemu, do cholery, nie wyjdę? – Co u ciebie? 
Nie widziałem się z Ferro od naszego spotkania w klubie. Byłem z nią umówiony na kolację, ale ponieważ całą noc spędziłem z płaczącą kobietą – swoją drogą wciąż nie znam powodu tego wybuchu – a później musiałem się użerać z Teddy i jej matką, która uznała, że jej córka wszystko zmyśliła, musiałem odwołać spotkanie. 
Blondynka już przymierza się do odpowiedzi, kiedy kiwa komuś za mną. Podejrzewam, że to jej przyjaciółka, więc odwracam się. 
Á propos lasek płaczących z nieznanych mi powodów. 
Szatynka gwałtownie przystaje na mój widok. Przez chwilę patrzy na mnie z zaskoczeniem, po czym wolnym krokiem podchodzi do naszego stolika i siada obok blondynki. 
– Cześć – mówi cicho, zwracając się głównie do mnie. 
– Fajnie widzieć, że żyjesz. 
Blondynka spojrzała na naszą dwójkę. 
– Znacie się? 
– Leon jest sąsiadem mojego brata. 
Takim oto sposobem zleciałem z pozycji jej psychologa do sąsiada jej brata. 

– Co u Teddy? – pyta, kiedy jesteśmy już sami. 
Postanowiłem odpuścić sobie spotkanie z Fran, bo nie zanosiło się na to, żeby szybko kończyła, i zaproponowałem Violetcie, że odprowadzę ją do domu. Pierwszy raz w życiu odprowadzam laskę do domu. Sam nie wiem, czemu jej to zaproponowałem. Po prostu... dobrze mi się z nią rozmawia. A poza tym, Teddy tylko jej powiedziała, o co chodzi. Skoro ona jej ufa, to ja chyba też mogę. 
– Nie widziałem jej od dłuższego czasu. Nadal ze mną nie gada. 
Podnosi na mnie wzrok. 
– Nie wytłumaczyłeś jej tego? 
Wzruszam ramionami. 
– Lara twierdzi, że Teddy zmyśliła sobie to wszystko, bo nie lubi jej nowego faceta, a Teddy nie chce powtórzyć tego, co powiedziała tobie. Pierwszy raz w życiu jest na mnie tak obrażona. 
Blondynka zawsze strzelała fochy na wszystkich wokół, tylko nie na mnie. Potrafiła nie rozmawiać trzy dni ze swoją matką i nocować przez ten czas u mnie. 
Każdy pragnie wyluzowanego wujka. Takiego, który pomaga wam maskować wasze wybryki przed rodzicami, mówiąc, że czasem trzeba się wyszaleć; takiego, który was nie osądza. Ja byłem nim dla Teddy. A teraz zostałem tym wujkiem, którego nikt nie lubi i nigdy nie zaprasza się na żadne imprezy rodzinne. Nie, żebym wcześniej na nie chodził. 
– Wierzysz jej? 
Patrzę na nią i przez chwilę myślę, chociaż odpowiedź jest oczywista. 
– Zawsze będę wierzyć Teddy. A już na pewno, kiedy muszę wybierać pomiędzy nią, a chłopakiem Lary. Jest naiwna i zawsze później żałuje swoich związków. W końcu ten skończy się tak samo, jeszcze przyzna mi rację. 
– Dlaczego jesteś do tego tak nastawiony? – pyta, a kiedy widzi moje zdezorientowane spojrzenie, dodaje: – Do związków. Mówisz o nich, jakby to była zwykła, nietrwała głupota. 
Powinienem poważne się zastanowić, czy rzeczywiście chcę dyskutować o związkach z Violettą. Jest równie naiwna, jak Lara i wierzy w te same bzdury. Nie jestem pewien czy chcę burzyć jej tęczowy świat z jednorożcami. 
W końcu jednak podejmuję decyzję. Skoro ja muszę jej tu uświadomić, to trudno. 
– Moi rodzice zmarli przez swój związek, miłość życia Lary zostawiła ją i ich wspólną córkę, a każda kolejna robiła to samo, a ty? Błagam cię, nie muszę cię znać, żeby wiedzieć, że twój facet to idiota. 
Nie odpowiada od razu. Wie, że mam rację, ale nie chce tego przyznać.  
Kiedy przez dłuższą chwilę się nie odzywa, zaczynam czuć poczucie winy, choć nie powinienem. Powiedziałem jej prawdę, a i tak źle czuję się z tym, że popsułem jej humor. 
Wzdycham głośno. 
– Przepraszam, nie powinienem tego mówić. 
Nie odpowiada, ale po kilku minutach dalszego spaceru, przystaje. Odwracam się w jej stronę i unoszę brwi. 
– Moglibyśmy pójść do ciebie? – pyta, spuszczając wzrok. 
Nie pytam dlaczego, po prostu zawracam. 

– Mogę cię o coś zapytać? – upewnia się, kiedy siedzimy już na kanapie w moim mieszkaniu. – Co stało się z twoimi rodzicami? 
Zaskakuje mnie tym pytaniem. Przez chwilę studiuję jej twarz w milczeniu, po czym odchrząkuję. Z nikim nie rozmawiam o moich rodzicach. 
– Zmarli w wypadku – odpowiadam zgodnie z prawdą. To wersja, którą znają wszyscy. Szczegóły znam tylko ja, Lara i jej rodzice. Żadne z nas nie widzi sensu w rozpowiadaniu tego. 
Szatynka kiwa głową. 
– Kiedy rozmawialiśmy na urodzinach Teddy, powiedziałeś... Mówiłeś, że to wina twojej matki. Dzisiaj, że to przez ich związek. 
W myślach sporządzam listę powodów, żeby jej nie mówić: 
  1. Nie znam jej. Zaledwie parę razy rozmawialiśmy. Wiem tylko o tym, że jest adoptowana i ma narzeczonego dupka. Czemu miałbym dzielić się z nimi sekretami, które znają tylko najbliższe osoby? 
  2. Z nikim nie rozmawiam o moich rodzicach.  
  3. Nie zrozumie tego.
Nie potrafię znaleźć powodu, dla którego mógłbym jej o tym powiedział. 
Nie pytajcie mnie więc, dlaczego jej o tym mówię, bo nie mam cholernego pojęcia. 
– Moja matka miała kochanka – oznajmiam, kierując swój wzrok przed siebie. – Mój ojciec dowiedział się o tym, kiedy jechali samochodem. Zaczęli się kłócić i stracił panowanie nad kierownicą. – Przełykam głośno ślinę. – On zginął na miejscu, a matka trafiła do szpitala. Kiedy przyjechałem, wszystko mi opowiedziała, przepraszała mnie. – Przed oczami staje mi obraz poturbowanej matki, która płacze i błaga mnie o wybaczenie. A ja siedzę tylko na krześle przy jej łóżku i z każdym słowem nienawidzę jej jeszcze bardziej. – Chciałem, żeby to ona umarła. A mój ojciec leżał na tamtym łóżku. Wtedy odwiedził ją ten jej kochanek. Dosłownie chwilę po tym, jak opowiedziała mi, jak zabiła mojego ojca, do sali wszedł on.  
Czuję na swoim ramieniu jej dłoń.  
– Wyszedłem ze szpitala i więcej jej nie odwiedziłem. Parę dni później umarła.  
Siedzimy w ciszy. Nie odwracam się do niej. Wpatruję się tylko w pieprzony punkt przed sobą.  
– Przykro mi – mówi cicho. 
Nie wytrzymuję. Strącam jej rękę ze swojego ramienia i wstaję. 
– Chcę, żebyś wyszła – rzucam i znikam w swoim jej sypialni, zostawiając ją.

Kiedy po kilku godzin radzenia sobie z przeszłością, wychodzę z pokoju, w kuchni znajduję kartkę.
Przepraszam. Nie powinnam była pytać.

PS
Myślę, że powinieneś poznać nowego chłopaka Lary – dla Teddy.

~*~

Boziu, też nie wierzę, ze to napisałam. Strasznie mi się nie podoba, ale obiecuję, że zrobię wszystko, żeby kolejny nie był na tym beznadziejnym poziomie. Po prostu strasznie się z tym męczyłam i ani nie miałam na niego pomysłu, ani chęci. Ostatni raz opublikowałam coś takiego.
Na swoje usprawiedliwienie powiem, że mam pomysł na to opowiadanie – naprawdę. Po prostu moje pomysły obejmują zdarzenia, po tym, jak Leonetta się do siebie zbliży. Muszę tylko przysiąść i naprawdę porządnie się zastanowić, jak ich do siebie zbliżyć. Na tę chwilę przepraszam,
Mam nadzieję, że jeszcze nie straciliście do mnie cierpliwości i zostaniecie ;/.

Do następnego (lepszego) :*

Quinn <3

PS
Postaram się wam to wynagrodzić i napisać jeszcze w ten weekend rozdział na IJNYL, trzymajcie kciuki, żeby nic nie stanęło na przeszkodzie ;)

poniedziałek, 28 grudnia 2015

08. ~ Foch



Kiedy otwieram oczy, promienie słoneczne już bezczelnie święcą w mojej sypialni. Powinienem zainwestować w porządne zasłony. 
Wzdycham głośno i dopiero teraz zauważam, że leżę obok Violetty. Spałem na brzuchu, jedną ręką obejmując poduszkę, a drugą mając przerzuconą przez talię szatynki. Ona z kolei leży na plecach i obejmuję tę rękę swoimi.  
Delikatnie wstaję, starając się jej nie budzić i patrzę na zegarek – czternasta. Wzdycham głośno i wychodzę z pokoju, zanim obudzę Castillo Tak naprawdę rzadko śpię tak długo. Słońce budzi mnie, kiedy tylko się pojawi, a fakt, że późno zasypiam nie pomaga. Jednak po tym, czego się wczoraj nasłuchałem od Violetty, każdy by padł. 
Swoją drogą – wciąż nie wiem, o co chodzi. Odkryłem, że Castillo, kiedy się denerwuje, mówi dużo, ale bez sensu. Przez kilka godzin płakała i mówiła o... No właśnie nie wiem, o czym. 
Właściwie to nawet nie mam pojęcia, kiedy zasnąłem, ale cieszę się, że to nastąpiło, bo obawiam się, że jeszcze trochę i zrobiłbym jej krzywdę.   
Robię dwie kawy, kiedy słyszę dzwonek swojej komórki. Podnoszę ją z blatu i odbieram połączenie od Lary.  
– Jesteśmy już w drodze do ciebie. Podrzucę ją trochę wcześniej. 
Marszczę brwi. 
– Co? Kogo? Czemu? 
– Nawet nie mów, że zapomniałeś. 
– Chcę jechać do domu! – słyszę w tle i od razu sobie przypominam. Teddy. 
– Skąd. Jasne, że pamiętam. 
Wzdycha i wiem, że mi nie wierzy, ale postanawia nie ciągnąć tego tematu. 
– Po prostu chciałam cię uprzedzić, żebyś w razie czego mógł się pozbyć jakiejś laski, którą przytargałeś zeszłej nocy. 
Rozłącza się, a ja odwracam się i zauważam, że laska, którą przytargałem zeszłej nocy właśnie się wymyka. 
– Co robisz? 
Gwałtownie staje i odwraca się przodem do mnie. 
Włosy ma poczochrane, ciuchy pogniecione, a makijaż rozmazany – w sumie nie muszę już poznawać odpowiedzi na moje pytanie. 
– J-ja... Powinieneś mieć tu więcej ścian. 
Marszczę brwi, po czym rozglądam się po swoim mieszkaniu. Drzwi wejściowe znajdują się w salonie, który jest jednocześnie też kuchnią, jadalnią i przedpokojem. Do tego wszędzie są okna od podłogi do sufitu i sporych rozmiarów balkon. Właściwie jedyne miejsce, w którym można mieć trochę prywatności to łazienka i sypialnia. 
– Po co skoro mieszkam tu tylko ja? 
Kiwa głową. 
– Słuszna uwaga – rzuca i znowu odwraca się do wyjścia. 
Szybko ją łapię i z powrotem obracam w swoją stronę. Automatycznie zakrywa ręką swoje usta. Unoszę pytająco brew. 
– Nie myłam zębów, a ty stoisz za blisko. 
Przewracam oczami i puszczam ją, po czym opieram się o blat i obserwuję, jak sięga do torebki i bierze do buzi garść miętowych tic tac'ów. Śmieję się pod nosem, a ona przez chwilę stoi w milczeniu i nagle pyta: 
– Mogę już iść? 
Teraz nie mogę się powstrzymać, wybucham śmiechem. 
– Przestań w końcu się ze mnie śmiać! 
Nie robię sobie nic z jej słów, nie mogę przestać. 
– Idę. 
– Nie, nie, nie. – Znowu ją łapię i obracam. – Chodź.  
Staję za jej plecami i kładę dłonie na jej ramionach, po czym prowadzę ją do piekarnika, który znajduje się na wysokości jej twarzy. Kiedy widzi w nim swoje odbicie, zakrywa dłońmi twarz.  
– Potrzebuję prysznica. 
– Obok sypialni.  
Kieruje się w ich stronę, wciąż zasłaniając twarz. 
– Ręczniki są w szafce w łazience, a ubrania Fran są w mojej szafie w sypialni.  
Odwraca się gwałtownie. 
– Nie ubiorę ciuchów twojej dziewczyny. 
– To nie moja dziewczyna – zaznaczam. Nienawidzę tego określenia. 
Zabiera ręce i unosi brew. 
– Masz jej ubrania w szafie. 
– Okej! – Wyrzucam ręce w powietrze. – Skoro chcesz wyjść do ludzi w tym, to nie będę cię powstrzymywał. 
Ogląda swoje pogniecione ciuchy, po czym bez słowa idzie do mojej sypialni. 
– Ha! – krzyczę za nią, po czym uświadamiam sobie, że zachowuję się, jak dziecko. 

Siedzę na fotelu naprzeciwko kanapy, a ona na niej. Nie odezwała się odkąd tutaj przyszła, ale wiem, że w końcu się złamie. 
Nagle wstaje i kieruje się do kuchni, a ja ją bacznie obserwuję. Zabiera stołek spod blatu śniadaniowego i przysuwa go do szafek. Wchodzi na niego, po czym otwiera drzwiczki szafki ze słodyczami. 
– Teddy, widzę cię! 
Kompletnie mnie olewając, wyciąga czekoladowego batonika i wraca na kanapę, nawet nie zamykając szafki ani nie odstawiając stołka. 
Bierze pierwszego gryza, kiedy mówię: 
– Teddy, batoniki są dla grzecznych dzieci. 
Nie odpowiada, tylko sięga po pilota i włącza telewizor. 
– Teddy, wyłącz to. 
W odpowiedzi podgłasza.
Już mam wstać i wyłączyć ten telewizor, kiedy w pomieszczeniu pojawia się Violetta. Blondynka obrzuca ją tylko szybkim spojrzeniem i wraca do oglądania bajki. 
Wzdycham głośno. 
– Spieszysz się gdzieś? – pytam. 
– Nie, czemu? 
– Mogłabyś tu posiedzieć i pilnować, żeby nie wyskoczyła przez okno, kiedy będę brał prysznic?

Pewnie zastanawiacie się, jak udało mi się wziąć śmiertelnie obrażoną Teddy na ten cały koncert to szkoły. Odpowiedź jest prosta – nie udało. Dodałbym słowo jeszcze, ale straciłem cały swój optymizm pół godziny temu. Powinniśmy już tam być, a tymczasem Teddy płacze i krzyczy, że nigdzie nie idzie, Violetta próbuje ją uspokoić, a ja rozmawiam z Larą przez telefon. 
– Oddaj ją do adopcji – oznajmiam. – Albo do wojska. 
Słyszę westchnięcie po drugiej stronie słuchawki. 
– To tylko hormony, nie wiem, okres dojrzewania? 
– Podczas swojego okresu dojrzewania, przespałaś się z byle gościem i teraz sama wychowujesz dziecko. Teddy jest na to za młoda. 
Kolejne westchnięcie. 
– Naprawdę nie dasz rady jej tam zawieść? 
– Mógłbym ją związać i zawieść w bagażniku, ale ktoś mógłby się zaniepokoić i zadzwonić na policję, a ja za kilka dni mam lot, więc nie mogę wylądować w więzieniu. 
Daję jej chwilę na zastanowienie się. 
– Zadzwonię do szkoły, może uda się ją jakoś zastąpić. Nie pozwalaj jej oglądać telewizora i nie dawaj słodyczy, będę około dwudziestej drugiej drugiej. 
Rozłączam się i wracam do Teddy. Ona mnie olewa, ale szatynka od razu do mnie podchodzi. 
– Możemy porozmawiać? 
Włączam blondynce bajkę i prowadzę Castillo do sypialni. 
– Co jest? – pytam, zamykając drzwi. 
– Teddy twierdzi, że skoro Lara ma chłopaka, to on będzie jej tatą, a ty ją zostawisz.  
Marszczę brwi.  
– Skąd wzięły jej się te bzdury? 
– Ponoć tak powiedział chłopak Lary. 

~*~

Tak, wiem, że rozdział jest MEGA krótki. Przepraszam, ale siedzę teraz chora, mój mózg ledwo pracuje i wiem, że powinnam odłożyć pisanie tego na jakiś inny dzień, ale w sumie już nić więcej nie wymyślę, przykro mi. Chciałam, żeby to się skończyło tak, a że nie rozwinęłam wcześniejszych fragmentów to... Następnym razem będzie lepiej, ok? ;(
Jak święta? :D Ja pierwszy raz w życiu spędziłam je tylko z rodzicami i bratem, ale nie żałuję, bo pierwszego dnia świąt pojechaliśmy do Gamla Stan (taka starówka w Sztokholmie), a drugiego dnia do najstarszej dzielnicy w Sztokholmie położonej tam, gdzie największe jezioro w Szwecji. Problem w tym, że wszędzie była woda, a ja nie jestem fanką szalików i czapek, więc  od dwóch dni leżę w łóżku i oglądam filmy, a od czasu do czasu krzyknę do mamy, że umieram. Jestem z siebie dumna, że wgl dałam radę skończyć to coś u góry! XDDD
Mam nadzieję, że Wy nie cierpicie tak jak ja ;p.
Btw, uwaga: W KOŃCU DOSTAŁAM LAPTOPA! <333 Rodzice powiedzieli, że to ostatni tak drogi prezent w moim życiu, ale warto było ;D. W końcu mogę swobodnie pisać rozdziały, kiedy chcę, a nie kiedy akurat rodzice nie ptrzebują swoich lapków ^^.
Mam nadzieję, że rozdział nie był najgorszy i czekam na Wasze opinie ;*

Do następnego! :D

Quinn <3

PS#1
Jeszcze raz przepraszam za beznadziejną długość, kiedyś Wam to wynagrodzę ;D.

PS#2
DZIĘKUJĘ ZA 100 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ! <333333