piątek, 10 lipca 2015

Rozdział XX ~ "Ona albo ja"



Po otwarciu drzwi, ujrzała sylwetkę Diego. Ten, zanim jeszcze cokolwiek powiedział, dokładnie przyjrzał się jej strojowi i rozczochranym włosom.
– Przeszkadzam? – zapytał.
Widziała na jego twarzy złość. Wiedziała, że już miał swoje podejrzenia, co do tego, co przed chwilą robiła. Jedyne czego była pewna to to, że nie miał pojęcia z kim. Nie chciałaby być w skórze swojej albo Leona, gdyby wszedł bez dzwonienia dzwonkiem.
– Co? Nie. Ja… właśnie miałam wziąć prysznic.
Kiwnął głową, ale wiedziała, że wcale go nie przekonała. Widziała w jego oczach, że wyczuł iż kłamie. Pozostawało jej mieć nadzieję, że nic z tą wiedzą nie zrobi i da jej spokój.
– Po co przyszedłeś? – zapytała, pragnąc jak najszybciej się go pozbyć.
Nie miałaby ochoty na rozmowę z brunetem w każdej innej sytuacji, a co dopiero wtedy, kiedy jego młodszy brat stał za ścianą w samych bokserkach.
– Przyniosłem papiery dla Leona.
– C-co? D-do Leona? D-d-dlaczego tutaj?
– Jesteś jego asystentką – oznajmił, jakby to wszystko wyjaśniało. – Nie mogę się do niego dodzwonić i nie ma go w domu, a wyjeżdżam i wrócę dopiero dzień przed delegacją.
Odetchnęła z ulgą.
– Tak, jasne, przekażę.
Wzięła od Verdasa teczkę, którą położyła na stolik stojący niedaleko drzwi i spojrzała na niego wyczekująco.
– Coś jeszcze?
– Powiedz jeszcze Leonowi, że ja i mój asystent pojedziemy z wami.
Otworzyła szeroko oczy. Była tym niezwykle rozczarowana, ale mimo wszystko starała się udawać, że nie rusza ją ta sytuacja. W rzeczywistości jednak, miała ochotę zamknąć się w mieszkaniu z Leonem i nie wychodzić z niego, aż minie tyle czasu, żeby mogli w końcu wszystkim powiedzieć, co ich łączy.
– Okej, na razie – rzuciła i zamknęła drzwi, mimo iż wiedziała, że ten ma coś jeszcze do powiedzenia.
Z łazienki od razu wyłonił się Leon. Szatynka podała mu teczkę i spojrzała na niego. Wiedziała, że wszystko słyszał.
– Mówiłeś coś może o jakiejś delegacji? Tylko my dwoje, co, Verdas?
Przez chwilę nic nie mówił, po czym spojrzał na nią z kamienną twarzą.
– Jak myślisz, dlaczego nagle postanowił pojechać z nami?
Dopiero po chwili dotarło do niej, co szatyn ma na myśli.
– Myślisz, że coś podejrzewa?
W odpowiedzi wzruszył ramionami.
Przecież, gdyby coś wiedział, nie zachowywałby się tak dyskretnie. Diego zdecydowanie nie należy do osób, które wolą załatwiać sprawy po cichu. Nie jest też zbyt cierpliwy, więc z pewnością, gdyby dowiedział się, że jego była dziewczyna spotyka się z jego bratem, wpadłby tu i zrobił aferę.
– Nie myśl o tym. Nie mówiłaś czegoś o prysznicu? – zapytał, po czym pocałował ją namiętnie i wciągnął do łazienki.
Wiedziała, że robi to, aby odwrócić jej uwagę i stwierdziła, że niestety się mu udaje. 

– Diego może nas tu zauważyć – stwierdziła. – Strasznie blisko stąd do hotelu.
– Spokojnie, nie przyjdzie tutaj. Pewnie siedzi teraz w pokoju i pracuje.
Przyjechali tutaj dzisiaj rano, a szatynka już miała dość. Ona i Leon mieli tutaj w końcu swobodnie się spotykać, a tymczasem nic się nie zmieniło. Co więcej – teraz Diego śpi za ścianą i śledzi każdy jej krok. Wcześniej mogli pobyć sam na sam w swoich mieszkaniach, a teraz brunet odebrał im nawet tę możliwość. 
Nawet teraz ma ochotę uciekać jak najdalej stąd, bo boi się, że zaraz zza jakiegoś drzewa wyjdzie i ich nakryje.
– Rozmawiałeś z nim?
Przytaknął.
– Niczego się nie domyśla – oznajmił. – Powiedział mi, że chce się do ciebie zbliżyć. Nadal zarzeka się, że się tylko trochę posprzeczaliście bez powodu. Mówiłem, żeby dał sobie spokój, ale obawiam się, że nie wziął sobie mojej rady do serca.
Wzruszyła ramionami. Verdas zdecydowanie nie chciał odpuścić. Wciąż do niej wydzwaniał i SMS-ował, ale ta nie mówiła nic Leonowi. To by go tylko zdenerwowało, a to nie będzie przecież trwało wieczność.
– W końcu się odczepi.
– Ta, a potem w końcu przestaniemy się ukrywać i będziemy żyć długo i szczęśliwie – zażartował.
Castillo uśmiechnęła się, po czym przybliżyła, żeby go pocałować. Już stykali się nosami, kiedy przerwał im dzwonek telefonu szatyna. Kobieta przewróciła oczami, podczas gdy Verdas puścił jej rękę, wyjął telefon i odebrał połączenie.
– Hało?… Nie, Megan, nie mogę teraz rozmawiać.
Na dźwięk jej imienia, Violetta zacisnęła pięść. Na samo jej wspomnienie, miała ochotę krzyczeć. Co więcej, strasznie denerwowało ją to, że Leon miał z nią kontakt. Nie chciała wybierać mu znajomych, ale wolałaby dziesięciu kumpli typu: diler, alkoholik albo homofob, niż Megan.
– Na razie.
Rozłączył się, po czym schował komórkę i ponownie przybliżył się do Castillo. Ta jednak odsunęła się i spojrzała mu w oczy.
– Ja…
Zmarszczył brwi.
– N-nie chcę, żebyś spotykał się z Megan.
Otworzył szeroko oczy. Ta reakcja zezłościła kobietę. Czuła się źle z tym, że stawia takie żądania, ale w jej sytuacji, nikt nie powinien się jej dziwić.
– Albo ona, albo ja.
Przez chwilę wpatrywał się w nią, po czym w końcu się odezwał.
– Violetta, przecież sobie to wyjaśniliśmy – między mną a Meg do niczego nie do…
– Nie mów na nią Meg – przerwała mu.
Nienawidziła, gdy ją tak nazywał. Carter była suką i nienawidziła tego, jak traktuje ją Verdas. Sprawiał, że w jego ustach jej imię brzmiało jakby była sympatyczną i zawsze pomocną przyjaciółką, a daleko jej do tego.
– Violetta, ona nic ci nie zrobiła! Do niczego między nami nie doszło! – podniósł głos.
W tej chwili miała ochotę jednocześnie krzyczeć i płakać; stać i kłócić się z nim, aż dopnie swego i odejść.
– Ty tak mówisz! – odpowiedziała równie głośno. – I wierzę ci, ale ona od początku utrzymywała inaczej.
– Co? – Spojrzał na nią jak na wariatkę.
Zaraz po wejściu do restauracji, rzuciła się jej w oczy Megan. Ubrana równie zdzirowato jak wcześniej, siedziała przy stoliku i rozmawiała przez telefon.
Szatynka nie chciała tutaj przychodzić. Postanowiła jednak przekonać się czego jeszcze chce od niej Carter. Castillo od początku jej nie polubiła, ale w tej chwili miała ochotę ją zabić. Wciąż do niej nie docierało, jak Leon mógł jej to zrobić. Ufała mu, myślała, że się zmienił, ale przekonała się na własnej skórze, że w jego przypadku to niemożliwe.
Mimo to postanowiła się z nim spotkać. Chciała wiedzieć, dlaczego jej to zrobił. W pewnej chwili zaczynała się zastanawiać, czy to nie przez ich kłótnię. Nie mogła być przecież z kimś, kto zdradza ją, jak tylko się o coś posprzeczają.
Zanim jednak do niego zadzwoniła, postanowiła spotkać się z Megan. Kobieta bardziej ubiegała o spotkanie niż Verdas, a Violetta była zbyt ciekawa jej zamiarów, żeby odmówić.
Takim oto sposobem znalazła się tutaj – w restauracji pełnej noży, widelców i przeróżnych innych rzeczy, nadających się do zrobienia krzywdy lasce, która przespała się z jej chłopakiem.
Wzięła głęboki oddech, po czym podeszła do stolika i zajęła miejsce naprzeciwko szatynki. Ta uśmiechnęła się na jej widok.
– Miło cię widzieć.
– Nie podzielam twojej radości – odpowiedziała z kamienną twarzą, mimo tego, że w środku gotowała się ze złości.
Denerwowało ją wszystko w Carter – dziwkarskie ciuchy, głupi uśmiech i to, że uważa się za lepszą. Bo co? Bo spała z Leonem? Najwyraźniej bardziej wyjątkowe jest z nim nie spać.
– Czego chcesz?
Megan, nie odpowiadając, wzięła do ręki menu i spytała, ignorując wypowiedź szatynki:
– Co zamawiasz?
Castillo skrzyżowała ręce na wysokości piersi i przewróciła oczami, okazując w ten sposób swoje zirytowanie.
– Musimy coś zamówić, bo inaczej nas stąd wyrzucą.
Westchnęła głośno.
– Wodę.
Carter przywołała kelnerkę, po czym złożyła zamówienie. Kiedy pracownica restauracji odeszła, szatynka spojrzała wyczekująco na swoją towarzyszkę. Z każdą minutą, była coraz bardziej wściekła. Miała ochotę stąd wyjść, zadzwonić do Leona i to z nim rozmawiać o wydarzeniu sprzed dwóch dni. 
– Czego chcesz? – powtórzyła pytanie sprzed kilku minut.
– Porozmawiać o Leonie.
Kto by się tego spodziewał, pomyślała i przewróciła oczami.
– Jedyną osobą z jaką będę rozmawiać o naszym związku jest Leon.
Szatynka w odpowiedzi zaśmiała się, czym jeszcze bardziej zdenerwowała Castillo. Kobieta z trudem powstrzymywała się, żeby nie odwrócić się do sąsiedniego stolika po widelec, którym wydłubałaby jej oczy.
– Jakim związku? Violu, naprawdę w to wierzysz? Myślisz, że pierwszy raz spałam z Leonem? Błagam cię, robimy to za każdym razem, gdy jestem w mieście. Pierwsza lepsza dziewczyna poznana w klubie nie jest w stanie go zmienić. Byłaś małym eksperymentem Leosia – teraz się znudził, więc możesz spadać.
Violetta wpatrywała się w nią wściekła.
– Nie wierzę ci.
Megan pochyliła się nad stołem.
– To lepiej uwierz – odpowiedziała wciąż się uśmiechając. – Powiedz mi, ile razy próbował się do ciebie dodzwonić?
Dwa, pomyślała. Verdas zadzwonił do niej dwa razy, zaraz po tym, jak wyszła z jego mieszkania. Nie przyszedł, nie nagrał się na sekretarkę, nie wysłał żadnej wiadomości. Szatynka zdała sobie sprawę z tego, że w ogóle nie próbował o nią walczyć. Dlaczego? Castillo od razu przyszły do głowy dwie opcje – albo uznał, że nie ma jak tego wytłumaczyć, więc lepiej dać sobie spokój, albo najzwyczajniej w świecie nie zależało mu na niej. Miał gdzieś, co myśli i co się z nią teraz dzieje. Tak czy siak – skończył z nią. 
Kobieta nie miała już niczego więcej do powiedzenia – ani Megan, ani Verdasowi. Wyszła więc. Szybkim krokiem skierowała się w stronę swojego mieszkania, walcząc ze łzami. Wiedziała, że to już koniec.
– Ona albo ja – powtórzyła i odeszła w stronę hotelu.

~*~

Przepraszam, że tak krótko.
Przepraszam, że tak nudno.
Przepraszam, że tak późno.
Chciałam, żeby rozdział był dłuższy, ale miałam dwa dosyć długie fragmenty i gdybym je dopisała, rozdział byłby z kolei za długi, a poza tym te fragmenty bardziej będą pasowały w niedalekiej przyszłości :).
Co do tego, że tak późno – ostatnio była taka duchota, że siedziałam w pokoju z zasłoniętymi oknami i przy wiatraku, oglądając chore seriale. Naprawdę nie byłam w stanie skleić jakiegoś sensownego zdania, więc sorry ;---;
Ogólnie ten rozdział wydaje mi się taki jakiś dziwny ;// Pisałam go półprzytomna, bo wczoraj do 3 gdzieś siedziałam, a o 7 rano moi sąsiedzi postanowili się spalić i wezwać 4 wozy strażackie plus karetka, więc jutro poprawię ten rozdział jeszcze raz ;D.
Teraz już znacie cały powód rozstania i jak zaczynałam z tymi wspomnieniami to planowałam właśnie po tym zerwaniu z nimi skończyć, ale teraz myślę, że mogłabym pisać to, jak Leon i Fiolka poradzili sobie po rozstaniu (no wiecie, ciąża Fiolki itd.) ale w sumie nie wiem ;D. Jak myślicie? 
Cóż, mam nadzieję, że nie wyszło to tak źle, jak mi się wydaje i czekam na Wasze opinie :).

Do następnego :*

Quinn <3

PS
Zapraszam na nowego bloga [KLIK]. Rozdział pojawi się 14.07 ;)

środa, 1 lipca 2015

Rozdział XIX ~ "Z Violettą to niemożliwe"



– Dzięki, Jocelyn. Wiszę ci przysługę – powiedział do słuchawki, wchodząc po schodach do swojego mieszkania pewien, że jest tam już szatynka.
– Nie ma za co. W końcu jesteśmy przyjaciółmi, przecież nie wsypałabym was.
Po wejściu do mieszkania, zatrzymał się gwałtownie. Była to naturalna reakcja na widok Megan stojącej naprzeciwko drzwi. Odwrócił głowę i odkrył, że mogło być jeszcze gorzej – pod ścianą stała Castillo, a z jej miny nie trudno było wyczytać, że wcale nie jest zadowolona.
– Joss, pogadamy później – rzucił i rozłączył się. – Co tutaj robisz?
Stanął obok szatynki i położył rękę na jej plecach w celu uspokojenia jej. Gest jednak nie podziałał i od razu wyczuł, że stała się jeszcze bardziej spięta. Nagle dotarło do niego, że jeszcze nie wyjaśnili sobie sprawy sprzed dwóch lat. Oboje zajęli się sobą zupełnie zapominając o przeszłości. Wiedział, że po tym spotkaniu, będą musieli o tym wszystkim porozmawiać. 
– Przyjechałam na urlop – uśmiechnęła się. – Stęskniłam się za tobą.
Podeszła do Verdasa i pocałowała go w policzek. Wiedział, że robi to specjalnie – jej celem było sprowokowanie Violetty. Co więcej – po tym, jak ta zaciskała palce na kluczach – wywnioskował, że Megan była na dobrej drodze do osiągnięcia celu.
– Jak tu weszłaś?
Kobieta sięgnęła po swoją torebkę i po chwili wyjęła z niej pęk kluczy. 
– Dałeś mi je, pamiętasz? – mówiąc to, nie oderwała wzroku od Violetty. Verdas wiedział, że lepiej będzie nie rozmawiać z nią w towarzystwie Castillo.
Westchnął głośno.
– Megan, możemy porozmawiać, kiedy indziej?
– Nie – odezwała się w końcu szatynka. – Ja wyjdę, a wy sobie porozmawiajcie.
– Violu. – Położył rękę na jej biodrze, kiedy się odwróciła.
– Jest okej, pogadamy jutro. – Pocałowała go na pożegnanie i opuściła mieszkanie.
Westchnął głośno i zamknął za nią drzwi.
Z lekkim zadowoleniem stwierdził w duchu, że szatynka nie była wściekła. Wiedział jednak, że czeka ich poważna rozmowa i nie był pewien czy będzie w stanie czekać na nią do jutra.
– Znowu jesteście razem – stwierdziła Megan za jego plecami. – Leon, naprawdę chcesz znowu marnować na nią czas?
Odwrócił się do niej.
– Meg, nie wtrącaj się – powiedział zdenerwowany postawą przyjaciółki i skierował się w stronę kuchni.
– Leon, jeśli myślisz, że będziecie żyli długo i szczęśliwie, to się mylisz. Oboje wiemy, że z Violettą to niemożliwe.
– Meg, nie pytałem cię o zdanie! – podniósł głos.
Nalał wody do dwóch szklanek i spojrzał na nią wyczekująco.
– Po co tu przyjechałaś?
Podniosła brwi.
– Widzisz? Jeszcze parę lat temu w życiu byś mnie tak nie potraktował. Lataj za nią dalej, a niedługo nie zostanie ci nikt poza nią.
– Megan, skończ z tym, do cholery, i powiedz mi, po co tutaj przyszłaś.
Westchnęła głośno i zrobiła obrażoną minę.
– Chciałam porozmawiać ze starym przyjacielem, ale widzę, że już go tutaj nie ma – oznajmiła, po czym oburzona opuściła jego mieszkanie.
Zawsze taka była, pomyślał. Nigdy nawet nie próbowała udawać, że wcale nie jest rozpieszczoną jedynaczką z bogatymi rodzicami. Wystarczało jedno słowo krytyki, a ta obrażała się i wychodziła. Verdas był już do tego przyzwyczajony. Wiedział, że za kilka dni zadzwoni do niego i jak gdyby nigdy nic, zaprosi go na kawę.

Sam nie wiedział, dlaczego zapukał do drzwi. Może po to, żeby zyskać więcej czasu na przemyślenie tego, co chce powiedzieć szatynce albo po to, żeby miała wybór czy chce z nim teraz rozmawiać, czy nie.
W każdym razie to zrobił i czekał z nadzieją, że mimo wszystko, Castillo mu otworzy.
Po paru sekundach, usłyszał jej kroki, a chwilę później ujrzał w progu jej sylwetkę. Na jego widok uśmiechnęła się lekko i pocałowała go, po czym wpuściła do mieszkania.
– Czego chciała Megan? – zapytała od razu.
Wiedział, że zapewne od wyjścia nie myślała o niczym innym. Dlatego między innymi, jak najszybciej do niej przyjechał.
– Trochę pogadała, obraziła się i wyszła.
Kiwnęła głową i schowała ręce w tylnych kieszeniach dżinsów.
– Przepraszam cię za nią. Nie miałem pojęcia, że tu przyjechała – oznajmił. – Mamy zaległą rozmowę.
Przytaknęła.
– Tak, mieliśmy porozmawiać o nas, a nie o Megan – odpowiedziała, po czym usiadła na kanapie.
Verdas już chciał zaprzeczyć, ponieważ oboje wiedzieli, że Carter to również temat, który muszą poruszyć, ale w końcu stwierdził, że lepiej będzie najpierw wyjaśnić to, co jest między nimi w tej chwili.
Po niecałej godzinie, doszli do wniosku, że w tej chwili nie mają innego wyjścia i muszą się ukrywać. To dopiero świeża sprawa, więc powinni trochę odczekać, aż w końcu oznajmią wszystkim, że się spotykają. Mieli jednak świadomość tego, że tak czy siak ani Diego, ani rodzice Verdasa nie przyjmą tego najlepiej. 
– Więc znowu się ukrywamy – podsumowała szatynka. – Będziemy mieli jakieś sekretne ksywki? A może wynajmiemy małe mieszkanie za miastem, w którym moglibyśmy się spotykać?
Zaśmiał się i założył jej kosmyk włosów za ucho. 
– Nie będzie tak źle – zapewnił ją. – Buenos Aires jest wystarczająco duże, żebyśmy mogli spędzać czas w mieście. Poza tym zawsze zostają nam jakieś wypady za miasto. Na przykład w przyszłym tygodniu jedziemy w delegację. Co prawda będziemy tam pracować, ale z pewnością znajdziemy choć trochę wolnego czasu, który będziemy mogli spędzić razem.
Uśmiechnęła się do niego i pocałowała go namiętnie. Po chwili jednak się oderwał.
– Ale musimy porozmawiać o Megan.
Przewróciła oczami.
– Leon, błagam cię, nie mówmy o tym. Było, minęło.
– Violetta, posłuchaj mnie.
– Nie, Leon. Po co w ogóle poruszasz ten temat? To tyl…
– Nigdy cię nie zdradziłem.
Spojrzała na niego. Widział w jej oczach zwątpienie i rozumiał ją. Wszyscy wiedzieli, jak wyglądało jego życie przed poznaniem Castillo i zapewne większość osób żyje w świadomości, że Leon mógłby zrobić coś takiego. Poza tym nie walczył o nią wystarczająco mocno, co z pewnością utwierdziło ją w przekonaniu, że ją zdradził.
– Proszę, posłuchaj mnie, okej?
Westchnęła, ale po chwili kiwnęła głową niechętnie.
– Ty i Violetta długo jesteście razem? – zapytała go, siadając na białej kanapie.
Wzruszył ramionami i nalał czerwone wino do dwóch kieliszków.
– Parę miesięcy.
– To coś poważnego?
Spojrzał na nią. Wiedział, że tak. Ale cholernie trudno było przyznać to na głos; udowodnić, że to wszystko jest prawdą. 
Cały wieczór spędził z Megan. Na co dzień kobieta mieszka w Paryżu, więc ich kontakt jest ograniczony. Jednak po scenie zazdrości, jaką zrobiła mu Castillo, nie miał nastroju do siedzenia w klubie całą noc, więc szybko przenieśli się do jego mieszkania. 
Wziął kieliszki i postawił je na szklanym stoliku, po czym usiadł w białym fotelu.
– Chyba mnie nie lubi, co? – zadała kolejne pytanie, przysuwając się.
Verdas od razu przypomniał sobie, jak jeszcze parę godzin temu szatynka stwierdziła, że kobieta wygląda i zachowuje się, jak „dziwka”. Nie miał pojęcia, dlaczego jest do niej tak źle nastawiona. Carter przecież nie zrobiła nic, żeby ta czuła się zagrożona.
– Skąd takie wnioski?
Wzruszyła ramionami.
Przysunęła się jeszcze bliżej i po chwili przybliżyła swoją twarz do jego. Wiedział, jakie ma zamiary i mimo tego, że jego reakcja była opóźniona przez promile, odsunął się zanim zdążyła zrobić cokolwiek więcej. 
– Megan, przestań.
– Przepraszam – odparła speszona.
Leon wiedział, że kiedyś podobał się kobiecie, ale już dawno wszystko sobie wyjaśnili i nie łączyło ich nic poza przyjaźnią. Pewien więc był, że jej zachowanie spowodowane jest alkoholem.
Po chwili milczenia, pochyliła się i sięgnęła po kieliszek wina. Niestety zanim zdążyła się oprzeć, upuściła kieliszek i oblała swoją białą sukienkę.
– Cholera – przeklęła i wstała.
Verdas zerwał się i przyniósł jej ręcznik, ale oboje mieli świadomość, że tego ubrania już nie da się uratować.
Westchnął głośno.
– Przyniosę ci coś do przebrania.
Zniknął w sypialni i po paru sekundach wrócił z pierwszą lepszą koszulką. Kiedy Megan już się przebrała, wspólnie zdecydowali, że lepiej będzie, jeśli o tej porze nie będzie już wracała sama do domu. Położyła się więc w jego sypialni, a on zasnął na kanapie.
Rano od razu skierował się pod prysznic. Zdjął ubranie, którego wolał nie pozbywać się, kiedy pijana szatynka spała za ścianą i wszedł do kabiny. Zanim jednak zdążył puścić wodę, usłyszał dzwonek do drzwi. 
Przeklął pod nosem i szybko włożył spodnie. Męcząc się z zamkiem skierował się do drzwi, ale uprzedziła go Carter. Po krótkiej chwili zobaczył, że na korytarzu stoi Violetta.
Kiedy tylko go dostrzegła, w jej oczach pojawiły się łzy, a on zdał sobie sprawę w jakim stanie ich zastała.
Drzwi otworzyła jej inna kobieta ubrana w jego koszulę, a za nią stał szatyn w samych spodniach, które co więcej dopiero zapinał.
Już miał coś powiedzieć, kiedy ta pokręciła głową i obróciła się na pięcie, po czym wybiegła z klatki schodowej.
– Violetta!
Pobiegł za nią, ale po wyjściu z klatki schodowej, zdążył ujrzeć już tylko jej sylwetkę znikającą we wnętrzu taksówki.

Kiedy się obudził, szatynka ubrana w jego koszulę, spała wtulona w jego tors. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Mieszkanie Castillo było tak małe, że noce spędzała na rozkładanej kanapie w salonie. Co więcej mebel nie był zbyt wygodny. Verdasowi od razu przypomniało się, dlaczego większość czasu spędzają w jego lokum.
Po chwili rzuciła mu się w oczy prawa ręka Violetty, która leżała na jego piersi. Odsłonił lekko nadgarstek, tak aby jej nie obudzić, i musnął palcami siniaki. Kompletnie o nich zapomniał, przez co nie poruszył tego tematu wczoraj.
Po paru minutach, szatynka otworzyła oczy i spojrzała na niego z lekkim uśmiechem. Po chwili również przeniosła wzrok na swoją rękę i westchnęła głośno.
– Przepraszam za to, że wyjechałam.
Wiedział, że próbowała zmienić temat, zanim jeszcze w ogóle się zaczął. Wczoraj już przeprosili się nawzajem wystarczająco dużo razy.
Już chciał odpowiedzieć, kiedy usłyszeli dzwonek do drzwi. Castillo wstała i w samej koszuli podeszła do drzwi. Po spojrzeniu w oko Judasza, odwróciła się gwałtownie i popatrzyła na niego spanikowana.
– To Diego! – krzyknęła szeptem. – Schowaj się!
Otworzył szeroko oczy i zerwał się z łóżka.
– Co on tu robi o ósmej rano?
– Nie mam pojęcia! Weź swoje rzeczy i schowaj się w łazience.
– Violetta, masz na sobie moją koszulę.
Przeklęła pod nosem, po czym podeszła do szafy. Ściągnęła z siebie ubranie i rzuciła je szatynowi. Następnie narzuciła na siebie różowy szlafrok.
– Nie będziesz rozmawiała z moim bratem ubrana w sam szlafrok.
– Leon, zamknij się i właź do tej łazienki!
Po usłyszeniu kolejnego dzwonka, zamknął się w łazience. Przyłożył ucho do drzwi i słuchał, jak ta idzie w stronę wejścia.

~*~

Przybywam z rozdziałem dziewiętnastym! ^-^ Jesu, ale ja się lenię ;O. Rozdział według mnie nie jest jakiś wybitny, ale lepszy niż poprzedni :D.
Ogólnie zepsułam jedno z dwóch najważniejszych wspomnień w opowiadaniu (to drugie najpewniej pojawi się w next ;)), ale mimo wszystko mam nadzieję, że nie jest aż tak źle.
Wiem, że teraz Leonetta jest przesłodzona i zapewne znajdą się tacy, którym to przeszkadza, ale w najbliższych rozdział taka właśnie będzie ^-^.
Next postaram się dodać, jak najszybciej. Wyjeżdżam na "wakacje" dopiero 20.07, więc do tej pory postaram się napisać jak najwięcej rozdziałów, ale mam w planach do zrobienia coś jeszcze (Nicol wcale nie szykuje nowego bloga), więc nic nie obiecuję :///.
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i czekam na Wasze opinie (i te dobre, i złe ;))

Do następnego :*

Quinn ;D

PS
W zakładce "Bohaterowie" jest już Megan ^-^.

piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział XVIII ~ "Ona wszystko powie Diego"



– Violetta, skąd to masz? – zapytał coraz bardziej zdenerwowany.
Szatynka wpatrywała się tylko w niego, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Przecież nie mogła powiedzieć mu prawdy. Wkurzyłby się tylko, a przecież nic wielkiego się nie stało. Każdemu mogłoby się to zdarzyć, ale Leon by tego nie zrozumiał. Zapewne bez zastanowienia, wyciągnąłby pochopne wnioski, mając gdzieś to, że był to tylko wypadek.
– Kochanie, nic się nie stało – powiedziała cicho, nie będąc w stanie wymyślić nic innego.
– Jak...
Ze zdenerwowania przerwała mu namiętnym pocałunkiem, który – mimo, że na początku się wahał – w końcu oddał. Po chwili jednak chciał się oderwać, więc Castillo spanikowała i pogłębiła pocałunek, a następnie wsunęła ręce pod jego koszulkę i dotknęła torsu. Uśmiechnęła się lekko, kiedy poczuła, że łapie ją za biodra. 
– Leon? Violetta?
Natychmiast oderwali się od siebie. Violetta zamknęła oczy, mając nadzieję, że to tylko jej wyobraźnia płata jej figle, ale po odwróceniu się zobaczyła Francescę. Spojrzała na Verdasa, ale on wpatrywał się w swoją przyjaciółkę nie wiedząc, co zrobić.
– Rozumiem, że to właśnie o tym nie chciałeś mi powiedzieć – stwierdziła, krzyżując ręce na wysokości piersi.
Przez chwilę przyglądała się im obojgu, po czym usiadła dokładnie na środku kanapy szatyna.
– Nie spieszyłaś się gdzieś? – zapytał Leon.
Włoszka wyciągnęła telefon i po chwili pisania wiadomości ponownie go schowała. Wskazała najpierw swoją lewą stronę i szatynkę, a potem prawą i Verdasa. Spojrzeli na siebie, ale oboje nie mieli zamiaru się z nią kłócić, więc posłuchali jej i zajęli swoje miejsca.
– Mam rozumieć, że spotykacie się ze sobą za plecami Diego.
Szatynka chciała przytaknąć, ale Leon ją uprzedził.
– Nie – odpowiedział, a ta spojrzała na niego. Jak to nie, od razu pojawiło się w jej głowie. – My tylko…
– Wy tylko co? – Powędrowała wzrokiem od jednego do drugiego.
– Nic – odezwała się w końcu. Jeśli Verdas twierdził, że nie spotykają się ze sobą, to kim ona była, żeby zaprzeczać?
Dopiero teraz uświadomiła sobie, jaka głupia była, myśląc, że Leon nagle się zmieni? Nigdy nie łączyło ich nic poza łóżkiem i szatyn najwyraźniej nawet po tym wszystkim nie miał zamiaru tego zmieniać.
Łudziła się, że teraz wszystko będzie wyglądało inaczej; że w końcu zbudują prawdziwy związek, ale przecież znała go dobrze. Z kimś takim, jak Leon jest to niemożliwe.
– Mieliśmy chwilę słabości, ale to się więcej nie powtórzy. – Wstała. – Przepraszam, ale muszę już iść.
Głos Leona jej nie zatrzymał. Wyszła jak najszybciej z jego mieszkania i po chwili znalazła się na ulicy pełnej ludzi. Bez zawahania ruszyła dalej, kiedy usłyszała sygnał swojej komórki. Wiedziała, że to Leon i to właśnie dlatego nie odebrała.

Kiedy poczuła czyjeś dłonie na swoich biodrach, wiedziała, że należą do szatyna. Usta na jej szyi tylko utwierdziły ją w tym przekonaniu. Uśmiechnęła się lekko, ale zaraz przypomniała sobie w jakim miejscu się znajdują.
– Leon, przestań – powiedziała. – W każdej chwili ktoś może tutaj wejść.
Westchnął i obrócił ją przodem do siebie, po czym szybko pocałował w usta.
– Tęskniłem za tobą – oznajmił muskając jej nos swoim. – Co robisz?
Uśmiechnęła się do niego lekko i zarzuciła mu ręce na szyję.
– Robię kawę mojemu szefowi, żeby przeprosić go za to, że w piątek tak uciekłam i nie odbierałam jego telefonów.
Pocałował ją namiętnie.
– Ja przepraszam. Spanikowałem przed Francescą. Wszystko już jej wyjaśniłem i… nie jest zbytnio zadowolona, ale nic nikomu nie powie.
Kiwnęła głową.
Kiedy tylko usłyszała jakieś kroki, odsunęła się od Verdasa i oboje spojrzeli na drzwi, w których po chwili pojawił się Diego. Jego wzrok od razu powędrował na Castillo.
– Violetta? Co ty tutaj robisz?
Szatynka spojrzała na swojego byłego chłopaka zdziwiona. Była pewna, że ktoś mu powiedział o tym, że dostała tutaj pracę.
– Violetta została moją asystentką – wyjaśnił młodszy z braci. – Myślałem, że ojciec cię o tym poinformował.
Od razu wyczytała z twarzy bruneta, że nie miał o niczym pojęcia – co więcej, nie jest z tego zadowolony. Ona również nie skakała z radości na myśl o tym, że teraz dzień w dzień będzie musiała go widywać, ale nie miała wyjścia. 
– Dlaczego zatrudniłeś ją bez zapytania mnie o zdanie?
Brwi młodszego Verdasa od razu powędrowały w górę. 
– Violetta, poczekaj na mnie w moim gabinecie, okej?
Miała wielką ochotę tam zostać i zobaczyć jak dalej potoczy się ta rozmowa, ale wiedziała, że to by  tylko pogorszyło sytuację, więc opuściła pomieszczenie i skierowała się do gabinetu szatyna. Na miejscu, nie będąc w stanie usiedzieć, chodziła w kółko, czekając na Leona. 
Kiedy po kilku minutach, wszedł do pomieszczenia, usiadł na swoim krześle i przyciągnął ją do siebie tak, aby usiadła mu na kolanach. Spojrzała na niego pytająco, czekając aż coś powie.
– Diego nie jest zachwycony, ale szczerze mówiąc, nie ma w tej kwestii nic do gadania – oznajmił, po czym pocałował ją namiętnie, nie dając szansy na powiedzenie czegokolwiek. – Powiedziałem mu też, żeby nie zaczepiał cię w pracy.
Oparła swoje czoło o jego.
– Dziękuję. – Spojrzała mu w oczy. – Powinniśmy porozmawiać.
Szatynka nie ukrywała, że w tej chwili sama nie wiedziała, co łączy ją z Leonem. Pragnęła już na wstępie to z nim wyjaśnić, żeby uniknąć nieporozumień. Nie chciała, żeby sytuacja ze spotkania z Francescą się powtórzyła.
– Obiecuję ci, że porozmawiamy, ale nie tutaj. Przyjdź po pracy do mnie. Będę musiał coś jeszcze załatwić, ale masz klucze.
Kiwnęła głową.
Jego wzrok powędrował na jej prawą rękę, która spoczywała na piersi szatyna. Delikatnie odsunął rękaw różowej koszulki i musnął palcami siniaki.
– O tym też porozmawiamy.
– Dobrze.
Nie miała jednak zamiaru powiedzieć mu prawdy. Wiedziała, że szczerość jest ważna, ale Leon, gdyby wiedział, co się stało z jej nadgarstkiem, wkurzyłby się i nie docierałoby do niego to, że tak naprawdę nic się nie stało.
Pocałował ją namiętnie, kiedy usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi. Castillo odskoczyła od niego pewna, że zaraz zobaczy Diego. Ich oczom jednak ukazała się Jocelyn z jakimiś papierami w ręku. Spojrzała na nich zdziwiona.
– Przepraszam, j-ja… Powinnam była zapukać, przepraszam. P-przyjdę później.
Kiedy tylko wyszła, szatynka spojrzała spanikowana na mężczyznę.
– Leon, ona wszystko powie Diego.
– Spokojnie, porozmawiam z nią, okej?
Kiwnęła głową mimo, że nie była do końca przekonana co do tego, czy Jocelyn posłucha Verdasa.

Wyjęła klucz, żeby otworzyć drzwi od mieszkania szatyna, kiedy spostrzegła, że są otwarte. Od razu pomyślała, że najwyraźniej Leon załatwił to, co miał załatwić wcześniej niż się spodziewał i wrócił już do domu.
Weszła do mieszkania i położyła torebkę na stoliku.
– Kochanie, gdzie jesteś?! – krzyknęła sprzed pokoju.
Usłyszała czyjeś kroki i uśmiechnęła się pewna, że to Verdas. Zza ściany jednak wyszedł ktoś inny.
– No proszę. Któż to wrócił – uśmiechnęła się sztucznie. – Mam nadzieję, że stać cię na bilet w drugą stronę.
Zaraz po wyjściu z pracy, szatynka sprawdziła godzinę na komórce. Jeśli już nic więcej nie stanie jej na przeszkodzie, spóźni się o jedynie piętnaście minut, jednak biorąc pod uwagę to, że lunch muszą zjeść w miejscu z dala od miejsca pracy Leona, zapewne zostanie im jakieś dwadzieścia. Miała serdecznie dość ciągłego ukrywania się, ale kochała szatyna i wiedziała, że jeśli nie chce go stracić, musi dać mu czas. Już i tak robił postępy. Castillo nie miała wątpliwości co do tego, że jeszcze żadnej kobiecie nie pozwolił trzymać swoich rzeczy w jego mieszkaniu ani na odwrót. Z pewnością nie wyznał też żadnej innej miłości.
Według Francesci jak na Verdasa to i tak wiele, ale Violetcie wciąż to nie wystarczało. Pragnęła poznać jego rodzinę, znajomych, zamieszkać z nim. Miała jednak świadomość, że na to będzie musiała poczekać i była na to gotowa, ale jej oczekiwanie z pewnością nie będzie trwało wieczność.
Kiedy tylko przekroczyła próg, spostrzegła, że mężczyzna nie siedzi sam. Dokładnie przyjrzała się jego towarzyszce, ale po chwili miała już pewność, że jej nie zna. Strój kobiety również jej nie pocieszał – obcisła sukienka we wzór w kwiaty i czarna skórzana kurtka to na pewno nie jest look godny bibliotekarki czy nauczycielki, a szczerze mówiąc właśnie takie koleżanki wybrałaby Leonowi.
Zdenerwowana poprawiła włosy i naciągnęła koszulkę uwydatniając swoje piersi, po czym podeszła do ich stolika. Kobieta podniosłą wzrok w tej samej chwili, w której Castillo stanęła za szatynem. Usiadła na krześle obok, a kiedy odwrócił się w jej stronę, pocałowała go namiętnie, demonstrując, kim dla niego jest.
– Cześć, kochanie – powiedziała ze sztucznym uśmiechem mimo, że w środku gotowała się ze złości. Leon nie miał czasu odebrać telefonu od niej, ale znalazł go na to, żeby porozmawiać z tą kobietą. Tak, Violetta Castillo była zazdrosna.
– Hej, Violu – odparł, jak gdyby nigdy nic. – Poznaj, Megan.
Kobieta uśmiechnęła się równie sztucznie i wyciągnęła rękę. Szatynka niechętnie uścisnęła ją, po czym spojrzała na Verdasa, oczekując wyjaśnień.
– Megan to moja stara znajoma – oznajmił. – Czekałem tu na ciebie i przypadkiem na siebie wpadliśmy.
Kiwnęła głową, ale wcale nie podobała jej się ta znajoma. Zastanawiała się, dlaczego Leon nie może przyjaźnić się z samymi mężczyznami albo chociaż kobietami takimi, jak Francesca.
– Muszę już lecieć. Miło było cię poznać – zwróciła się do Violetty. 
Kiedy się podniosła, Leon wstał i pocałował ją w policzek. 
– Zadzwonię później i umówimy się na jakiegoś drinka czy coś w tym stylu – zaproponowała, a szatyn się zgodził.
Po jej odejściu usiadł, a Castillo spojrzała na niego z wyrzutem.
– Co?
– Nic – wzruszyła ramionami, sięgając po menu. – Co zamawiasz?

~*~

Nie podoba mi się ten rozdział ^-^. Taa, w sumie nie wiem, czemu, ale tak po prostu jest ;D. Pozostaje mieć nadzieję, że następny będzie lepszy ;).
Btw chciałam go dodać dopiero w przyszłym tygodniu, ale DZISIAJ WAKACJE NANANANANANANANA <333. Tak serio to nie czuję tych wakacji, ale... ;D. 
Ten rozdział jest jeszcze w miarę nudny, ale teraz musi być parę takich, żeby później było ciekawiej ^-^.
Bez rozpisywania się XD.
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i czekam na Wasze opinie :*

Do następnego :*

Quinn <3