Krótko, zwięźle i na temat - 13.06 mam zakończenie roku, więc postaram się w miarę aktualnie coś dodawać, ale! Wcześniej już Wam pisałam gdzieś o tym, że w moim laptopie nie działa klawiatura, dlatego parę poprzednich rozdziałów pisałam ze szkolnego lapka. Wraz z zakończeniem muszę oddać laptopa, a swój naprawię dopiero w Polsce (w lipcu), więc jeśli do wtorku nic się tutaj nie pojawi, wrócę dopiero w lipcu. Sorka, ale nie za bardzo mam inne opcje xD.
Do kiedyś :* :D
piątek, 2 czerwca 2017
piątek, 14 kwietnia 2017
26. ~ "Jedź ostrożnie"
Cztery miesiące później...
Ze snu wyrywa mnie odgłos dzwonka do drzwi. Robię to, co zwykle, gdy słyszę ten dźwięk – olewam i liczę, że ten, kto postanowił go wywołać, pójdzie sobie. Nigdy nie działa...
Dlatego też, kiedy osoba dzwoni po raz czwarty, wzdycham głośno i otwieram oczy. Odwracam się w prawo po to, aby ujrzeć Catherine, która leży na brzuchu i obejmuje poduszkę obiema rękoma.
– Powinieneś sobie załatwić tę zawieszkę na klamkę informującą, żeby ci nie przeszkadzać, jak w hotelach – mówi zaspanym tonem, wciąż nie otwierając oczu.
– Przemyślę to – odpowiadam, po czym podnoszę się i wstaję z łóżka. Dzwonek zdąża zadzwonić jeszcze kilka razy w czasie, w którym kieruję się do drzwi wejściowych. Otwieram je zanim upierdliwa osoba po drugiej stronie zdąża zadzwonić po raz kolejny, a moim oczom ukazuje się Eva.
Zanim zdążam zejść wzrokiem niżej, czuję jak coś przytula się do mojej nogi.
– Cześć, Leon – mówi Teddy z uśmiechem, patrząc na mnie z dołu, a ja próbuję sobie przypomnieć, co ona tu robi. Przysięgam, że już prawie wiem, kiedy Eva odzywa się, udowadniając, że jest wiedźmą czytającą w myślach:
– Zapomniałeś, prawda?
Albo po prostu dobrze mnie zna.
Uśmiecham się do niej przepraszająco, po czym otwieram szerzej drzwi i wpuszczam je do środka.
– Lara, wyjazd, opieka nad Teddy? – Eva rzuca te hasła, wchodząc, najwyraźniej licząc na to, że one pomogą mi przypomnieć sobie, co się właściwie dzieje i nie będzie musiała mi tego tłumaczyć. Co dziwne – to działa.
– Wiem! Lara wyjechała z gościem, którego imienia nie pamiętam na weekend, mam się zająć Teddy, ponieważ wy dzisiaj nie możecie – kończąc uśmiecham się triumfalnie. Eva zakłada ręce na piersi i stara się zachować poważny wyraz twarzy, ale potrafię dostrzec na niej cień uśmiechu.
Zanim zdąża mi odpowiedzieć, w salonie pojawia się Catherine.
– Cześć, Eva – mówi z uśmiechem.
Na jej widok matka Lary już nawet nie próbuję ukryć radości. Kąciki jej ust podnoszą się w szerokim uśmiechu, a ręce opadają na boki. Witają się krótkim uściskiem, a zaraz potem Cath skupia swoją uwagę na Teddy. Mojej uwadze nie umyka fakt, że szatynka tuli moją dziewczynę o wiele dłużej niż mnie. Owszem, jestem zazdrosny.
– Co będziemy dzisiaj robić? – pyta, kiedy w końcu się odrywa.
– Będziemy wycinać zawieszki na klamki – odpowiada jej blondynka, spoglądając na mnie ze znaczącym uśmiechem. Najwyraźniej przypomnienie jej sobie, co robi tutaj moja ciotka zajęło krócej niż mnie. Nie, żebym był zdziwiony, w tym związku to ona jest tą bardziej zorganizowaną i nigdy temu nie zaprzeczałem.
– Postaram się przyjechać i odebrać ją najszybciej jak się da, abyście nie spóźnili się na tę imprezę – zwraca się do mnie Eva. – A ty postaraj się jej nigdzie nie zgubić – dodaje.
Zerka w stronę Teddy, opowiadającej o czymś Catherine, która siedzi przed nią po turecku na podłodze i wygląda na zainteresowaną jej słowami. Następnie swoje spojrzenie, kieruje w moją stronę i uśmiecha się do mnie znacząco, ale ja w odpowiedzi przewracam tylko oczami, po czym odprowadzam ją do drzwi. Żegnam się z nią i wracam do salonu.
– Nie obiecałyście mi czasem zawieszek na klamki? – pytam, zwracając na siebie ich uwagę.
– Jak bardzo jesteśmy spóźnieni? – pytam szukając miejsca parkingowego w pobliżu klubu, w którym Diego postanowił spędzić swoje urodziny.
Catherine wyjmuje komórkę, na której sprawdza godzinę, po czym odpowiada:
– Bardzo.
Wzdycham głośno, parkując w końcu i opadam na oparcie.
– Myślisz, że zauważył?
– Przez trzy godziny miał czas na to by wystarczająco się upić, aby zapomnieć – odpowiada, odwracając się w moją stronę. Odwzajemniam jej spojrzenie i po chwili patrzenia na siebie wybuchamy śmiechem.
Pochylam się i szybko całuję, po czym razem opuszczamy auto i kierujemy się w stronę wejścia do klubu, trzymając się za ręce.
Zaledwie pięć minut później przekonuję się o tym, że Diego rzeczywiście miał dość czasu aby się upić i zapomnieć o jakichkolwiek żalach. Widzę to z daleka, zanim jeszcze docieramy do stolika. Niestety z tej odległości nie zauważam siostry mojego przyjaciela. Przykuwa ona moją uwagę dopiero, po tym jak witamy się z wszystkimi. Unosi wzrok i uśmiecha się lekko na mój widok, ale dopiero po chwili dostrzega, że nie jestem sam. Zanim jednak zdąża cokolwiek powiedzieć, Catherine ją zauważa.
– Hej, jestem Catherine. Mam wrażenie, że skądś cię kojarzę, poznałyśmy się? – pyta z uśmiechem.
– Em... Violetta – Szatynka podaje rękę Cath. – Jestem siostrą Diego.
– Oh – odpowiada blondynka i kątem oka spogląda na mnie. Mimo, że od incydentu po naszej pierwszej "randce" nie spotkała Violetty, doskonale wie, kim jest i dlaczego nie rozmawiać o tym z Diego. Na nasze szczęście reszta naszego towarzystwa jest już na tyle pijana bądź zajęta, że nawet nie zauważa tej niezręcznej chwili. Szczęściarze...
– Cześć – mówię do Violetty, nie mając pojęcia co robić, a ona odpowiada mi lekkim, lecz zawiedzionym uśmiechem. – Czego się napijesz? – pytam Cath, chcąc jak najszybciej stąd uciec.
– Zaskocz mnie – odpowiada z uśmiechem i odruchowo dotyka czułym gestem mojego ramienia, a ja pewnie nie przywiązałbym do tego większej uwagi, gdyby nie to, że kątem oka dostrzegam spojrzenie Castillo. Jesteśmy tu zaledwie dziesięć minut, a ja już żałuję, że nasza winda nie uwięziła nas na kilka godzin.
Przez ostatnie cztery miesiące, nauczyłem się mnóstwo rzeczy o związkach – niektóre były proste do przyswojenia, inne trudniejsze; niektóre mniej ważne, inne bardziej. Po dwóch godzinach na tej pieprzonej imprezie, mogę bez zastanowienia stwierdzić, że nie powinno się przebywać w tym samym pomieszczeniu z aktualną dziewczyną i laską, z którą kiedyś łączyło cię małe coś... Okej, może wciąż lekko łączy.
Kiedy przebywam w jej pobliżu, dochodzi do niezręcznych sytuacji i spojrzeń, takich jak ta, która miała miejsce na początku imprezy. Kiedy jednak wraz z Cath oddalamy się, czuję na sobie jej wzrok nawet wtedy, kiedy nie ma możliwości mnie zobaczyć. Boję się całować własną dziewczynę, bo nie chcę, aby zobaczyła to szatynka i nawet nie mam pojęcia dlaczego. Zaczynam wariować, dlatego to chyba odpowiednia chwila, aby Was uprzedzić – nigdy nie powtarzajcie mojego błędu.
Kto by pomyślał, że Leon Verdas będzie dawał wam porady dotyczące związku? Ja nie.
Staram się być cały czas zajęty, bo kiedy tak nie jest, odruchowo szukam wzrokiem Violetty i nie potrafię tego powstrzymać. Podczas jednej z takiej chwil, znajduję ją, kiedy wychodzi przed klub i chociaż wiem, że to ostatnia rzecz jaką powinienem zrobić, postanawiam pójść za nią.
– Idę się przewietrzyć – rzucam do Cath, siedzącej obok i szybko kieruję się do wyjścia. W trakcie tego mam jednocześnie nadzieję, że nie dotrę tam zanim wsiądzie do taksówki i odjedzie jak i na to, że wciąż będzie stała przed klubem.
Pada jednak na opcję numer dwa, dlatego kiedy wychodzę, dostrzegam ją opierającą się o ścianę budynku zaledwie parę metrów od wyjścia.
– Hej, wszystko okej? – pytam, podchodząc i zwracam tym na siebie jej uwagę.
– Em... tak. Jak najlepiej – odpowiada, ale potrafię wyczuć w jej głosie, że nie mówi prawdy. Właśnie dlatego podchodzę bliżej i opieram się plecami o ścianę obok niej.
Dobra, ściemniam – wcale nie dlatego. Ale właściwie nie wiem dlaczego i nie potrafię się inaczej usprawiedliwić, dlatego zostańmy przy pierwszej wersji i udajcie, że w nią wierzycie.
Przez parę kolejnych chwil stoimy w ciszy, patrząc przed siebie.
– Dobrze wyglądasz – odzywa się w końcu szatynka.
– Dzięki, ty też – rzucam, nie wiedząc, co innego odpowiedzieć. Chyba nie muszę wam mówić, że to zdecydowanie najbardziej niezręczny wieczór mojego życia.
– Więc... masz dziewczynę – bardziej stwierdza niż pyta. Nie potrafię rozpoznać po jej tonie, co czuje wypowiadając te słowa.
– Ta, może dowiem się, co widzisz w tych całych związkach – odpowiadam żartobliwym tonem, próbując rozluźnić atmosferę.
Związek z Catherine mi pasuje, ale tylko dlatego, że choć nazywamy się parą, wiem, że nasza relacja jest dość specyficzna. Ja skupiam się na swojej karierze pilota, a Cath studiuje aby zostać psychologiem, w międzyczasie gdzieś razem wychodzimy albo po prostu spędzamy wspólnie czas w moim mieszkaniu. Mamy inne priorytety i nie przeszkadza to żadnemu z naszej dwójki. I choć blondynka jest wspaniała i uwielbiam spędzać z nią swój wolny czas, ciężko mi sobie wyobrazić chociażby zamieszkanie z nią. Od czterech miesięcy jesteśmy mniej więcej na tym samym etapie związku i zmienia się tylko to, że dowiadujemy się o sobie więcej rzeczy. Wiemy, że prędzej czy później się sobie znudzimy i przestaniemy odgrywać tę szopkę, ale póki co nam to pasuje.
– Powodzenia – odpowiada, a ja dopiero teraz uświadamiam sobie, że nie widziałem z nią jej narzeczonego.
– Nie przyszłaś z Connor'em – zauważam.
– Colton'em – poprawia mnie, próbując powstrzymać uśmiech.
– Ta, nieważne. – Zerkam na nią, czekając aż powie coś więcej. Z początku nie odwzajemnia mojego spojrzenia. Zamiast tego wpatruje się przed siebie i wygląda jakby się nad czymś wahała.
– Zerwaliśmy – mówi w końcu, wciąż nie patrząc na mnie.
Unoszę brwi zaskoczony, a przez moją głowę przewija się mnóstwo bezsensownych i nieuzasadnionych myśli.
– Kiedy? – pytam i karcę się w myślach za to, że nie zadbałem o to, aby mój ton brzmiał bardziej obojętnie. Boże, ja naprawdę bawię się w te dziewczyńskie gierki?
Wzrusza ramionami i w końcu na mnie spogląda.
– Jakiś czas temu.
– Kto zerwał? – Tym razem zmieniam swój ton, ale przy takim pytaniu to i tak nie ma większego sensu. Nie potrzeba geniusza, aby zauważyć, że jestem tym zainteresowany.
– Ja.
Wiem, co sobie myślicie – dlaczego to zrobiła, dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziała i dlaczego zerwała ze mną z powodu swojego narzeczonego, skoro i tak zakończyła ich związek. Szczerze mówiąc, mnie też to nurtuje, ale nie zadam żadnych z tych pytań. Uzasadnienie jest proste – może i nie czuję do Catherine tego samego, co do Violetty i prawdopodobnie nigdy tego nie poczuję, ale wciąż ją szanuję i zależy mi na niej. W dodatku z nią jest prościej, a gdyby Castillo chciała zmienić coś pomiędzy nami, powiedziałaby mi to wcześniej.
Nie mogę się jednak powstrzymać przed zadaniem innego pytania.
– "Jakiś czas temu" oznacza bardziej wczoraj czy pół roku temu?
Szatynka waha się i przez chwilę nic nie mówi. W końcu odrywa się od ściany i już kiedy mam nadzieję, że otrzymam odpowiedź, ona postanawia zignorować moje pytanie.
– Jestem zmęczona, lepiej pojadę już do domu.
Staram się ukryć to, jak jestem zawiedziony i nie naciskam. Wolę stawiać sprawy prosto – gdyby chciała odpowiedzieć, zrobiłaby to. Nie będę jej do tego zmuszać.
Kiwam głową.
– Zadzwonić ci po taksówkę? – proponuję, wyciągając już komórkę z kieszeni.
– Nie, przyjechałam samochodem – odpowiada z lekkim uśmiechem powoli oddalając się, obrócona tyłem do kierunku, w którym idzie. Widząc zmartwienie na mojej twarzy, szybko dodaje: – Nie piłam. Ja i alkohol to złe połączenie. Ale ty wiesz to najlepiej.
Mimowolnie uśmiecham się na wspomnienie pijanej Violetty walącej w moje drzwi.
– Jedź ostrożnie.
Kiwa głową.
– Trzymaj się – rzuca, po czym odwraca się, a ja obserwuję jak znika w swoim aucie, a chwilę potem odjeżdża spod klubu.
Wracam do środka i przez kolejną godzinę staram się choć na chwilę zapomnieć o Castillo, ale mimo, że szatynki nie ma już z nami w lokalu, nie chce opuścić moich myśli i nie potrafię się skupić na niczym innym niż jej słowa.
Siedzę właśnie przy stoliku z Catherine i staram się włączyć w rozmowę, którą prowadzi z Federico, kiedy czuję wibracje mojego telefonu w kieszeni. Wyciągam aparat i nawet nie próbuję ukryć zaskoczenia, kiedy na wyświetlaczu dostrzegam imię Evy. W ciągu sekundy przemyka mi przez głowę milion scenariuszy, w których Teddy dzieje się coś na tyle złego, że jej babcia postanawia dzwonić do mnie o drugiej w nocy.
Niewiarygodnie szybko przepraszam osoby przy stoliku i wychodzę z klubu, aby odebrać połączenie.
– Halo?
– Leon... Lara miała wypadek.
Do wypadku doszło zaledwie kawałek od klubu, w którym byliśmy, dlatego dotarcie do szpitala, w którym wylądowała Lara nie zajmuje nam długo. Ja, Catherine i rodzice Lary czekamy w poczekalni na jakiekolwiek wieści, a w międzyczasie zostaję wtajemniczony w to, co dokładnie się stało.
Jak się okazuje moja kuzynka pokłóciła się z Pajacem (tak, wciąż traci czas z tym gościem), dlatego postanowili skrócić swój weekendowy wyjazd. Niestety nie pomyśleli o fakcie, że Pajac pił alkohol tuż przed posadzeniem swojego tyłka przed kierownicą i spowodowali wypadek, uderzając w inny samochód. Na tę chwilę wiemy tylko tyle, że w drugim pojeździe była kobieta i również leży w tym szpitalu.
Siedzimy w ciszy, oczekując na jakiekolwiek informacje od lekarzy. Gapię się w sufit, powstrzymując pragnienie aby w coś albo kogoś walnąć, podczas gdy Cath siedzi po mojej lewej stronie i ściska moją dłoń, dodając mi otuchy.
– Gdzie jest Teddy? – pytam, kiedy przypominam sobie, że nikt mi nie powiedział, co się z nią dzieje.
– Poprosiłam naszą sąsiadkę, aby z nią została – odpowiada Eva. – Ale nie może tam siedzieć całą noc, ktoś będzie musiał tam wrócić.
– Ja mogę to zrobić – zgłasza się na ochotnika Catherine, wiedząc, że żadne z naszej trójki tego nie zrobi. – Zabiorę ją do mieszkania Leona.
– Byłabym wdzięczna – odpowiada jej moja ciotka, a blondynka posyła jej lekki uśmiech.
– Odprowadzę cię – proponuję, wiedząc, że potrzebuję się przewietrzyć. Moja dziewczyna kiwa głową i po chwili kierujemy się razem w stronę wyjścia ze szpitala.
Przed budynkiem czekam z nią w ciszy na taksówkę, a kiedy pojazd się pojawia przytulam ją na pożegnanie.
– Zadzwonię rano – zapewnia mnie, a ja kiwam głową, bo ciężko mi wysilić się na jakąś inną odpowiedź.
Następnie obserwuję jak wsiada do auta i znika w ciemności, po czym jeszcze przez chwilę stoję w miejscu, ponieważ trudno mi się ruszyć i wrócić do środka.
W końcu biorę głęboki oddech i kieruję się w stronę szpitala. Ku mojemu zdziwieniu tuż przed wejściem dostrzegam Fran i Diego. Brunet stoi oparty o ścianę, podczas gdy Włoszka znajduje się tuż obok i trzyma rękę na jego ramieniu. Kiedy się zbliżam, podnosi wzrok i mnie dostrzega:
– Leon?
Marszczę brwi.
– Co tu robicie?
Diego spogląda na mnie równie zaskoczony, co Fran i odpowiada:
– Violetta miała wypadek, kiedy wracała do domu. Walnął w nią jakiś pijany kierowca, zaledwie kawałek od klubu.
Właśnie w tym momencie dostaję odpowiedź na pytanie, które zadawałem sobie jeszcze kilka chwil temu, i które brzmiało: Czy ten wieczór może być jeszcze gorszy?
Owszem, może.
~*~
Łohoho, co się dzieje? Dwa rozdziały w ciągu tygodnia? Jesus... xD
A tak serio to pls zauważcie, że miałam dłuższe wolne, nie oczekujcie kolejnego tak szybko xDD. Wracam do szkoły we wtorek, postaram się w tym czasie chociaż zacząć rozdział na NSR i może do przyszłego weekendu go dodam? Ale nic nie obiecuję, żeby nie było ;p.
Co do tego u góry – podoba mi się bardziej niż poprzedni, w końcu coś się dzieje ;p. Zbliżamy się wielkimi krokami do końca i jestem podekscytowana, aby poznać Wasze zdanie zarówno na temat końca tego opowiadania, jak i drugiej części ;p.
Mam nadzieję, że Wam również to u góry podobało się bardziej i czekam na Wasze opinie ;D
Do następnego :*
Quinn :)
sobota, 8 kwietnia 2017
25. ~ "Małe coś"
Sięgam po komórkę, aby sprawdzić, która jest godzina i właśnie w tej chwili dostaję smsa od Francesci.
Nie dam rady przyjść. Moja koleżanka jest w drodze, ładna blondynka :)
Marszczę brwi i zaczynam się zastanawiać o jakiej koleżance mowa. Ręki sobie uciąć nie dam, ale nie wydaję mi się, że Francesca wspominała o jakiejś znajomej, kiedy wyciągała mnie na kolację. Wzdycham głośno i już wybieram numer Włoszki, kiedy zauważam, jak do restauracji wchodzi blondynka. Wyciąga z torebki swoją komórkę i wygląda, jakby czytała wiadomość. Marszczy brwi, po czym wzdycha głośno i rozgląda się po lokalu i kiedy jej spojrzenie pada na mnie, wyciągam rękę i jej kiwam.
Zrezygnowana podchodzi do mnie i kiedy jest już na tyle blisko, abym ją usłyszał, zerka na komórkę i odzywa się:
– Przystojny szatyn? – pyta z uśmiechem, siadając naprzeciwko.
– Ładna blondynka?
Śmieje się.
– Fran nie mówiła, że będziemy jeść z kimś jeszcze.
– Mnie też nie – odpowiadam i nie muszę się już zastanawiać, co jej takiego wypadło w ostatniej chwili.
– Ona wcale nie zamierzała tu przyjść, prawda?
Bez zastanowienia kręcę głową.
Tak naprawdę to nawet nie jestem specjalnie zdziwiony, powinienem przewidzieć, że kiedyś do tego w końcu dojdzie. Odkąd ja i Violetta przestaliśmy rozmawiać, Francesca ubzdurała sobie, że skoro mogłem z nią wejść w pewnego rodzaju związek, z inną laską też to zrobię. Dlatego próbuję mnie na siłę swatać z kim popadnie, żebym przypadkiem nie wrócił do Castillo.
Wyciągam rękę nad stołem.
– Leon – przedstawiam się.
– Catherine – odpowiada, podając mi swoją dłoń. – Nie spotkaliśmy się już gdzieś?
Przez chwilę się zastanawiam nad odpowiedzią.
– Byłaś na urodzinach Fran? – przypominam sobie. – Z wysokim brunetem w okularach.
– Ugh, nie przypominaj mi o nim – mówi, a uśmiech na jej twarzy lekko przygasa.
– Frajer?
Przytakuje.
– Zerwaliśmy niedawno, pewnie dlatego Francesca to ustawiła, przepraszam.
Marszczę brwi.
– Brzmi znajomo. Myślałem, że to przeze mnie.
Unosi brew i śmieje się.
– Dwie sprawy za jednym razem – komentuje. – Wiesz... skoro oboje nie chcemy tu być, może po prostu...
– Zwińmy się i powiedzmy Fran, że rozmowa się nie kleiła – dokańczam za nią.
Uśmiecha się.
– Jestem za.
Tsa, wiecie... właściwie to rozmowa się kleiła całkiem nieźle... Nawet bardzo dobrze, biorąc pod uwagę, że czekając na taksówkę, nasze usta postanowiły poznać się bliżej, a kilkanaście minut później jesteśmy w moim budynku i wjeżdżamy windą na moje piętro, nie przerywając obściskiwania się.
No co? Nie tego Fran chciała?
Stoimy na środku pustej windy, całując się, kiedy zatrzymujemy się na moim piętrze. Niestety wciąż się od siebie nie odrywamy, kiedy drzwi się rozsuwają, ukazując Violettę. Dostrzegam ją kątem oka i od razu przerywam pocałunek, ale mina Castillo sugeruje, że i tak wszystko widziała. Nawet jeśli nie, to Catherine wciąż obejmuje moją szyję, a moje ręce wciąż spoczywają na jej tyłku.
– Violetta... – zaczynam, wychodząc z windy. Catherine idzie za mną lekko zdezorientowana.
– Muszę iść, spieszę się – przerywa mi i szybkim krokiem wchodzi do windy.
Nie robię nic poza staniem w ciszy i wpatrywanie się w zamknięte drzwi windy przez następne kilka chwil, Może i zrobiłbym coś więcej, gdybym w ogóle ogarnął co się właśnie stało i dlaczego czuję się winny.
– To chyba sygnał, abym wracała do domu. Miło było – odzywa się Catherine, przypominając mi o swojej obecności. Odwracam się w jej stronę i z zaskoczeniem stwierdzam, że nie wygląda na specjalnie złą czy nawet zdziwioną.
Rusza w stronę windy, a ja przez chwilę nie mam zamiaru reagować w żaden sposób. Ale potem wściekam się na Violettę i na siebie za to, że pozwoliłem jej ze sobą zrobić to, co zrobiła. Nie mam zamiaru teraz czekać, aż narzeczony Castillo umrze albo ona zdecyduje, że jednak go nie lubi – Catherine to pierwszy krok, aby zamknąć etap szatynki i udawać, że nigdy nic się nie stało.
– Catherine, czekaj! – Na dźwięk mojego głosu zatrzymuje się i odwraca. – Przepraszam. Moglibyśmy udawać, że pięć ostatnich minut nie miało miejsca?
Przez chwilę dostrzegam na jej twarz zawahanie, ale już po kilku sekundach pojawia się na niej delikatny uśmiech.
– Masz szczęście, że cię polubiłam.
– Spałeś z nią?! – Fran krzyczy tak głośno, że nie mam wątpliwości co do tego, że cała knajpa ją usłyszała i wie, co wczoraj robiłem. – Nie mogę uwierzyć, że mi to zrobiłeś!
Marszczę brwi.
– Zaraz, a nie to miałem zrobić? – Teraz naprawdę się pogubiłem. Po co Francesca aranżowała mi w tajemnicy spotkanie z jakąś laską, skoro nie chciała, żebym się z nią przespał?
– Oczywiście, że nie! Po co miałabym szukać ci laski do łóżka?! Sam byś sobie ją znalazł! – Widząc moje pytające spojrzenie, kontynuuje: – Specjalnie umówiłam cię z laską, która zachowuje się jak ty, abyście zjedli razem kolacje, znaleźli wspólne tematy do rozmowy, a potem umówili się jeszcze raz!
Teraz rozumiem jeszcze mniej...
– Po co?
– Chwila – przerywa Diego, zanim Fran zdąża mi odpowiedzieć. – Umówiłaś Leona z jego żeńską wersją i liczyłaś na to, że będą chodzić na randki zamiast po prostu się ze sobą przespać? Mówimy o tym samym Leonie?
– Mogłaś mu od razu wynająć prostytutkę i liczyć na to, że się z nią ożeni – dodaje Federico.
Francesca kładzie głowę na stole i przez chwilę panuje kompletna cisza. Po niecałej minucie ją podnosi i spogląda na mnie błagalnie.
– Błagam, umów się z nią jeszcze raz. Daj jej szansę.
Kręcę głową.
– Jak ostatnim razem spotkałem się z laską więcej niż jeden raz, pożałowałem – oznajmiam.
– Kiedy niby ostatnim razem spotykałeś się z jedną laską? – wtrąca się Diego, marszcząc brwi.
Włoszka przewraca oczami, po czym mu odpowiada:
– Pamiętasz tę waszą sąsiadkę?
Najwyraźniej zwisa mi już nawet to czy Diego się dowie.
– Nadal nie mam pojęcia o jakiej sąsiadce ciągle mowa – oznajmia Diego. Widzę po nim, że najchętniej ciągnąłby ten temat, ale na szczęście dostrzega za oknem taksówkę, która ma zabrać jego i Federico na lotnisko. Obaj żegnają się, po czym zabierają swoje rzeczy i opuszczają lokal, zostawiając mnie sam na sam z Francescą. Co dziwne – chyba pierwszy raz w życiu mi się to nie podoba.
Kiedy tylko znikają, Fran wpatruje się we mnie, jakby liczyła, że samym spojrzeniem zmusi mnie do zwierzeń. Kręcę głową, próbując jej w ten sposób zakomunikować, że nic z tego.
– Muszę spadać – mówię i od razu wstaję, pragnąć jak najszybciej uciec. Ona jednak przechyla się przez stół i z powrotem ciągnie mnie na moje miejsce.
– Nigdzie nie idziesz. Pogadamy – oznajmia tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Przyznaj, że lubisz Catherine.
Wzruszam ramionami.
– Nieźle całuje.
– Gdyby nie Violetta, spróbowałbyś chociaż dać jej szansę – stwierdza.
– Przecież pięć minut temu sam to przyznałem.
– Nie, nie przyznałeś, że nie chcesz spróbować, bo wciąż myślisz o niej. Naprawdę będziesz sam sobie wmawiał, że tak nie podobał ci się ten wasz cały związek?
Krzywię się na słowo "związek". To zdecydowanie nieodpowiednie słowo.
– Fran, chyba naoglądałaś się za dużo komedii romantycznych – odpowiadam.
Wpatruje się we mnie.
– Umówmy się...
– Nie – przerywam jej. – Na nic się z tobą nie umawiam.
– Umówmy się, że ja będę z tobą szczera, a ty odwdzięczysz mi się tym samym.
– Nie.
– Jaka szkoda, że twoje zdanie się nie liczy – oznajmia. – Ja zacznę. – Bierze głęboki oddech, po czym podnosi na mnie wzrok. – Spotykam się z Diego. Wow, to nie było aż takie trudne.
Parskam śmiechem, ale po chwili zauważam jej poważne spojrzenie.
– Boże, ty nie żartujesz – mówię z przerażeniem. – Zgwałcił cię? Szantażuje cię? Czujesz potrzebę zaniżenia swojego poziomu? Fran, to da się leczyć.
Unosi brew.
– Twoja kolej.
– Nie – odpowiadam, po czym biorę chwilę, aby przetrawić jej słowa. Krzywię się z obrzydzenia. – Od kiedy?
Wzdycha głośno.
– Mniej więcej odkąd ze sobą nie sypiamy – mruczy pod nosem.
– Ohyda – odpowiadam z wciąż skwaszonym wyrazem twarzy.
– Właśnie dlatego o niczym ci mówiłam, wiedziałam, że tak zareagujesz – mówi i wyczuwam w jej głosie, że jest wkurzona. – Twoja kolej.
– Mam tak nad tym przejść do porządku dziennego?
– Wierzę, że jakoś przeżyjesz. No dalej, mów.
Wzdycham głośno i opadam na oparcie, patrzę w sufit i od niechcenia odpowiadam.
– Mogłem poczuć... małe coś do Violetty.
– Małe coś?
– Małe coś – potwierdzam.
– Okej, i co dalej?
– Mogę nadal czuć to małe coś.
Fran kiwa głową.
– Wiesz... do Catherine też mógłbyś poczuć "małe coś" – oznajmia.
– Mam dość małych cosiów, na zawsze.
– Okej – odpowiada, po czym sięga po moją komórkę i przepisuje do niej jakiś numer ze swojej. – Mam tylko nadzieję, że bierzesz pod uwagę, że Catherine jest inna niż Violetta. I potrafiłaby docenić to, że darzysz ją "małym czymś". – Po tych słowach, przesuwa moją komórkę z powrotem z moją stronę, po czym wstaje. – Pomyśl o tym – oznajmia. Następnie pochyla się i całuje mnie w policzek, a potem opuszcza lokal.
Wzdycham głośno, po czym sięgam po aparat i zerkam na jego wyświetlacz. Uśmiecham się na widok nazwy kontaktu "Może nowe małe coś" i przez chwilę się w nią wpatruję. Nie wiem, czy to zaufanie do Fran mnie do tego popycha czy desperacka chęć zapomnienia o małym czymś między mną i Violettą, ale po chwili mój palec ląduje na zielonej słuchawce, a komórka przy uchu.
Catherine odbiera po kilku sygnałach.
– Halo?
– Hej, tu Leon. Ten, z którym wczoraj spałaś.
Słyszę jej śmiech po drugiej stronie.
– Cześć, Leonie, z którym wczoraj spałam.
Przez chwilę nic nie mówię, zbierając się na pytanie, które zaraz zadam.
– Chciałabyś może wyskoczyć gdzieś na kolację?
Teraz to ona milczy, najwyraźniej rozważając moją propozycję, a ja sam nie wiem na jaką odpowiedź mam nadzieję,
– Podaj czas i miejsce.
~*~
Em, jako że ten rozdział jest kiepski, to może nie będę się na jego temat rozpisywać ;p. Ale mam Wam dużo do napisania, bo długo mnie nie było, więc miło by było, jakbyście przeczytali resztę ;D.
Po pierwsze – nie hejtujcie Catherine ;p. To ma być pozytywna postać, taka żeńska wersja Leona, która w przyszłości mu się przyda i będzie bardzo ważną postacią w drugiej części, więc radzę się do niej przyzwyczaić i nie skreślać jej tak od razu ;p. Jakby co to jest już w Bohaterach od dłuższego czasu ;).
Druga sprawa jest taka, że tak – będzie druga część, będzie przeskok w czasie siedem lat, będzie w niej więcej Teddy i wciąż będzie o Leonetcie ;D. Planuję w następnym rozdziale zrobić już taki jakby wstęp do końca i myślę, że skończę to opowiadanie za jakieś 4-5 rozdziałów ;). Postaram się Was zaskoczyć i mam nadzieję, że spodoba się Wam mój pomysł na koniec, bo jest on strasznie stary i milion razy przerabiany, ale siedzi mi w głowie odkąd zaczęłam to opowiadanie i wciąż chcę go wcielić w życie, więc myślę, że to coś znaczy :D. Jakby co to zaczęłam już pisać 01. i myślę, że się Wam spodoba :). A przynajmniej mam taką nadzieję XD.
Kolejna rzecz to to, że mam teraz tydzień ferii, a jako, że w Sztokholmie wczoraj doszło do ataku terrorystycznego, a sprawca mieszka na mojej dzielnicy (nie żartuję, naprawdę.) to nie mam zamiaru wychodzić z domu w najbliższym czasie, postaram się wykorzystać ten czas na pisanie ;p. Po feriach jednak będę miała c.d. egzaminów, które decydują o moich ocenach końcowych, a trafiła mi się m.in. polityka w Szwecji, więc będę musiała nad tym usiąść i raczej nie znajdę dużo czasu na bloga niestety ;/. Na samym końcu jednak mam matmę i angielski, a z tym nie powinnam mieć problemów, więc możliwe, że wtedy postaram się pisać :).
No i najmniej ważna sprawa to to, że bawiłam się ostatnio fanvidami. Nie są o Leonetcie, ale stwierdziłam, że to tu zostawię, może komuś się spodoba :D: https://www.youtube.com/watch?v=w6nHARxGMmc
Tyle, koniecznie napiszcie mi co myślicie o rozdziale i treści tej przydługiej notki ;D
Do następnego :*
Quinn ;)
Druga sprawa jest taka, że tak – będzie druga część, będzie przeskok w czasie siedem lat, będzie w niej więcej Teddy i wciąż będzie o Leonetcie ;D. Planuję w następnym rozdziale zrobić już taki jakby wstęp do końca i myślę, że skończę to opowiadanie za jakieś 4-5 rozdziałów ;). Postaram się Was zaskoczyć i mam nadzieję, że spodoba się Wam mój pomysł na koniec, bo jest on strasznie stary i milion razy przerabiany, ale siedzi mi w głowie odkąd zaczęłam to opowiadanie i wciąż chcę go wcielić w życie, więc myślę, że to coś znaczy :D. Jakby co to zaczęłam już pisać 01. i myślę, że się Wam spodoba :). A przynajmniej mam taką nadzieję XD.
Kolejna rzecz to to, że mam teraz tydzień ferii, a jako, że w Sztokholmie wczoraj doszło do ataku terrorystycznego, a sprawca mieszka na mojej dzielnicy (nie żartuję, naprawdę.) to nie mam zamiaru wychodzić z domu w najbliższym czasie, postaram się wykorzystać ten czas na pisanie ;p. Po feriach jednak będę miała c.d. egzaminów, które decydują o moich ocenach końcowych, a trafiła mi się m.in. polityka w Szwecji, więc będę musiała nad tym usiąść i raczej nie znajdę dużo czasu na bloga niestety ;/. Na samym końcu jednak mam matmę i angielski, a z tym nie powinnam mieć problemów, więc możliwe, że wtedy postaram się pisać :).
No i najmniej ważna sprawa to to, że bawiłam się ostatnio fanvidami. Nie są o Leonetcie, ale stwierdziłam, że to tu zostawię, może komuś się spodoba :D: https://www.youtube.com/watch?v=w6nHARxGMmc
Tyle, koniecznie napiszcie mi co myślicie o rozdziale i treści tej przydługiej notki ;D
Do następnego :*
Quinn ;)
sobota, 28 stycznia 2017
24. ~ "Mam narzeczonego"
Ważna notka na dole ;)
Najpierw słyszę dźwięk naciskania klamki, dopiero potem walenia w drzwi. Wzdycham głośno, po czym podchodzę do wejścia ze szklanką w ręku. Otwieram, a moim oczom ukazuje się Violetta, która szybko wchodzi do środka i zamyka za sobą drzwi.
– Leon! – mówi na samym wstępie tonem, w którym wyczuwam pretensje.
– Szczęśliwego Nowego Roku – odpowiadam, po czym biorę łyka wody i wracam do części kuchennej, żeby odłożyć szklankę do zlewu. Szatynka idzie za mną.
– Musisz zostawiać otwarte drzwi, kiedy jesteś sam albo dać mi klucze, bo nie mogę stać pod twoim mieszkaniem i się dobijać, kiedy Diego mieszka naprzeciwko.
Opieram się o blat.
– Miałbym zostawiać drzwi otwarte dla włamywaczy za każdym razem, kiedy wylatuje?
Jej wyraz twarzy łagodnieje i delikatnie się uśmiecha.
– Od kiedy masz z tym problem?
Wzruszam ramionami, po czym wyjmuję z szuflady klucz i rzucam jej nad wyspą kuchenną.
– Dziękuję – mówi, kiedy go łapie. Wyjmuje z torebki pęk reszty swoich kluczy i doczepia go. W tym czasie ja obchodzę wyspę i staję naprzeciwko niej. Podnoszę jej głowę i ją całuję. Oddaje pocałunek, ale już po chwili się odrywa.
– Nie – oznajmia. – Musimy porozmawiać.
– Nic nie musimy – odpowiadam i wracam do jej ust, zdejmując w tym samym czasie jej płaszcz i torebkę. Odkładam je na stołek barowy i, nie odrywając się od niej, prowadzę Castillo do kanapy.
Niestety ona postanawia się zatrzymać i przerwać pocałunek.
– Nie, to ważne – mówi stanowczym tonem, więc odpuszczam... na chwilę. – Nie jesteś nawet odrobinę ciekaw czy po twoim wyjeździe, za który swoją drogą cholernie dziękuję, mój ojciec nie rozpowiedział wszystkim, że przyłapał nas na obściskiwaniu się w środku nocy?
– A powiedział?
– Nie i chyba nie ma zamiaru.
Ignoruję drugą część jej wypowiedzi i odpowiadam:
– Więc nie.
Ponownie się do niej pochylam, ale ona się odsuwa. Wzdycham głośno.
– Co jeszcze? – pytam, ponownie się przybliżając, ale tym razem do jej szyi.
– Mogę tu dzisiaj przenocować?
Podnoszę głowę i patrzę na nią ze zmarszczonymi brwiami.
– Narzeczony cię wykopał? – Kiedyś nauczę się jego imienia, potrzebuję tylko trochę czasu, okej?
– Mogliśmy się troszeczkę posprzeczać.
– O? – Nie pytajcie, dlaczego mnie to interesuje. Zamiast tego znajdźcie odpowiedź w jakiś inny sposób i wyślijcie mi ją mailem, bo sam też chętnie się dowiem.
– Mogłam trochę pomylić jego imię.
HA! I co? Nie tylko ja mam problem z tym żałosnym imieniem!
Chwila...
– Z?
– Z twoim.
– I?
– Chyba nie skojarzył tego z tobą, ale się zdenerwował?
– To znaczy, że mamy go na chwilę z głowy?
– Na chwilę, ale...
– Nic więcej nie muszę wiedzieć – mówię, po czym podnoszę ją i niosę w stronę kanapy, a ona chichocze, ale już nie protestuje.
Gdyby parę miesięcy temu, ktoś powiedział mi, że obudzę się leżąc na łyżeczkę z siostrą mojego kumpla, prawdopodobnie pośmiałbym się, a potem zjadł jakąś pizzę.
Zjadłbym pizzę...
Po krótkim namyśle postanawiam jednak skupić się na pierwszej części tego zdania i wynagrodzić sobie brak pizzy obecnością Violetty.
Całuję ją w miejscu za uchem, kiedy dostrzegam, że zaczyna się przebudzać. Odwraca się w moją stronę i złącza nasze usta.
Mógłbym się do tego przyzwyczaić...
Nie. Nie powiedziałem tego. Nie mógłbym. Nigdy. W. Życiu.
Kiedy słyszę dźwięk jej komórki, nie odrywając się, sięgam do szafki nocnej po jej stronie i biorę z niej komórkę, po czym nie patrząc na wyświetlacz, przeciągam czerwoną słuchawkę. Violetta z początku nie protestuje, ale kiedy dźwięk dzwonka rozbrzmiewa po raz drugi, odrywa się i sięga po komórkę.
Wzdycham głośno i kładę się na plecach, kiedy ona odbiera.
Chyba wszyscy wiemy, który kretyn dzwoni.
– Halo?... Emm, u Diego... Tak, yhym...Zobaczę, później.... Tak, dzisiaj... Na razie...
Nie umknęło mojej uwadze, że podczas rozmowy co chwile zerkała na mnie i od razu się spięła.
Po odłożeniu komórki kładzie się na boku, twarzą zwrócona do mnie, ale nic nie mówi.
Dzięki, kretynie, za popsucie nastroju.
– Nie powinniśmy porozmawiać o twoim ojcu? – mówię w końcu.
– Ty mi powiedz. Przecież chciałeś olać temat.
– Dlatego, że twoje cycki – których długo nie widziałem – przesłaniały mi obraz i nie podszedłem do sprawy zbyt poważnie.
Unosi brwi, ale widzę, że powstrzymuje się aby nie wybuchnąć śmiechem.
– Myślisz, że twój ojciec komuś powie?
Wzrusza ramionami.
– Co najwyżej mamie.
Patrzę na nią wyczekująco aby powiedziała coś więcej.
– Ona raczej niekoniecznie się przejmie.
– Nie?
– Nie przepadają za Coltonem...
– Twoi rodzice nie przepadają za twoim narzeczonym.. – Kiwa głową na potwierdzenie. – Twój brat nie przepada za twoim narzeczonym. – Od niechcenia powtarza gest. – I nawet ty za nim nieszczególnie przepadasz.
– Tutaj to przesadziłeś.
Unoszę brwi. Nie, nie przesadziłem. Nikt mi nie wmówi, że Violetta lubi tego gościa.
– Jeśli kiedykolwiek cokolwiek rozumiałem, właśnie przestałem.
Spuszcza wzrok i nic nie mówi.
– Czemu z nim nie zerwiesz?
Przez chwilę siedzimy w ciszy. W końcu podnosi wzrok, przygryzając wargę i kręci głową.
– Nie chcę rozmawiać o tym z tobą – oznajmia w końcu.
– Ze mną?
– Z tobą – potwierdza i jest to najbardziej stanowcza rzecz, jaką kiedykolwiek do mnie powiedziała.
Niektóre ofiary losu mają talent do psucia nastroju. Nie, żebym wskazywał palcem – nie jesteście głupie, same możecie wskazać palcem Colton'a. W każdym razie ja mam talent do przywracania nastroju, dlatego nie dziwcie się, że półgodziny po tej niezręcznej rozmowie, obściskuję się z Castillo pod moim prysznicem.
A przynajmniej obściskiwałem. Dopóki ktoś nie postanowił przerwać.
Odrywamy się gwałtowne od razu po usłyszeniu głosu wołającego mnie Diego, który dochodzi z mojego mieszkania.
– Nawet nie mów, że nie zamknąłeś drzwi na klucz.
– Ty wchodziłaś ostatnia – bronię się.
– To twoje mieszkanie! – krzyczy szeptem, a ja z braku argumentów, wychodzę z kabiny prysznicowej.
Owijam się w pasie ręcznikiem i opuszczam łazienkę, po czym kieruję się do salonu połączonego z kuchnią. Tam stoi już Diego i nie wygląda na zbyt szczęśliwego.
Ciekawe, jakby wyglądał, gdyby przyszedł tu piętnaście minut wcześniej i zastał mnie ganiającego się po mieszkaniu z jego nagą młodszą siostrą...
– Ty i Federico musicie przestać czuć się tu, jak u siebie w domu – oznajmiam wchodząc i zwracam tym na siebie jego uwagę. – Czego?
– Musimy pogadać – odpowiada.
– Pospiesz się, jestem zajęty.
– Po pierwsze, gdzie moje kluczyki?
Wzdycham głośno. Naprawdę to jest tak niecierpiące zwłoki?
Wyjmuję z szuflady jego kluczyki, po czym mu je oddaję.
– Nie masz mi nic do powiedzenia? Ukradłeś mój samochód i uciekłeś, kiedy spałem, a potem nie odbierałeś telefonu!
Wielkie mi rzeczy. Kiedy ostatnim razem ukradłem samochód kumplowi w liceum, rozbiłem go, a jego rodzice próbowali wsadzić mnie do poprawczaka. Diego natomiast ma pełen bak i auto w nienaruszonym stanie – mógłby okazać choć trochę wdzięczności.
– Tobie? Do powiedzenia? – Udaję, że zastanawiam się nad odpowiedzią. – Właściwie to tak. Fotele w twoim aucie są cholernie niewygodne, zrób coś z tym.
Nie czekając na jego odpowiedź, odwracam się i kieruję z powrotem do sypialni.
– Zamknij za sobą drzwi – rzucam przez ramię.
Wracam do łazienki, ale zastaję ją pustą. Idę więc do sypialni, a tam jest już prawie ubrana Castillo.
Na dźwięk otwieranych drzwi odwraca się w moją stronę.
– Wyszedł już?
– Tak, spławiłem go – mówię powoli, obserwując jej ruchy. – Co robisz?
– Miałeś rację.
– Kiedy? – Marszczę brwi.
Mam rację naprawdę często, skąd mam wiedzieć, o który raz chodzi tym razem?
– W domku moich rodziców, kiedy powiedziałeś, że to nie wyjdzie i powinniśmy to zakończyć – oznajmia, pakując szybko swoje rzeczy do torebki, po czym zabierając ją i kierując się do drzwi.
Ta, tym razem akurat nie miałem racji.
Staję między nią a drzwiami i kładę ręce na jej ramionach.
– Violetta, to tylko Diego.
Spuszcza wzrok i odpowiada:
– Mam narzeczonego.
– Od kiedy nas to obchodzi? – Coś przegapiłem.
– Od teraz – mówi i wyrywa mi się, po czym wychodzi, nie reagując na mnie, gdy ją wołam.
I to nie jej reakcja jest najdziwniejsza, a to, że się tym przejąłem.
Co się dzieje?
~*~
Ten rozdział jest taki beznadziejny, że żałuję, że wcześniejsze rozdziały tak określałam, bo teraz nie wiem, co odda moje uczucie temu czemuś xd.
Przepraszam, obiecuję, że do końca weekendu usiądę, zaplanuję rozdziały i będą one choć odrobinę lepsze.
Ale zanim to zrobię, mam do Was sprawę ;D. Mianowicie początkowy plan na to opowiadanie był taki, że dojdę do pewnego momentu (który będzie niedługo) potem coś tam się wymyśli, na bieżąco, żeby pociągnąć to dalej, bo naprawdę uwielbiam pisać Leonem. Ale niedawno wpadł mi taki pomysł, aby skończyć to opowiadanie szybciej, a potem napisać drugą część. Byłaby to kompletnie nowa fabuła, ale jakby na podstawie tego, co działo się w tym opowiadaniu. To będą jakby konsekwencje decyzji podjętych tutaj i w pewnym momencie nowa historia, bo charaktery Leona i Fiolki się trochę zmienią, ale nie do końca bo wciąż będzie miała bardzo dużo wspólnego ze starą ;p. Mam nadzieję, że w miarę zrozumiale to wyjaśniłam, jak nie to pytajcie, a ja postaram się odpowiedzieć ;D. W każdym razie, pisze o tym teraz, bo w tej nowej części, byłby duży przeskok czasowy. Chciałabym, żeby Teddy była w nim już w takim wieku nastoletnim, bo to mi z pewnością urozmaici fabułę i będzie o wiele ciekawiej z buntowniczą wersją Teddy (jakby co Teddy będzie tam o wiele więcej ;p). Dlatego też planuje przeskok o 7 lat, ale wtedy Leon będzie miał 34 lata, więc wolę spytać, czy będzie to dla Was problem, bo pamiętam, że na heroes nie pasowało niektórym, że Leon ma 30 lat XDD. Podkreślam, że jakby styl pisania będzie taki sam, po prostu Leon będzie troszkę bardziej odpowiedzialny i zmienią się mu priorytety ;p. Dajcie znać, co myślicie ;)).
No i oczywiście, nie oznacza to, że skończę tę część z dwa rozdziały, muszę jeszcze pomyśleć w jakim momencie to zrobię ;).
Czekam na Wasze opinie ;*
Do następnego ;)
Quinn ;*
środa, 21 grudnia 2016
23. ~ #TeamLeon
Leżę i gapię się w sufit, czekając. Właściwie to powinienem przestać się łudzić, że ten idiota przestanie chrapać jakąś godzinę temu. W sumie na chwilę przestałem, ale nie jestem zbyt cierpliwy, więc moje próby zaśnięcia zostały przerwane po jakichś pięciu minutach.
Przypomnijcie mi, żebym po powrocie do domu wysłał go do jakiegoś lekarza – oczywiście na jego koszt. Mógłbym mu to zafundować na Święta, gdyby nie to, że kretyn podstępem mnie tu wywiózł – już nigdy w życiu ode mnie nic nie dostanie.
Wzdycham głośno i postanawiam wyjść po szklankę wody. Przysięgam, że gdybym jeszcze chwilę z nim został, udusiłbym kretyna poduszką.
W kuchni jest ciemno, oświetla ją jedynie księżyc, mimo to od razu dostrzegam siedzącą na blacie Violettę. Wpatruje się przed siebie i nie dostrzega mnie nawet wtedy, gdy opieram się o framugę i stoję tak z dwie minuty.
– Lunatykujesz czy co? – pytam w końcu, a ona wzdryga się i od razu przenosi wzrok na mnie.
– Nie strasz mnie! – krzyczy szeptem, po czym zerka na zegarek znajdujący się na kuchence. – Jest trzecia, co tu robisz?
Unoszę brwi i wchodzę do pomieszczenia.
– Powiedz to swojemu durnemu, chrapiącemu bratu – mówię, nalewając sobie wody do szklanki.
– Przynajmniej nie śpiewa.
Zamieram ze szklanką przy ustach i patrzę w jej stronę.
– A śpiewał? – pytam, łudząc się, że żartowała. Niestety potwierdzenie w postaci kiwnięcia głowy, rozwiewa wszelkie wątpliwości. Postanawiam jednak zmienić temat, zanim obraz śpiewającego przez sen Diego wedrze się do mojej głowy. – Co tu robisz?
Wzrusza ramionami.
– Myślę.
– O?
Patrzy na mnie przez chwilę, przygryzając wargę.
– Nie powiem ci – oznajmia po chwili zastanowienia.
– Nie? – Staję naprzeciwko niej i przybliżam się.
– Jesteśmy w kuchni, ktoś może wejść – mówi, ale mimo to uśmiecha się i minimalnie zbliża swoją twarz do mojej.
– Jest trzecia nad ranem – zauważam. – Wszyscy śpią.
Nie zaprzecza. Co więcej – to ona całuje mnie pierwsza. Moje dłonie od razu wędrują na jej plecy, podczas gdy ona zarzuca ręce na moją szyję i po chwili czuję jej palce na moim karku i we włosach. Oplata mnie nogami w pasie, kiedy przenoszę pocałunku na jej szyję. Nie zostaję tam jednak długo, już po chwili wracam do jej ust. Całuję je dopóki nie słyszę chrząknięcia...
Dopiero po chwili dociera do mnie, co usłyszałem. Szybko odrywam się od Violetty i odsuwam, a ona zeskakuje z blatu. Kierujemy spojrzenia w stronę drzwi... prosto na ojca szatynki.
Gdy tylko przerywamy rusza i mija nas na drodze do lodówki. Wyjmuje z niej mleko, po czym wlewa sobie trochę do szklanki i odkłada. Obserwujemy w milczeniu, jak wraz ze szklanką odchodzi w stronę wyjścia.
– Późno już – rzuca tylko.
Kiedy znika z zasięgu naszego wzroku, odwracam się do szatynki.
– Powie komuś?
Zakrywa usta dłonią i kręci głową.
– Nie mam pojęcia.
Byłem pewien, że kolacja z rodziną Violetty i Diego była najbardziej niezręcznym spotkaniem, jakie przeżyłem – aż do dzisiaj i do śniadania z ich ojcem. Znowu obecna jest cała rodzinka, ale jedyne osoby, które dostrzegam to siedząca naprzeciwko mnie Violetta i jej ojciec, który co chwila na mnie zerka. Czuję się winny za każdym razem, kiedy podnoszę wzrok i przypadkiem moje spojrzenie pada na szatynkę – wszystko tuż przed jego nosem i bacznym spojrzeniem, bo gapi się przez cały czas. Nie jestem nawet pewien czy w ogóle mruga.
Przynajmniej najwyraźniej nikomu nie powiedział.
Jeszcze...
Przysięgam, że zrobił bym wszystko, aby odwrócić swoją uwagę.
– Leon, masz jakąś dziewczynę? – zwraca się do mnie matka Diego.
Nie, nie o to mi chodziło.
Nie trudno się domyślić, że jego ojca również zainteresowała odpowiedź na to pytanie. I Kretyna z imieniem zaczynającym się na literę C. Cameron? Charlie? Cyrus? Colin?
Nie, za cholerę nie zgadnę. Spytam Violetty przy najbliższej okazji.
Albo i nie...
Bądźmy szczerzy, nikogo nie obchodzi imię tego debila. Chyba, że nie jesteście #TeamLeon, wtedy właściwie to nie wiem, co tu robicie. Wy też powinnyście się nad tym zastanowić. Kiedy skończycie, nie zapomnijcie kupić sobie koszulki z moją podobizną, a potem możecie wrócić.
– Nie – odpowiadam niepewnie i obserwuje reakcje wszystkich. Ojciec Violetty wygląda jakby chciał mi przypieprzyć, ale to by się pewnie nie zmieniło, nawet gdyby odpowiedź była twierdząca. Jej matka natomiast lekko się uśmiecha, a narzeczony z kretyńskim imieniem na C przygląda mi się podejrzliwie.
– Tato, wydaje mi się, że okno w moim pokoju jest nieszczelne, mógłbyś później to sprawdzić? – mówi Violetta, próbując odwrócić ode mnie uwagę. Niestety jej ojciec ma inne plany, więc najzwyczajniej w świecie ją olewa.
– Wolisz jednorazowe romanse? – zwraca się do mnie, a ja zastygam. Reakcja Violetty jest podobna.
#TeamLeon... byłyście wspaniałe. Będę za Wami tęsknić, kimkolwiek jesteście. Pora się jednak pożegnać, bo zaraz zostanę zabity. Przypilnujcie, żebym w trumnie miał dobrze ułożone włosy. Niech wyglądają tak, jakbym dopiero co wstał. Jeśli będą ulizane, nawiedzę każdą z Was.
– Spróbuj znaleźć dziewczynę, która nie będzie miała problemu ze znikaniem na tydzień po to, żeby wrócić na dwa dni i lecieć dalej – odpowiada za mnie Diego, najwyraźniej myśląc, że Castillo czepiał się w ten sposób jego. Moje włosy i ja, jesteśmy wdzięczny za mały mózg Diego.
Tym razem jego matka zmienia temat:
– Jak się wam mieszka w Seattle? – zwraca się do Violetty.
– Może być – odpowiada Violetta obojętnie, najwyraźniej bardziej skupiona na swoim ojcu.
– Właściwie to chcemy wam coś powiedzieć – wyrywa się C... Może jakaś podpowiedź?
– Chcemy? – pyta zdezorientowana szatynka. Coś czuję, że to będzie zabawne.
– Postanowiliśmy, że pora się pobrać. Chcemy wybrać datę.
Kto by pomyślał? To nie było zabawne. Ani trochę.
Nie dla #TeamLeon...
Słysząc przekręcany zamek w drzwiach łazienki, wzdrygam się. Niestety dla mojej twarzy, wzdryganie się podczas golenia to zły pomysł. Skupiam uwagę na małej ranie, kiedy widzę w lustrze, jak drzwi za mną się otwierają, a w progu staje Violetta z nożem w ręku. Zamyka za sobą drzwi, po czym przekręca zamek, a ja w tym czasie się do niej odwracam.
– Nie – mówię stanowczo. – Sadomaso mnie nie interesuje.
Patrzy na mnie jak na idiotę, po czym jej spojrzenie pada na nóż, który wciąż trzyma w swojej dłoni. Odkłada go na blat, przy którym stoję i odpowiada:
– Musiałam otworzyć jakoś drzwi.
Nie czekając na moją odpowiedź, pochodzi do kabiny prysznicowej i odkręca wodę, najwyraźniej chcąc nas zagłuszyć.
– Musimy porozmawiać – oznajmia i staje naprzeciwko.
– Nie mogłaś poczekać, aż się ogolę i ubiorę? – Wspominałem, że mam na twarzy piankę do golenia i stoję w samym ręczniku owiniętym wokół pasa.
Taksuje mnie wzrokiem, po czym wraca do twarzy.
– Nie – odpowiada. – Przeciąłeś się. – Po tych słowach przykłada palec do mojej twarzy, a ja wzdycham, kiedy dostrzegam na nim krew.
– O co chodzi?
– Nie wiedziałam o tym – mówi i nie zwracając uwagi na to, że kompletnie nie ogarniam o gada, kontynuuje: – Wcale o tym nie rozmawialiśmy. Nie wiem, czemu z tym wyskoczył.
– Violetta?
– Co? – przerywa i podnosi na mnie wzrok.
– O czym my rozmawiamy?
– O tym, co powiedział Colton na śniadaniu – odpowiada takim tonem, jakby to było oczywiste.
Colton? Imię, jak dla królika.
– Czemu o tym rozmawiamy? – zadaję kolejne pytanie.
– Bo Colton mówił o naszym ślubie, a ty i ja...
– ...sypialiśmy ze sobą – kończę za nią, odwracając się do lustra i wracając do golenia się. – Nic więcej. Poza tym skończyliśmy z tym, pamiętasz?
Chciałyście, żebym się przyznał się, że nie podoba mi się fakt, że wychodzi za innego gościa? Ta, może od razu zażyczcie sobie jednorożca i wehikuł czasu.
Przez chwilę wpatruję się we mnie bez słowa, po czym kiwa głową.
– Tak, przepraszam, że ci przeszkodziłam – oznajmia i, zanim zdążam coś powiedzieć, wychodzi.
Przynajmniej teraz otworzyła drzwi bez pomocy noża. Obawiam się, że w innym wypadku, mogłoby to być dla mnie niebezpieczne.
– Rozrywka życia – komentuję, kiedy siedzę obok Diego na kanapie w salonie i oglądamy telewizję. W odpowiedzi pogłaśnia, nie odrywając wzroku od odbiornika. Kretyn.
Wzdycham głośno, po czym zerkam za siebie. Mam stąd idealny widok na otwarte drzwi kuchni i Violettę obściskującą się z... Cameronem? Jakby kogoś obchodziło jego imię...
Próbuję się zmusić, aby ponownie odwrócić się do telewizora i skupić uwagę na tym nudnym programie o pandach, ale jedyne co w tej chwili mam ochotę to zmusić ich jakoś do przestania. Albo przynajmniej przeniesienia się gdzieś indziej... Nie, jednak do przestania.
Dzisiaj po raz pierwszy miałem okazję dostrzec, że w ogóle są parą. Właściwie to nie jedną – jakieś milion. I może jestem narcystyczny, ale mam wrażenie, że Violetta robi to specjalnie. Nie wierzę, że od kompletnego ignorowania się przeszli do macanek i publicznego obściskiwania ot tak.
Utwierdzam się w swoim przekonaniu, kiedy otwiera na chwilę oczy i zerka na mnie, po czym wraca do ust Connor'a.
Zmuszam się do powrotu do oglądania telewizji i wkładam całą swoją siłę woli, aby już się nie odwracać.
Po kilku minutach Violetta przechodzi przez salon, po czym wchodzi po schodach na górę. Na dalsze siedzenie tutaj nie starcza mi już silnej woli – sorry, Carlos, było się nie obściskiwać na moich oczach.
Wstaję i patrzę na Diego.
– Idę spać – oznajmiam, a on marszczy brwi i zerka na zegar, wiszący na ścianie.
– Jest dwudziesta druga.
Wzruszam ramionami.
– Starzeję się.
Nie czekając na odpowiedź, wchodzę po schodach na górę. Kieruję się w stronę pokoju, w którym śpię z Diego i wkładam poduszki pod kołdrę na swoim tymczasowym łóżku. Wiem, co sobie myślicie – "Diego to nie idiota, zorientuje się, że nikt tam nie śpi". Moja odpowiedź jest prosta – "Diego to wielki, wielki, wielki... wielki idiota i za cholerę się nie zorientuje, więc po co mam się wysilać?".
Wychodzę na korytarz i tym razem kieruję się do sypialni Violetty. Wchodzę do środka i od razu zamykam za sobą drzwi na zamek. Szatynka stoi przy łóżku z komórką w ręku i podnosi wzrok. Marszczy brwi, ale zanim o cokolwiek pyta, podchodzę do niej, po czym obejmuję dłońmi jej twarz i całuję ją. Nie odrywając się od niej, wyciągam telefon z jej dłoni i rzucam go na jej łóżko. Jej ręce od razu lądują na moich plecach i we włosach.
#TeamLeon wychodzi na prowadzenie. Kto by się spodziewał?
Budzę się, obejmując plecy Castillo. Od razu sięgam po swoją komórkę i sprawdzam godzinę – druga w nocy. Teraz albo nigdy.
Delikatnie wstaję z łóżka i szybko się ubieram. Następnie opuszczam sypialnię szatynki i kieruje się do pokoju, który dzielę z Diego. Wyjmuję swój spakowany bagaż spod łóżka i zabieram kluczyki do samochodu bruneta z jego walizki. Następnie ulatniam się ze swoimi rzeczami, wsiadam do auta i ruszam.
Po pół godzinie jazdy, wyjmuję swoją komórkę i dzwonię do Diego.
– Halo? – odzywa się zaspanym głosem.
– Wesołych Świąt. I dzięki za pożyczenie auta – obiecuję, że oddam z pełnym bakiem.
– Co? Leon, gdzie ty jesteś?
– Sam się domyśl – rzucam i rozłączam się.
Chyba nie myślałyście, że mam zamiar siedzieć tam całe Święta?
~*~
To, jak długo nie było rozdziału może lepiej zostawię bez komentarza.
Sorka.
Z informacji, to mam tylko taką, że wczoraj zaczęła mi się przerwa świąteczna i będzie trwać do 10.01 bodajże, więc postaram się dodać chociaż po jednym rozdziale na każdego bloga. Ale przedtem muszę sobie zanotować o czym mają być przyszłe rozdziały, bo wypadłam z rytmu, a pamięć mi szwankuje – mam pomysły, ale muszę je sobie przypomnieć i jakoś uporządkować XD.
Tyle. Wesołych Świąt wszystkim ;**
Do następnego :)
Quinn ;)
PS
Korektę postaram się zrobić jutro, dzisiaj jestem zbyt zmęczona i mi się nie chce ;p.
sobota, 22 października 2016
Nowe opowiadanie
Wracam na heroes z nowym opowiadaniem, w nocy wstawiłam pierwszy rozdział. Zostawiam linka i zapraszam do ogarnięcia, bo będzie to coś innego niż zwykle :))
http://we-are-the-heroes-of-our-time.blogspot.se/
http://we-are-the-heroes-of-our-time.blogspot.se/
http://we-are-the-heroes-of-our-time.blogspot.se/
http://we-are-the-heroes-of-our-time.blogspot.se/
http://we-are-the-heroes-of-our-time.blogspot.se/
Dla tych, którzy czytali wcześniej, dodałam zakładkę bohaterów ;p.
http://we-are-the-heroes-of-our-time.blogspot.se/
http://we-are-the-heroes-of-our-time.blogspot.se/
http://we-are-the-heroes-of-our-time.blogspot.se/
http://we-are-the-heroes-of-our-time.blogspot.se/
http://we-are-the-heroes-of-our-time.blogspot.se/
Dla tych, którzy czytali wcześniej, dodałam zakładkę bohaterów ;p.
niedziela, 16 października 2016
22. ~ "Wesołych Świąt"
Zastanowienie się nad odpowiedzią zajmuje mu chwilę.
– Owszem.
– Kopniak w kroczę?
– Boże, też.
Wzdycham głośno. Jak w inny sposób dać facetowi do zrozumienia, że jest kretyńskim kretynem z Kretynowa?
– Gdzie jest najbliższy posterunek policji? – pytam w końcu. Zauważcie, jaki spokój zachowuję. Diego ma szczęście, że nie chodziliśmy razem do liceum, bo już leżałby nieprzytomny w jakimś kontenerze.
– Po co ci posterunek?
– Mam zamiar zgłosić porwanie.
Patrzy na mnie jak na idiotę, po czym zaczyna się śmiać. On aż sam się prosi o wpieprzenie.
– Od razu zgłoś gwałt i napaść.
Czy ten kretyn naprawdę sobie ze mnie żartuje?
– Dramatyzujesz – mówi w końcu. – Co byś takiego robił, gdybym cię tu nie przywlókł?
Nie muszę zastanawiać się długo nad odpowiedzią.
– Jadłbym pizzę? Oglądał TV? Wyrywał jakąś laskę? Robiłbym milion rzeczy, które są lepsze niż spędzanie Świąt na jakimś zadupiu z twoją rodziną. Poza tym Święta to jedyny okres, w którym nie muszę cię oglądać, czemu mi to odbierasz?
Moja odpowiedź nic nie dała – wciąż wydaje się być rozbawiony całą tą sytuacją.
Jeśli czegoś nie zrozumiałyście, pozwólcie, że wyjaśnię – nie będzie żadnych nart. Ten kretyn wywiózł mnie na jakieś pieprzone zadupie, do swojego pieprzonego rodzinnego domu, na pieprzone święta. Co my, parą jesteśmy?!
Końcowy efekt jest taki, że muszę tu zostać z tymi wariatami, bo nie mam swojego samochodu, a nienawidzę autobusów. Nie mam nawet problemu z tym, że muszę siedzieć tu z rodzicami Diego – poznałem ich, kiedy przyjechali do Seattle, nie są najgorsi. Nie chodzi też o to, że będę musiał świętować Boże Narodzenie mimo, że nie robiłem tego odkąd skończyłem czternaście lat – nawet dla Teddy. Największy problem mam z tym, że jest tutaj także Violetta. Między nami definitywny koniec (to brzmi jakbyśmy zerwali, a przecież nie mieliśmy czego zrywać), ale mimo to przeszkadza mi, że muszę spędzić najbliższe dni z nią za ścianą. Dosłownie – kolejne noce spędzę w dawnym pokoju Diego, sypialnia jego siostry jest zaraz obok.
Ponadto – mimo, że go nie widziałem – podejrzewam, że jej zidiociały narzeczony też tutaj jest. Jedyną rzeczą, która jest gorsza od spania z Violettą za ścianą, jest spanie z Violettą i jej narzeczonym za ścianą.
– Jaki masz interes w tym, żeby mnie tu ściągać? – pytam podejrzliwie.
– Muszę mieć jakiś? – odpowiada pytaniem. Jego ton przekonuje mnie, że odpowiedź jet twierdząca.
– Gadaj.
Wzdycha głośno.
– Fran nie chciała, żebyś pracował w Święta, jak co roku, a że jesteście o coś pokłóceni, to kazała mi cię czymś zająć.
Marszczę brwi.
– Nie mogłeś zostawić mnie w spokoju, a jej powiedzieć, że spełniłeś jej prośbę? Ściemniałbym razem z tobą!
Unosi brew, a ja przez chwilę milczę i zastanawiam się nad jego słowami. Od kiedy Fran przeszkadza to, że udaję, iż Święta nie istnieją?
– Wiesz co? Nie obchodzą mnie wasze chore umowy, wracam do domu – oznajmiam i kieruję się do wyjścia z pokoju Diego.
Tuż przed naciśnięciem klamki, zatrzymuje mnie jego głos:
– Nie zapomnij o kluczykach.
Odwracam się.
– Dawaj kluczyki.
– Nie mam ich – odpowiada, wzruszając ramionami. Podchodzi i klepie mnie po ramieniu. – Wesołych Świąt.
Nie poddaję się łatwo. Dzisiaj jednak nie mam siły na wykłócanie się, bo jestem cholernie zmęczony po podróży, dlatego też postanowiłem, że prześpię się, pounikam Violetty i jej durnego narzeczonego, a jutro znajdę sposób, aby stąd uciec.
To całe unikanie okazało się jednak trudniejsze niż myślałem. Szczególnie w chwili, w której Diego prawie siłą zaciągnął mnie na kolację, podczas której muszę siedzieć dokładnie naprzeciwko szatynki. Mógłbym udawać, że mi to zwisa, gdyby nie to, że kolacja dobiega końca, a ona nie spojrzała na mnie ani przez chwilę. Przez to ja nie mogę się przestać gapić na nią. Naprawdę tak łatwo przychodzi jej olewanie mnie?
Jej zidiociały narzeczony za to nadrabia za obojga. Co chwila patrzy na mnie krzywo. Chyba mnie pamięta.
Zresztą kogo obchodzi ten kretyn. Was nie, mnie też – przestańmy tracić na niego czas i wróćmy do Violetty. Myślicie, że jak będę się na nią gapił cały czas to w końcu podniesie wzrok?
Szatynka nie tylko postanawia się na mnie nie patrzeć – przez całą kolację również milczy. Poza krótką rozmową szeptem między nim i tym kretynem (cholera, pamięta ktoś jego imię?).
Już mam zamiar wstać i odejść, kiedy moja noga pod stołem dotyka jej. Od razu ją zabiera, ale mimowolnie podnosi wzrok i patrzy na mnie. A ja na nią. Nie wiem, jak długo to trwa, ale odnoszę wrażenie, że całe godziny. W końcu przerywa to i wstaje od stołu.
Nie widzę jej przez następne kilka godzin. Aż do chwili, kiedy leżę w starym łóżku Diego i słyszę jego chrapanie dochodzące z kanapy stojącej po drugiej stronie pomieszczenia (swoją drogą po cholerę komu kanapa w sypialni?). Próbuję zasnąć, kiedy słyszę dźwięk przychodzącego smsa. Sięgam po swoją komórkę i ze zdziwieniem odkrywam, że wiadomość jest od szatynki. Odczytuję jej krótką treść, która mówi, żebym przyszedł do jej pokoju, kiedy Diego zaśnie i spoglądam na bruneta mimo, że nie muszę – doskonale słyszę, jaka jest odpowiedź.
Nie wiem, czemu Violetta każe mi iść do pokoju, w którym śpi ze swoim narzeczonym, ale nie zastanawiam się nad tym. Jakimś cudem ta kobieta ma nade mną zbyt wielką kontrolę. Dlatego też wstaję i po cichu wymykam się z pokoju. Kieruję się do drzwi obok i przystaję, zastanawiając się czy powinienem zapukać. W końcu stwierdzam, że mam to gdzieś i wchodzę. Ku swojemu zdziwieniu dostrzegam tylko Violettę leżącą w dość dużym łóżku postawionym przy ścianie – żadnych kretynów w zasięgu mojego wzroku.
– Poszło szybciej niż się spodziewałam – mówi szeptem, kiedy mnie dostrzega.
– Nie ma tu twojego narzeczonego? – pytam równie cicho.
– Po cholerę kazałabym ci tu przychodzić, gdyby Colton tu był? – Colton? Naprawdę tak się nazywał? – Rodzice nie pozwolą nam spać w jednym pokoju przed ślubem, siedzi w gościnnym – wyjaśnia. – Zamknij drzwi na klucz.
Bez słowa zamykam drzwi, po czym przekręcam zamek i patrzę na szatynkę nie wiedząc, co właściwie tu robię.
– Posiedzisz ze mną chwilę? – pyta nieśmiało.
Zastanowienie się zajmuje mi chwilę. Dlaczego miałbym zostać? Bo jestem facetem, a kiedy laska woli, żebym to ja zakradł się do jej pokoju, a nie jej własny narzeczony, ego mi rośnie. Dlaczego miałbym odmówić? Bo miałem jej unikać. Bo zakończyłem wszystko, co między nami było – definitywnie. Bo w tym domu są cztery najważniejsze osoby, które nigdy nie powinny się dowiedzieć, że cokolwiek na łączyło.
Po krótkiej chwili, bez słowa podchodzę do jej łóżka i kładę się obok. Od razu wtula się w moją pierś, a ja dopiero teraz zdaję jak mi tego brakowało – kolejny powód, dla którego powinienem był odmówić.
– Prawie umarłam, kiedy cię zobaczyłam tutaj – oznajmia cicho po krótkiej chwili.
– Ja też – przyznaję. – Diego twierdził, że zabiera mnie na narty.
– Tak myślałam, że nie przyjechałeś tu dobrowolnie. – Podnosi wzrok. – Przez chwilę myślałam, że jakoś się dowiedział.
Wpatruję się w jej oczy. Nie jestem do końca pewien, co przed chwilą powiedziała. Szczerze mówiąc mam to gdzieś. Oczekuje mojej odpowiedzi, ale ja zamiast tego całuję ją. Jestem prawie pewien, że zaraz się oderwie, ale ona tylko lekko się unosi, kładzie rękę na moim policzku i oddaje pocałunek.
Całujemy się przez kilka następnych minut. W końcu jej ręka wędruje do krawędzi mojego t-shirt'u. Unosi go lekko, ale ja – nie przerywając pocałunku – odrywam jej dłoń i splatam nasze palce. Chciałbym powiedzieć, że to dlatego, że się opamiętuję – że zaraz stąd wyjdę i między mną a Violettą wszystko będzie skończone. Ale to byłoby kłamstwo. Tak naprawdę robię to tylko dlatego, że nie czułbym się komfortowo, śpiąc z nią, kiedy jej narzeczony i brat są w odległości pary kroków. Dlatego też poprzestaję na całowaniu jej. Nie wiem, jak długo to robimy i nawet mnie to nie obchodzi, dopóki wszyscy w domu śpią i nie mają pojęcia, co się dzieje.
Budzi mnie dzwonek mojej komórki. Otwieram oczy i chwilę zajmuje mi dojście do tego, gdzie się znajduję. To zdecydowanie nie jest moja sypialnia. Pokój Diego również nie. Pomieszczenie, w którym się znajduję wygląda jak pokój nastolatki, a Violetta leżąca na mojej piersi utwierdza mnie w przekonaniu, że mamy przechlapane.
Szybko sięgam po komórkę, na której widnieje imię Diego. Wspaniale. Niestety nie zdążam odebrać. Postanawiam, jak najszybciej oddzwonić. Szatynka budzi się, kiedy próbuję ją odsunąć, aby podnieść się do pozycji siedzącej. Patrzy na mnie zdezorientowana, ale zanim zdążam coś powiedzieć, słyszymy pukanie do drzwi.
– Violetta, śpisz? – Znacie mojego pecha już doskonale, więc chyba nie muszę wspominać, że to głos Diego.
– Nie! – krzyczy szatynka i dopiero po chwili zdaje sobie sprawę z tego, że mogła udawać, że tak. Patrzy na mnie przerażona, kiedy jej brat próbuje otworzyć drzwi. – Co teraz? – pyta prawie bezgłośnie.
– Skąd ja mam wiedzieć?
– Już idę! – krzyczy do bruneta i wraca spojrzeniem do mnie. – Wejdź pod łóżku.
– Nie możesz kazać mu spadać?
– A co mam powiedzieć? "Przyjdź za godzinę, bo w tej chwili twój kumpel śpi w moim łóżku"?
Okej, wygrała.
Wzdycham głośno i wchodzę pod łóżko (błagam, nikomu o tym nie mówcie), po czym słyszę jak Violetta podchodzi do drzwi i je otwiera.
– Widziałaś Leona?
– Ja? Czemu pytasz o to mnie? Skąd miałabym wiedzieć? – Jakby ktoś zapomniał, Violetta jest najgorszą aktorką na świecie.
– Szukam go od godziny, spytałem już wszystkich, ale nikt go nie widział. Cholera, jak zwiał, Francesca mnie zabije.
Słyszę dźwięk zamykanych drzwi, a po chwili czuję, że ktoś siada na łóżku – po stopach zgaduję, że to Diego. Czy ja mam mu wpieprzyć?
– Zaciągnąłeś go tutaj wbrew woli tylko dlatego, że Fran cię o to poprosiła? – Nie zwariowałem, Violetta też zauważyła, że z nim jest coś nie tak.
Po chwili czuję, że ona również siada na łóżku, ale robi to zdecydowanie delikatniej. Obawiam się, że aż za delikatnie – gdyby jej brat miał jakieś szare komórki, zapewne zauważyłby, że zachowuje się dziwnie.
Na szczęście to Diego, więc nie ma czym się martwić.
Zatrzymajmy się tutaj na chwilę i spójrzmy na mnie. Mam dwadzieścia siedem lat, a leżę pod łóżkiem w pokoju nastolatki, ukrywając się przed bratem laski, z którą sypiałem.
– Mogę cię o coś spytać? – Właśnie zadałeś pytanie, idioto. Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. Leżenie tutaj jest strasznie nudne.
– Tak?
– Myślisz, że widać to, że... czuję coś do Fran?
– Czujesz coś do Francesci?! – Tak wyglądałaby moja reakcja, gdybym się nie powstrzymał. Kiedy wyjdę, muszę podziękować Violetcie za wykrzyczenie tego za mnie.
– Skoro ty tego nie zauważyłaś, to Leon też nie, prawda?
Nie, Leon nie zauważył, ale sam mu się właśnie wygadałeś, idioto.
Jestem najgorszym kumplem na świecie. Nie dość, że sypiam z jego siostrą, to jeszcze podobam się lasce, do której on coś czuje. Chyba zaczynam mieć wyrzuty sumienia.
Mam tego dość. Dlaczego za każdym razem, kiedy się ukrywam, muszę widzieć bądź słyszeć coś czego wolałbym uniknąć?
Rozmyślam nad tym, jak się stąd wydostać, zanim usłyszę więcej, kiedy zerkam w bok i zauważam zwisającą stopę szatynki. Miejmy nadzieję, że zrozumie aluzję.
Wyciągam rękę, po czym sięgam do jej stopy i dotykam podeszwy.
Wiedzieliście, że ma potworne łaskotki? Ja też nie, dopóki nie zaczęła się chichrać jak potłuczona od samego dotyku.
– Wszystko w porządku? – pyta Diego zdezorientowany.
Wiem, że sam sobie szkodzę, ale nie mogę się powstrzymać – łaskoczę ją jeszcze bardziej, a ona śmieje się coraz głośniej.
– Musisz wyjść! – krzyczy szatynka, wciąż się śmiejąc.
– Co? Czemu?
– Muszę coś zrobić! Wynocha!
Śmiejąc się brzmi mało przekonująco, ale wystarczająco, żeby jej brat wstał i wyszedł. Kiedy tylko słyszę dźwięk zamykanych drzwi, wychodzę spod łóżka. Wstaję i patrzę na Castillo, która leży zgięta w pół na łóżku z łzami w oczach.
– Aż tak? – pytam, na co ona wzrusza tylko ramionami.
– To nie moja wina – oznajmia tylko, a ja po chwili również zaczynam się śmiać. Następnie pochylam się i ją całuję.
~*~
W końcu jakiś dłuższy rozdział :D. Miał być jeszcze jeden fragment, ale nie mam czasu, więc przeniosę go do next'a ;p. Przez brak czasu również nie będę się rozpisywać, więc oto najkrótsza notka w historii tego bloga ;D.
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i czekam na Wasze opinie ;**.
Do następnego! ;))
Quinn ;*
PS
Zajrzyjcie do zakładki Bohaterowie, bo jest tam Colton i postać, która pojawi się za kilka rozdziałów i będzie dość ważna ;p.
PS
Zajrzyjcie do zakładki Bohaterowie, bo jest tam Colton i postać, która pojawi się za kilka rozdziałów i będzie dość ważna ;p.
sobota, 17 września 2016
21. ~ Narty
– Co on tu robi? – pytam szeptem, kiedy nasze spojrzenia do siebie wracają.
– A skąd ja mam to wiedzieć?
Nie, żebym miał coś do jej narzeczonego, ale... właściwie to mam. Poza tym nie bawię się w trójkąty, a przynajmniej nie w takie, w których jest jedna laska.
– Musisz się schować!– krzyczy szeptem.
– Violetta? – słyszymy zza drzwi.
– Już idę!
Patrzę na nią.
– Dlaczego to ja mam się chować?!
Unosi brew, a ja dopiero po tym geście zdaję sobie sprawę z tego, jak głupie pytanie zadałem. Właśnie zerwałem z laską zaraz przed tym, jak jej narzeczony postanowił przyjechać i przerwać nasz weekend. Nie codziennie mi się to zdarza – mam prawo być zdezorientowany.
Czy ja powiedziałem "zerwałem"? Nie, to głupie określenie. Nic nas nie łączyło. I nie będzie łączyć. Amen.
Wzdycham głośno, po czym rozglądam się po salonie, aby upewnić się, że nie ma tu niczego, co należy do mnie. Następnie wstaję i znikam w kuchni. W przejściu między pomieszczeniami znajduję się tylko łuk, dzięki czemu jestem w stanie słyszeć wszystko, co się tam dzieje i pozostać niezauważonym.
Nie pytajcie, czemu chcę ich słyszeć. Odczepcie się.
Słyszę kroki, a następnie dźwięk otwieranych drzwi.
– Colton! Co ty tu robisz?! – udaje zaskoczenie.
Oscar dla najlepszej aktorki idzie do... nie Violetty Castillo. Violetta jest piękna, mądra, zabawna, sympatyczna i wszelkie te inne bzdety, które mówimy Wam, kiedy chcemy się podlizać – niestety do dobrej aktorki jej daleko. Zaczynam myśleć, że już po mnie. Jej narzeczony musiałby być kompletnym kretynem, żeby nie wyczuć sztuczności w tej wypowiedzi.
– Pomyślałem, że zrobię ci niespodziankę i przyjadę po ciebie – słyszę w odpowiedzi.
Okej, przeceniłem gościa – myślałem, że ma mózg. Kto by się spodziewał.
Nic dziwnego, że Violetcie mimo braku talentu aktorskiego udało się ukrywać romans z kumplem jej brata.
Diego też jest aż takim kretynem czy po prostu nie gada z siostrą?
– Kompletnie się nie spodziewałam.
Myślicie, że jak walnę dłonią w swoje czoło to usłyszą?
Po chwili dostaję odpowiedź – jeśli ja słyszę, że się całują, to oni usłyszeliby, gdybym się uderzył. Swoją drogą – serio? Całują się? Kiedy ja jestem za ścianą? Czuję się ignorowany.
Czy to źle, że nie podoba mi się, że Violetta całuje swojego narzeczonego?
Jestem facetem – chyba wszystko w porządku. Nie?
– Gdzie Ludmiła? – słyszę po chwili.
– Ludmiła? – Po tym pokazie beznadziejnego aktorstwa, jaki nam zafundowała chwilę temu, przejąłbym się tym, że zaraz nas wyda. Ale jej narzeczony to kretyn. Nawet gdybym wyszedł i stanął przed nim w samych bokserkach, to nie skapnąłby się, że coś jest nie tak. – Ona... wyjechała. Pół godziny temu.
– To czyj jest samochód przed domem?
Mój.
– Eee... Ludmiły!
Geniusz.
– Zostawiła mi go, żebym miała czym wrócić do domu. Po nią przyjechał jej nowy chłopak.
– Nie chciałaś jechać z nimi?
Według jej historyjki, gdyby wyjechała "z nimi", pocałowałbyś klamkę, a nie Violettę, kretynie, więc naciesz się i spadaj zamiast zadawać głupie pytania.
– Nie – mówi, siląc się na lekki ton. – Chciałam... zostać do wieczora.
– Możemy zostać.
Jeszcze czego! Wynocha.
– Nie! – odpowiada szatynka natychmiast. – Powinniśmy wracać do domu – mówi pospiesznie, – Daj mi pięć minut, wezmę tylko swoje rzeczy.
Słyszę, jak zaczyna odchodzić, a potem kolejne kroki. Zbliżające się do kuchni.
– Co robisz? – pyta Castillo.
– Idę nalać sobie szklanki wody. Tu jest kuchnia, tak?
Nie!
– Nie! – zaprzecza. – To znaczy... Może iść usiąść na kanapie, a ja ci przyniosę wodę.
Dobrze, że nie wie, co na tej kanapie robiliśmy – ja bym na jego miejscu, nie chciał tam siadać.
Nie odpowiada, ale słyszę dźwięk oddalających się kroków, więc oddycham z ulgą. Po chwili Castillo wchodzi do kuchni. Spogląda na mnie bez słowa, po czym napełnia szklankę i wychodzi, nie obdarowując mnie już żadnym spojrzeniem.
Myślicie, że jest obrażona za to, co jej powiedziałem?
W ciągu zaledwie kilku minut szatynka jest spakowana i słyszę, jak wraca.
– Możemy jechać.
– Co z samochodem Ludmiły?
– Później się nim zajmie.
A potem wychodzi. Bez pożegnania, Nie, żebym tego oczekiwał, ale...
W sumie to oczekiwałem.
– Skąd wytrzasnąłeś ten breloczek? – takimi słowami wita mnie Diego, kiedy w środę dosiadam się do ich stolika w knajpie, w której pracuje Fran.
– Skąd wytrzasnąłeś te klucze? – dopowiada Federico.
Mówiłem, że ja i klucze się nie lubimy. Nic dziwnego więc, że moi przyjaciele tak zareagowali, gdy położyłem klucze z obciachowym breloczkiem-misiem na stole.
– Dostałem od... Teddy – odpowiadam.
– Nie ma jej tutaj, możesz zdjąć tego pluszaka – odpowiada Włoch. Nie wpadłbym na to sam, kretynie.
Nie odpowiadam.
Po chwili do naszego stolika podchodzi kelnerka i przyjmuje nasze zamówienia. Kiedy odchodzi dostrzegam Fran. Wołam ją, ale tylko spogląda na mnie i wraca do pracy.
A więc foch trwa.
– O co się obraziła? – pyta Diego.
– Obawiam się, że jest zazdrosna.
Gwałtownie unosi wzrok.
– O kogo?
– O mnie i... – Nie przemyślałem tego, okej? – sąsiadkę...
Federico nagle postanawia się włączyć do rozmowy.
– Sąsiadkę?
– Tak, Federico, sąsiadkę – mówię tonem, którym chcę mu przekazać, aby się zamknął. Dopiero wtedy zaczyna łapać.
– Aaaa, tę sąsiadkę.
Jeśli kiedykolwiek Diego się o czymś dowie, nie będzie to moja wina. Zakład, że wygada się mu albo najgorsza aktorka na świecie czyli Violetta, albo obrażalaska Francesca, albo idiota Federico.
Ale to pewnie mnie oberwie się najbardziej.
– Nadal nie wiem, o jaką sąsiadkę chodzi – zauważa Diego. – Ale musi w niej coś być skoro wciąż z nią kręcisz, więc nie będę wnikał.
– Już nie – odpowiadam.
Próbowałem dodzwonić się do Violetty po tym, jak wyjechała ze swoim – pożal się Boże – narzeczonym, ale nie odbierała. Sama też się nie odzywała, więc wywnioskowałem, że nie chcę mnie widzieć i, choć dziwnie się z tym czuję, postanowiłem, że daję sobie spokój na zawsze.
Żegnaj, Violetto Castillo.
– Od kiedy? – pyta Włoch.
– Skończyłem z nią w weekend.
– Bo? – interesuje się Diego.
Bo jest twoją pieprzoną siostrą.
Chociaż w sumie to nigdy nie stało na przeszkodzie.
– Bo to trwało za długo.
– Przyjeżdżasz do rodziców na Święta? – pyta Lara.
Jako, że Francesca jest na mnie obrażona, a z Violettą nie zamierzam się widywać tak mniej więcej do końca życia, postanowiłem wyciągnąć rękę do Lary. Zrobiłem to, zabierając je na sanki. Skończyło się jak zawsze – Teddy świetnie się bawi, a ja muszę siedzieć z Larą i najpierw ją przepraszać, a potem być przepytywanym.
Nie, żeby moje przeprosiny były szczere. Wciąż nie lubię Bena i wciąż będę robił wszystko, aby go oddalić zarówno od Teddy, jak i od Lary. Po prostu zmieniłem taktykę i teraz robię to w tajemnicy przed kuzynką.
– Wyjeżdżam z miasta – mówią, odmachując Teddy, która właśnie wdrapała się na szczyt pagórka.
Szatynka przewraca oczami.
– Praca? Znowu?
– Nie. Jadę z Diego na narty.
Wzdycha.
– Święta spędza się z rodziną.
– Postaram się przed wyjazdem odwiedzić cmentarz, ale jest zimno – nie każ mi tam siedzieć dłużej niż pół godziny.
Wiem, że nie bawią jej moje słowa, ale nie komentuje ich w żaden sposób.
– Spędzasz Święta z Benem? – pytam z czystej ciekawości. Jeśli odpowiedź będzie potwierdzająca, poważnie zastanowię się nad opcją zostania w mieście albo porwania Teddy na jej pierwsze w życiu narty.
– Nie – odpowiada bez zawahania. – Właściwie to chciałam z tobą o nim porozmawiać.
Proszę, powiedz, że z nim zerwałaś.
Proszę, powiedz, że z nim zerwałaś.
Proszę, powiedz, że z nim zerwałaś.
– Teddy ostatnio dziwnie w stosunku się do niego zachowuje. Jest niemiła i ciągle powtarza, że go nie lubi.
Nie są to słowa, których oczekiwałem, ale nie odbierajmy Teddy chwili chwały. Jestem z niej dumny, Wy też powinnyście.
– Chciałabym, żebyś z nią o tym porozmawiał. Może ciebie posłucha.
Wzruszam ramionami.
– Jasne.
– Naprawdę?
Oczywiście, że z nią porozmawiam. Przecież ktoś musi ją pochwalić i zmotywować do dalszego działania.
Uśmiecham się.
– Tak.
Odwzajemnia mój uśmiech.
– Dziękuję – mówi, po czym mnie przytula.
Żeby z Francescą też było tak łatwo.
– Ile jeszcze? – pytam, nie otwierając oczu.
– Prawie na miejscu.
Wzdycham głośno.
– Nareszcie.
– Od trzech godzin masz zamknięte oczy, nie mógłbyś w końcu zasnąć i zamilknąć?
– Nie umiem spać w samochodzie.
– Jesteś najgorszym pasażerem z jakim w życiu jechałem.
– Było dać mi kierować.
Uwielbiam jeździć autem – wtedy, kiedy ja kieruję. Kocham lecieć samolotem – wtedy, kiedy siedzę w kokpicie i wszystkim steruję. Nienawidzę obu tych czynności, kiedy muszę siedzieć i oddać stery komu innemu.
Nie byłoby tego problemu, gdyby Diego nie uparł się, że to on będzie kierował. Właściwie to nawet nie wiem, gdzie jedziemy. Chociaż w sumie mam to gdzieś – chcę po prostu wysiąść z tego cholernego samochodu.
Nagle czuję, że samochód zwalnia, po czym skręca i całkowicie się zatrzymuje.
– Jesteśmy na miejscu – informuje mnie Diego.
Gwałtownie otwieram oczy, ale widzę tylko jakiś dom.
– Gdzie hotel? – pytam zdezorientowany.
– Tutaj – oznajmia brunet, po czym wysiada z samochodu. Robię to samo i idę za nim na ganek. Jak dla mnie to wygląda jak mały dom na przedmieściach, a nie hotel. Gdzie on mnie wywiózł?
Kładzie dłoń na klamce, ale kiedy okazuje się, że są zamknięte na klucz, puka w nie.
– Diego, jeśli nie masz kasy na prawdziwy hotel mogę za ciebie zapłacić, ale nie każ mi zatrzymywać się tutaj. Kimkolwiek są właściciele tego miejsca – boję się ich.
Już mam zapytać o jego rozbawiony wyraz twarzy, kiedy drzwi się otwierają, a mnie ukazuje się... Kto, do cholery?!
Po wyrazie twarzy Violetty, wnioskuję, że ja również jestem ostatnią osobą, którą spodziewała się zobaczyć.
– Co ty tu robisz? – pytamy jednocześnie, a Diego już nawet nie próbuje ukryć zadowolenia.
– Niespodzianka – oznajmia. Właściwie nie wiem, do kogo kieruje te słowa. Nie ogarniam nawet, co się tu, do cholery, dzieje.
W tej chwili chcę tylko wrócić do cholernego samochodu.
~*~
Nareszcie! W życiu tyle nie pisałam rozdziału. Przysięgam, że zaczęłam go pisać w jakimś b, krótkim odstępie czasowym od dodania poprzedniego. Po prostu miałam blokadę i nie byłam w stanie pisać niczego, naprawdę.
W każdym razie chyba mi w końcu przeszło i wracam do żywych ;D.
Przepraszam, że tak nudno, ale musiał być taki rozdział, który będzie jakby wstępem do ciekawszych wydarzeń ;). Dlatego też jest tu dużo przeskoków czasowych.
Postaram się jeszcze coś dodać na NSR, ale nie obiecuję. Jak nie jutro to za tydzień ;p.
Pewnie dodałabym ten rozdział już wczoraj i miała więcej czasu na NSR, ale popołudnie i wieczór spędziłam w szpitalu, a jak wróciłam byłam tak zmęczona, że dałam sobie spokój ;/.
Mam nadzieję, że jeszcze nie uciekliście i czekam na Wasze opinie ;*.
Do następnego! ;)
Quinn ;*
Subskrybuj:
Posty (Atom)





