sobota, 30 stycznia 2016

09. ~ "Chcę, żebyś wyszła"



– Fran!   
Brunetka podchodzi do stolika, przy którym siedzę w pośpiechu i rzuca:  
– Pięć minut i jestem twoja.  
– Właściwie to chciałem zamówić kawę.  
Widziałyście kiedyś żądzę mordu w oczach? Na pewno nie dorównywało to spojrzeniu Francesci, ale co miałem poradzić? Zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebym przyjechał do knajpy, w której pracuje, bo musi mi powiedzieć coś ważnego. Wiecie co zastałem, kiedy tutaj dotarłem? Wycieczkę turystyczną.   
Mnóstwo ludzi – głównie seniorów – wypełnia teraz lokal, a ja muszę tu siedzieć i czekać na Fran, która odmawia mi kawy, bo nie mogła mi powiedzieć o tym przez telefon.  
Wzdycham głośno i wyciągam komórkę, kiedy koło mojego stolika przechodzi Ludmiła. Od razu mnie zauważa i wita się. Siada naprzeciwko.  
– Co tu się stało? – pyta, rozglądając się po lokalu.  
– Obawiam się, że emeryci mieli sporą zniżkę na tę wycieczkę. 
Żeby nie było – nie mam nic do starszych ludzi. Po prostu są... upierdliwi. Co prawda nigdy nie poznałem swoich dziadków, ale pamiętam starszych ludzi z czasów, gdy jeszcze poruszałem się publicznymi środkami transportu. To w końcu oni zachęcili mnie do kupna samochodu i pokochania korków. 
Blondynka wzdycha. 
– Umówiłam się tu z przyjaciółką, ale pewnie jak tu dotrze, będziemy musiały iść gdzie indziej – oznajmia. – A ty co tu jeszcze robisz? 
Idealne pytanie. Czy ktoś z Was jest w stanie na nie odpowiedzieć? Ja nie mam pojęcia. 
– Moja znajoma tu pracuje. Chciała ze mną porozmawiać, więc muszę czekać, aż wszystkich obsłuży – odpowiadam. Kiedy to mówię, wszystko brzmi jeszcze bardziej niedorzecznie. Czemu, do cholery, nie wyjdę? – Co u ciebie? 
Nie widziałem się z Ferro od naszego spotkania w klubie. Byłem z nią umówiony na kolację, ale ponieważ całą noc spędziłem z płaczącą kobietą – swoją drogą wciąż nie znam powodu tego wybuchu – a później musiałem się użerać z Teddy i jej matką, która uznała, że jej córka wszystko zmyśliła, musiałem odwołać spotkanie. 
Blondynka już przymierza się do odpowiedzi, kiedy kiwa komuś za mną. Podejrzewam, że to jej przyjaciółka, więc odwracam się. 
Á propos lasek płaczących z nieznanych mi powodów. 
Szatynka gwałtownie przystaje na mój widok. Przez chwilę patrzy na mnie z zaskoczeniem, po czym wolnym krokiem podchodzi do naszego stolika i siada obok blondynki. 
– Cześć – mówi cicho, zwracając się głównie do mnie. 
– Fajnie widzieć, że żyjesz. 
Blondynka spojrzała na naszą dwójkę. 
– Znacie się? 
– Leon jest sąsiadem mojego brata. 
Takim oto sposobem zleciałem z pozycji jej psychologa do sąsiada jej brata. 

– Co u Teddy? – pyta, kiedy jesteśmy już sami. 
Postanowiłem odpuścić sobie spotkanie z Fran, bo nie zanosiło się na to, żeby szybko kończyła, i zaproponowałem Violetcie, że odprowadzę ją do domu. Pierwszy raz w życiu odprowadzam laskę do domu. Sam nie wiem, czemu jej to zaproponowałem. Po prostu... dobrze mi się z nią rozmawia. A poza tym, Teddy tylko jej powiedziała, o co chodzi. Skoro ona jej ufa, to ja chyba też mogę. 
– Nie widziałem jej od dłuższego czasu. Nadal ze mną nie gada. 
Podnosi na mnie wzrok. 
– Nie wytłumaczyłeś jej tego? 
Wzruszam ramionami. 
– Lara twierdzi, że Teddy zmyśliła sobie to wszystko, bo nie lubi jej nowego faceta, a Teddy nie chce powtórzyć tego, co powiedziała tobie. Pierwszy raz w życiu jest na mnie tak obrażona. 
Blondynka zawsze strzelała fochy na wszystkich wokół, tylko nie na mnie. Potrafiła nie rozmawiać trzy dni ze swoją matką i nocować przez ten czas u mnie. 
Każdy pragnie wyluzowanego wujka. Takiego, który pomaga wam maskować wasze wybryki przed rodzicami, mówiąc, że czasem trzeba się wyszaleć; takiego, który was nie osądza. Ja byłem nim dla Teddy. A teraz zostałem tym wujkiem, którego nikt nie lubi i nigdy nie zaprasza się na żadne imprezy rodzinne. Nie, żebym wcześniej na nie chodził. 
– Wierzysz jej? 
Patrzę na nią i przez chwilę myślę, chociaż odpowiedź jest oczywista. 
– Zawsze będę wierzyć Teddy. A już na pewno, kiedy muszę wybierać pomiędzy nią, a chłopakiem Lary. Jest naiwna i zawsze później żałuje swoich związków. W końcu ten skończy się tak samo, jeszcze przyzna mi rację. 
– Dlaczego jesteś do tego tak nastawiony? – pyta, a kiedy widzi moje zdezorientowane spojrzenie, dodaje: – Do związków. Mówisz o nich, jakby to była zwykła, nietrwała głupota. 
Powinienem poważne się zastanowić, czy rzeczywiście chcę dyskutować o związkach z Violettą. Jest równie naiwna, jak Lara i wierzy w te same bzdury. Nie jestem pewien czy chcę burzyć jej tęczowy świat z jednorożcami. 
W końcu jednak podejmuję decyzję. Skoro ja muszę jej tu uświadomić, to trudno. 
– Moi rodzice zmarli przez swój związek, miłość życia Lary zostawiła ją i ich wspólną córkę, a każda kolejna robiła to samo, a ty? Błagam cię, nie muszę cię znać, żeby wiedzieć, że twój facet to idiota. 
Nie odpowiada od razu. Wie, że mam rację, ale nie chce tego przyznać.  
Kiedy przez dłuższą chwilę się nie odzywa, zaczynam czuć poczucie winy, choć nie powinienem. Powiedziałem jej prawdę, a i tak źle czuję się z tym, że popsułem jej humor. 
Wzdycham głośno. 
– Przepraszam, nie powinienem tego mówić. 
Nie odpowiada, ale po kilku minutach dalszego spaceru, przystaje. Odwracam się w jej stronę i unoszę brwi. 
– Moglibyśmy pójść do ciebie? – pyta, spuszczając wzrok. 
Nie pytam dlaczego, po prostu zawracam. 

– Mogę cię o coś zapytać? – upewnia się, kiedy siedzimy już na kanapie w moim mieszkaniu. – Co stało się z twoimi rodzicami? 
Zaskakuje mnie tym pytaniem. Przez chwilę studiuję jej twarz w milczeniu, po czym odchrząkuję. Z nikim nie rozmawiam o moich rodzicach. 
– Zmarli w wypadku – odpowiadam zgodnie z prawdą. To wersja, którą znają wszyscy. Szczegóły znam tylko ja, Lara i jej rodzice. Żadne z nas nie widzi sensu w rozpowiadaniu tego. 
Szatynka kiwa głową. 
– Kiedy rozmawialiśmy na urodzinach Teddy, powiedziałeś... Mówiłeś, że to wina twojej matki. Dzisiaj, że to przez ich związek. 
W myślach sporządzam listę powodów, żeby jej nie mówić: 
  1. Nie znam jej. Zaledwie parę razy rozmawialiśmy. Wiem tylko o tym, że jest adoptowana i ma narzeczonego dupka. Czemu miałbym dzielić się z nimi sekretami, które znają tylko najbliższe osoby? 
  2. Z nikim nie rozmawiam o moich rodzicach.  
  3. Nie zrozumie tego.
Nie potrafię znaleźć powodu, dla którego mógłbym jej o tym powiedział. 
Nie pytajcie mnie więc, dlaczego jej o tym mówię, bo nie mam cholernego pojęcia. 
– Moja matka miała kochanka – oznajmiam, kierując swój wzrok przed siebie. – Mój ojciec dowiedział się o tym, kiedy jechali samochodem. Zaczęli się kłócić i stracił panowanie nad kierownicą. – Przełykam głośno ślinę. – On zginął na miejscu, a matka trafiła do szpitala. Kiedy przyjechałem, wszystko mi opowiedziała, przepraszała mnie. – Przed oczami staje mi obraz poturbowanej matki, która płacze i błaga mnie o wybaczenie. A ja siedzę tylko na krześle przy jej łóżku i z każdym słowem nienawidzę jej jeszcze bardziej. – Chciałem, żeby to ona umarła. A mój ojciec leżał na tamtym łóżku. Wtedy odwiedził ją ten jej kochanek. Dosłownie chwilę po tym, jak opowiedziała mi, jak zabiła mojego ojca, do sali wszedł on.  
Czuję na swoim ramieniu jej dłoń.  
– Wyszedłem ze szpitala i więcej jej nie odwiedziłem. Parę dni później umarła.  
Siedzimy w ciszy. Nie odwracam się do niej. Wpatruję się tylko w pieprzony punkt przed sobą.  
– Przykro mi – mówi cicho. 
Nie wytrzymuję. Strącam jej rękę ze swojego ramienia i wstaję. 
– Chcę, żebyś wyszła – rzucam i znikam w swoim jej sypialni, zostawiając ją.

Kiedy po kilku godzin radzenia sobie z przeszłością, wychodzę z pokoju, w kuchni znajduję kartkę.
Przepraszam. Nie powinnam była pytać.

PS
Myślę, że powinieneś poznać nowego chłopaka Lary – dla Teddy.

~*~

Boziu, też nie wierzę, ze to napisałam. Strasznie mi się nie podoba, ale obiecuję, że zrobię wszystko, żeby kolejny nie był na tym beznadziejnym poziomie. Po prostu strasznie się z tym męczyłam i ani nie miałam na niego pomysłu, ani chęci. Ostatni raz opublikowałam coś takiego.
Na swoje usprawiedliwienie powiem, że mam pomysł na to opowiadanie – naprawdę. Po prostu moje pomysły obejmują zdarzenia, po tym, jak Leonetta się do siebie zbliży. Muszę tylko przysiąść i naprawdę porządnie się zastanowić, jak ich do siebie zbliżyć. Na tę chwilę przepraszam,
Mam nadzieję, że jeszcze nie straciliście do mnie cierpliwości i zostaniecie ;/.

Do następnego (lepszego) :*

Quinn <3

PS
Postaram się wam to wynagrodzić i napisać jeszcze w ten weekend rozdział na IJNYL, trzymajcie kciuki, żeby nic nie stanęło na przeszkodzie ;)

poniedziałek, 28 grudnia 2015

08. ~ Foch



Kiedy otwieram oczy, promienie słoneczne już bezczelnie święcą w mojej sypialni. Powinienem zainwestować w porządne zasłony. 
Wzdycham głośno i dopiero teraz zauważam, że leżę obok Violetty. Spałem na brzuchu, jedną ręką obejmując poduszkę, a drugą mając przerzuconą przez talię szatynki. Ona z kolei leży na plecach i obejmuję tę rękę swoimi.  
Delikatnie wstaję, starając się jej nie budzić i patrzę na zegarek – czternasta. Wzdycham głośno i wychodzę z pokoju, zanim obudzę Castillo Tak naprawdę rzadko śpię tak długo. Słońce budzi mnie, kiedy tylko się pojawi, a fakt, że późno zasypiam nie pomaga. Jednak po tym, czego się wczoraj nasłuchałem od Violetty, każdy by padł. 
Swoją drogą – wciąż nie wiem, o co chodzi. Odkryłem, że Castillo, kiedy się denerwuje, mówi dużo, ale bez sensu. Przez kilka godzin płakała i mówiła o... No właśnie nie wiem, o czym. 
Właściwie to nawet nie mam pojęcia, kiedy zasnąłem, ale cieszę się, że to nastąpiło, bo obawiam się, że jeszcze trochę i zrobiłbym jej krzywdę.   
Robię dwie kawy, kiedy słyszę dzwonek swojej komórki. Podnoszę ją z blatu i odbieram połączenie od Lary.  
– Jesteśmy już w drodze do ciebie. Podrzucę ją trochę wcześniej. 
Marszczę brwi. 
– Co? Kogo? Czemu? 
– Nawet nie mów, że zapomniałeś. 
– Chcę jechać do domu! – słyszę w tle i od razu sobie przypominam. Teddy. 
– Skąd. Jasne, że pamiętam. 
Wzdycha i wiem, że mi nie wierzy, ale postanawia nie ciągnąć tego tematu. 
– Po prostu chciałam cię uprzedzić, żebyś w razie czego mógł się pozbyć jakiejś laski, którą przytargałeś zeszłej nocy. 
Rozłącza się, a ja odwracam się i zauważam, że laska, którą przytargałem zeszłej nocy właśnie się wymyka. 
– Co robisz? 
Gwałtownie staje i odwraca się przodem do mnie. 
Włosy ma poczochrane, ciuchy pogniecione, a makijaż rozmazany – w sumie nie muszę już poznawać odpowiedzi na moje pytanie. 
– J-ja... Powinieneś mieć tu więcej ścian. 
Marszczę brwi, po czym rozglądam się po swoim mieszkaniu. Drzwi wejściowe znajdują się w salonie, który jest jednocześnie też kuchnią, jadalnią i przedpokojem. Do tego wszędzie są okna od podłogi do sufitu i sporych rozmiarów balkon. Właściwie jedyne miejsce, w którym można mieć trochę prywatności to łazienka i sypialnia. 
– Po co skoro mieszkam tu tylko ja? 
Kiwa głową. 
– Słuszna uwaga – rzuca i znowu odwraca się do wyjścia. 
Szybko ją łapię i z powrotem obracam w swoją stronę. Automatycznie zakrywa ręką swoje usta. Unoszę pytająco brew. 
– Nie myłam zębów, a ty stoisz za blisko. 
Przewracam oczami i puszczam ją, po czym opieram się o blat i obserwuję, jak sięga do torebki i bierze do buzi garść miętowych tic tac'ów. Śmieję się pod nosem, a ona przez chwilę stoi w milczeniu i nagle pyta: 
– Mogę już iść? 
Teraz nie mogę się powstrzymać, wybucham śmiechem. 
– Przestań w końcu się ze mnie śmiać! 
Nie robię sobie nic z jej słów, nie mogę przestać. 
– Idę. 
– Nie, nie, nie. – Znowu ją łapię i obracam. – Chodź.  
Staję za jej plecami i kładę dłonie na jej ramionach, po czym prowadzę ją do piekarnika, który znajduje się na wysokości jej twarzy. Kiedy widzi w nim swoje odbicie, zakrywa dłońmi twarz.  
– Potrzebuję prysznica. 
– Obok sypialni.  
Kieruje się w ich stronę, wciąż zasłaniając twarz. 
– Ręczniki są w szafce w łazience, a ubrania Fran są w mojej szafie w sypialni.  
Odwraca się gwałtownie. 
– Nie ubiorę ciuchów twojej dziewczyny. 
– To nie moja dziewczyna – zaznaczam. Nienawidzę tego określenia. 
Zabiera ręce i unosi brew. 
– Masz jej ubrania w szafie. 
– Okej! – Wyrzucam ręce w powietrze. – Skoro chcesz wyjść do ludzi w tym, to nie będę cię powstrzymywał. 
Ogląda swoje pogniecione ciuchy, po czym bez słowa idzie do mojej sypialni. 
– Ha! – krzyczę za nią, po czym uświadamiam sobie, że zachowuję się, jak dziecko. 

Siedzę na fotelu naprzeciwko kanapy, a ona na niej. Nie odezwała się odkąd tutaj przyszła, ale wiem, że w końcu się złamie. 
Nagle wstaje i kieruje się do kuchni, a ja ją bacznie obserwuję. Zabiera stołek spod blatu śniadaniowego i przysuwa go do szafek. Wchodzi na niego, po czym otwiera drzwiczki szafki ze słodyczami. 
– Teddy, widzę cię! 
Kompletnie mnie olewając, wyciąga czekoladowego batonika i wraca na kanapę, nawet nie zamykając szafki ani nie odstawiając stołka. 
Bierze pierwszego gryza, kiedy mówię: 
– Teddy, batoniki są dla grzecznych dzieci. 
Nie odpowiada, tylko sięga po pilota i włącza telewizor. 
– Teddy, wyłącz to. 
W odpowiedzi podgłasza.
Już mam wstać i wyłączyć ten telewizor, kiedy w pomieszczeniu pojawia się Violetta. Blondynka obrzuca ją tylko szybkim spojrzeniem i wraca do oglądania bajki. 
Wzdycham głośno. 
– Spieszysz się gdzieś? – pytam. 
– Nie, czemu? 
– Mogłabyś tu posiedzieć i pilnować, żeby nie wyskoczyła przez okno, kiedy będę brał prysznic?

Pewnie zastanawiacie się, jak udało mi się wziąć śmiertelnie obrażoną Teddy na ten cały koncert to szkoły. Odpowiedź jest prosta – nie udało. Dodałbym słowo jeszcze, ale straciłem cały swój optymizm pół godziny temu. Powinniśmy już tam być, a tymczasem Teddy płacze i krzyczy, że nigdzie nie idzie, Violetta próbuje ją uspokoić, a ja rozmawiam z Larą przez telefon. 
– Oddaj ją do adopcji – oznajmiam. – Albo do wojska. 
Słyszę westchnięcie po drugiej stronie słuchawki. 
– To tylko hormony, nie wiem, okres dojrzewania? 
– Podczas swojego okresu dojrzewania, przespałaś się z byle gościem i teraz sama wychowujesz dziecko. Teddy jest na to za młoda. 
Kolejne westchnięcie. 
– Naprawdę nie dasz rady jej tam zawieść? 
– Mógłbym ją związać i zawieść w bagażniku, ale ktoś mógłby się zaniepokoić i zadzwonić na policję, a ja za kilka dni mam lot, więc nie mogę wylądować w więzieniu. 
Daję jej chwilę na zastanowienie się. 
– Zadzwonię do szkoły, może uda się ją jakoś zastąpić. Nie pozwalaj jej oglądać telewizora i nie dawaj słodyczy, będę około dwudziestej drugiej drugiej. 
Rozłączam się i wracam do Teddy. Ona mnie olewa, ale szatynka od razu do mnie podchodzi. 
– Możemy porozmawiać? 
Włączam blondynce bajkę i prowadzę Castillo do sypialni. 
– Co jest? – pytam, zamykając drzwi. 
– Teddy twierdzi, że skoro Lara ma chłopaka, to on będzie jej tatą, a ty ją zostawisz.  
Marszczę brwi.  
– Skąd wzięły jej się te bzdury? 
– Ponoć tak powiedział chłopak Lary. 

~*~

Tak, wiem, że rozdział jest MEGA krótki. Przepraszam, ale siedzę teraz chora, mój mózg ledwo pracuje i wiem, że powinnam odłożyć pisanie tego na jakiś inny dzień, ale w sumie już nić więcej nie wymyślę, przykro mi. Chciałam, żeby to się skończyło tak, a że nie rozwinęłam wcześniejszych fragmentów to... Następnym razem będzie lepiej, ok? ;(
Jak święta? :D Ja pierwszy raz w życiu spędziłam je tylko z rodzicami i bratem, ale nie żałuję, bo pierwszego dnia świąt pojechaliśmy do Gamla Stan (taka starówka w Sztokholmie), a drugiego dnia do najstarszej dzielnicy w Sztokholmie położonej tam, gdzie największe jezioro w Szwecji. Problem w tym, że wszędzie była woda, a ja nie jestem fanką szalików i czapek, więc  od dwóch dni leżę w łóżku i oglądam filmy, a od czasu do czasu krzyknę do mamy, że umieram. Jestem z siebie dumna, że wgl dałam radę skończyć to coś u góry! XDDD
Mam nadzieję, że Wy nie cierpicie tak jak ja ;p.
Btw, uwaga: W KOŃCU DOSTAŁAM LAPTOPA! <333 Rodzice powiedzieli, że to ostatni tak drogi prezent w moim życiu, ale warto było ;D. W końcu mogę swobodnie pisać rozdziały, kiedy chcę, a nie kiedy akurat rodzice nie ptrzebują swoich lapków ^^.
Mam nadzieję, że rozdział nie był najgorszy i czekam na Wasze opinie ;*

Do następnego! :D

Quinn <3

PS#1
Jeszcze raz przepraszam za beznadziejną długość, kiedyś Wam to wynagrodzę ;D.

PS#2
DZIĘKUJĘ ZA 100 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ! <333333

sobota, 21 listopada 2015

07. ~ Kiepska impreza



– Nie zawsze tak było.
– Zawsze na początku jest zajebiście – odpowiadam.
– On kiedyś był zupełnie inny.
– Błagam, naprawdę się na to nabrałaś? – Wzdycham głośno. – On tak naprawdę zawsze taki był, po prostu grał przed tobą innego. A teraz już zwisa mu to, co o nim myślisz. Owinął cię sobie wokół palca. 
Przez chwilę się nie odzywa, więc odrywam spojrzenie od sufitu i kieruje je w jej stronę. Widzę w jej oczach, że nie pomogłem i zaraz znowu się rozbeczy.
Obejmuję ją, a ona po chwili moczy mi t-shirt łzami.
– Wiesz, co jest najgorsze? – pyta w końcu, nie przerywając szlochania. 
– Wciąż przynosi do łóżka pluszowego misia?
Płacze jeszcze głośniej.
– Bez niego jestem nikim! 
W tej chwili jej płacz zagłusza wszystko.
Nigdy nie wysłuchuję problemów kobiet, spoza mojej rodziny. Właściwie to nawet z nimi nie rozmawiam. Albo się z nimi pieprzę, albo omijam je szerokim łukiem. W takiej sytuacji interesuje mnie tylko to, jak wyglądają nago i czy aby na pewno mnie niczym nie zarażą. 
Prawda jest taka, że nie rozumiem kobiet i nie chcę ich zrozumieć. PSM, hormony, wyolbrzymianie wszystkich problemów, histeryzowanie i ciągły płacz. Pytanie do wszystkich (nie)szczęśliwych mężów – po co wam to było?
Każde państwo powinno opłacać kobietom psychiatrę. Tak! To by rozwiązało wiele problemów. Między innymi rosnącą liczbę rozwodów.
Wiecie jak wygląda sprawa? Kiedy facet zdradza kobietę, to jest największym potworem na świecie, ale kiedy ona to robi, to również wina jest po jego stronie – bo o nią nie dbał. To one manipulują wszystkim tak, żeby zawsze wyjść na tę biedną i pokrzywdzoną.
Zastanawiacie się więc pewnie, jak to możliwe, że ja – ten unikający rozmów z kobietami – wylądował tutaj. Leżę w łóżku z siostrą mojego kumpla i słucham, jak płacze i narzeka na swojego narzeczonego.
Ja również zastanawiam się, jak to, do cholery, możliwe?!

Kilka godzin temu...


– Wytłumacz mi jeszcze raz, dlaczego tutaj jestem?! – pytam, próbując przekrzyczeć muzykę.
– Z tego samego powodu, co wszyscy – dla zabawy! – odpowiada Federico. – Wstałeś dzisiaj lewą nogą czy co?! Jakoś wcześniej nie miałeś problemu z imprezami!
Wzdycham głośno zirytowany.
– Może dlatego, że wcześniej nie wyciągałeś mnie na imprezy po siedmiogodzinnym locie!
Wiem, co sobie myślicie – dlaczego nie odmówiłem? Prawda jest taka, że nawet nie miałem szansy.
Sprawa wyglądała tak, że Federico przyjechał po mnie na lotnisko. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie robił, ale byłem cholernie zmęczony, a opcja podwózki przez kumpla zawsze jest lepsza niż podróż taksówką ze starym kierowcą, który słucha dennej muzyki i dokłada wszelkich starań, żeby ciągnąć cholernie nudną rozmowę, po czym oczekuje, że dacie mu napiwek. 
Pojechałem więc z nim i zanim się obejrzałem wylądowaliśmy w tym durnym klubie.
Jak się czuję? Siedzę w zatłoczonym lokalu w stroju do pracy, podczas gdy moja głowa pęka i jedyne o czym marzę to długi, spokojny sen.
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego Federico zależy tak na tym wypadzie. Prawda jest taka, że sam nie wiem. Mam jednak teorię, że po prostu potrzebuję rozrywki, a że Diego wyjechał na parę dni do swojej rodziny, nie ma żadnych przyjaciół, którzy nadawaliby się na imprezę. Zresztą, po takich akcjach, nie dziwię się.
– Błagam cię, tym bardziej przyda ci się parę drinków. Poza tym pewnie i tak, jak zwykle lecieliście na autopilocie i na zmianę spaliście. 
Unoszę brew, ale nie odpowiadam – nie mam siły na dyskusje z nim.
Chcecie znać prawdę? Lot był koszmarny. Poza drzemką w kabinie pilotów, nie zaznałem snu od kilku dni. Pogoda zarówno przy startowaniu, jak i lądowaniu była beznadziejna, a grupa wyjątkowo trudnych pasażerów sprawiła, że przez trzy czwarte lotu moje myśli zajmowało wyobrażanie sobie sytuacji, w której mam możliwość obniżenia ciśnienia w strefie pasażerów w celu zmuszenia ich do pójścia spać.
– Jedyna cholerna rzecz jaka mi się w tej chwili przyda to powrót do domu i długi sen – odpowiadam tylko, po czym wypijam zawartość kieliszka. – Spadam.
– Pięć minut! – Zatrzymuje mnie, kładąc rękę na moim ramieniu. Wiem, że pięć minut w jego słowniku oznacza conajmniej dwie godziny, więc już otwieram usta, żeby odmówić, kiedy jego uwagę przykuwa coś za moimi plecami. – Cholera. Nie widziałeś mnie – rzuca i w mgnieniu oka znika w męskiej toalecie. 
Marszczę brwi i odwracam się. W oczy od razu rzuca mi się Ludmiła. 
– Leoś! To naprawdę ty?
W mgnieniu oka pojawia się obok i wita się ze mną całując mój policzek.
Blondynka chodziła ze mną do szkoły jeszcze za czasów, kiedy miałem "normalną" rodzinę. Później kontakt się urwał i odnowiliśmy go dopiero po paru latach.  
Nie, nie spałem z nią. Bywają przyjaciółki, jak Fran – takie, z którymi numerek od czasu do czasu nie zniszczy naszej przyjaźni; są też takie, którym bliżej do siostry niż przyjaciółki do seksu albo zwykłej kochanki – to właśnie do tej grupy należy Ferro. 
Mimo to, to właśnie z Francescą mam lepszy kontakt. Zapewne jest to spowodowane tym, że Ludmiła wie o wiele więcej o przeszłości, o której ja chcę zapomnieć.
– Co tutaj robisz? – pyta z entuzjazmem.
– Też chciałbym wiedzieć – odpowiadam i wymuszam uśmiech. Naprawdę pragnę się na kimś wyżyć, a wiem, że Ludmiła nie jest dobrą kandydatką. – A ty?
– Miałam przyjść na drinka z koleżanką, ale jej beznadziejny narzeczony znowu musiał się wpierdzielić i w końcowym efekcie marzę, żeby wrócić już do domu. Kocham ją, ale gdybym mogła, zabiłabym jej faceta.
Śmieję się cicho. Blondynka potrafi być najwspanialszym człowiekiem na świecie, ale zdecydowanie woli mówienie prawdy nawet osobom, które jej nie chcą. Tak, to pewnie dlatego jeszcze się na mnie nie obraziła.
Jestem gotów się założyć, że już nieraz powiedziała chłopakowi swojej przyjaciółki, że jest do dupy.
– Aż taki zły?
– Nawet ty byłbyś lepszy – komentuje, po czym woła barmana i zamawia drinka. – Wciąż nie ma dla niej czasu, bo albo praca, albo kumple, a ona nie ma prawa wyjść sama z domu. Do tego momentami traktuje ją jak gosposię nie jak dziewczynę, naprawdę nie wiem, co ona w nim widzi. A co u ciebie?
– Teddy mnie nienawidzi, Fran ostatnio się nie odzywa i jestem zmuszony do spędzania czasu z idiotą, który przywiózł mnie tu prosto z lotniska. 
– Jak to możliwe, że dobieramy sobie tak beznadziejne towarzystwo?
– Za cholerę nie wiem.
Opiera głowę na moim ramieniu.
– Wolałabym zostać tu z tobą, ale muszę wrócić do tego palanta – oznajmia, po czym wzdycha głośno. – Ale obiecaj, że zjemy razem lunch.
– Kolacja. Jutro – odpowiadam bez zawahania. Lubię Ludmiłę i zdecydowanie za dużo czasu minęło od naszego ostatniego wspólnego wyjścia.
Uśmiecha się, po czym całuje mnie w policzek i wstaje.
– Zadzwonię.
Zaraz po jej odejściu, pojawia się Federico.
– Błagam, powiedz, że nie podrywałeś tej laski.
Marszczę brwi. Przecież to tak, jakbym podrywał Larę. Boże, wyobraziłem to sobie. Co się zobaczyło, to się już nie odzobaczy.
Fede nie ma szans u Ferro. To mądra kobieta, a od Włocha trąci idiotyzmem na kilometr.
– Ta laska jest szurnięta.
– I kto to mówi – odpowiadam, kiedy nagle do mnie coś dociera. – Skąd niby to wiesz?
– Pamiętasz, jak kiedyś opowiadałem ci o lasce, od której musiałem uciekać w środku nocy? No, wiesz... Ta noc, której w naszym budynku nie było prądu.
Przez chwilę się zastanawiam, o czym mówi. Nagle przypominam sobie feralną noc bez prądu – przespałem się wtedy z Violettą, a niedługo przed tym Fede opowiadał od jakiejś szurniętej lasce.
– Nie – odpalam. – To nie mogła być Ludmiła, coś ci się pomyliło.
– Skąd możesz wiedzieć? Gadałeś z nią pięć minut! One zawsze na początku wydają się normalne.
Kręcę tylko głową, bo nie chce mi się przybliżać mu, jak dobrze znam Lu, i jak często on się puszcza, a potem nawet nie pamięta z kim. Owszem, śmiem twierdzić, że to właśnie on jest największą dziwką w naszej grupie.
Wyciągam do niego dłoń.
– Kluczyki.

Zaraz po opuszczeniu lokalu, słyszę swój telefon. Pada, więc chowam się pod daszkiem przy wejściu i odbieram.
– Halo?
– Musisz coś dla mnie zrobić.
Lara. Pamiętacie, jak mówiłem Wam, że dzwoni tylko wtedy, kiedy czegoś chce? Nie żartowałem.
– Nie.
– Okej, w takim razie powiem Teddy, że jej wujek ma ją gdzieś. To na pewno przyspieszy proces wybaczania ci.
Wzdycham głośno. Tak, dobrze słyszałyście. Teddy wciąż jest na mnie obrażona, a ja nie mam pojęcia, dlaczego.
Owszem wcześniej strzelała fochy, ale zawsze miała powód – beznadziejny, ale lepszy taki niż żaden – i po dostaniu lizaka jej przechodziło. Dziwnie czuję się z tym, że nawet nie wiem, co się dzieje.
Wyobraźcie sobie, że nagle ze sklepów wycofują czekoladę i zamykają wszystkie jej fabryki. Nie mówią, dlaczego – po prostu to robią.
Z tą różnicą, że moja czekolada sama postanowiła być wycofana.
Dlatego bez zawahania odpowiadam:
– Czego chce Teddy?
Możecie mówić, że manipuluje mną siedmiolatka, to prawda. Ale nie oddam nikomu mojej czekolady.
– W szkole Teddy jest koncert dla rodziców. Teddy w nim występuje, a ja nie mogę na niego iść, bo będę o tej godzinie w pracy. Nie chcę, żeby była tam sama.
– Koncert? Słyszałaś jak twoja córka gra na pianinie? Kocham ją, ale pozwalając jej nie występ, niszczysz jej życie.
Słyszę westchnięcie.
– Będzie tam jeszcze jakieś krótkie przedstawienie. Leon, proszę...
– Okej.
– Podrzucę ją jutro około piętnastej. Pamiętaj, że musicie tam być o siedemnastej. I koniecznie wszystko nagraj.
Słucham w skupieniu jej wskazówek, kiedy dostrzegam kobietę opuszczającą klub – jest zadziwiająco podobna do Violetty, ale pewność, że to ona zyskuje dopiero, kiedy przechodzi obok mnie. Nie zauważa mojej osoby, więc łapię ją za ramię.
– Zdzwonimy się jutro – rzucam do Lary i się rozłączam, po czym spoglądam na szatynkę. – Hej?
Przeciera łzę z policzka.
– Cześć.
– Coś się stało? – pytam, dopiero teraz zauważając, że płakała.
W odpowiedzi kręci głową, ale po chwili po jej policzkach znowu płyną strumienie łez. Przytula się do mnie i mruczy w moją klatkę piersiową:
– Zabierzesz mnie stąd?
Bez zawahania obejmuję ją i prowadzę do samochodu Federico. Nie pytajcie czemu, po prostu to robię.

~*~

W końcu się zjawiam XDD
Na początku wyjaśnię pewną sprawę ;p. Pisałam ten rozdział na tablecie, w aplikacji bloggera, i żeby sobie ułatwić zrobiłam na kompie w sql post z tytułem, gifem itd., ale później (na tabie) okazało się, że nie mogę pisać w tym poście (też chciałabym wiedzieć, dlaczego), więc stworzyłam nowy i, żeby nic mi się nie pomieszało nazwałam go "Treść do siódemki". Ci, którzy są obserwatorami mojego bloga, zapewne zauważyli już parę dni temu, że dodałam to już wcześniej – przez przypadek XDDDD. Po prostu zamiast "zapisz", wcisnęłam "opublikuj". Miałam wtedy zaledwie pierwszy fragment tego rozdziału, jakby co ;p. W każdym razie Ci, którzy mnie obserwują, mieli okazję przeczytać spoiler (specjalnie dodał się do obs, żeby sprawdzić, czy jak usunę posta, to on nadal będzie widoczny na stronie głównej bloogger'a, w obserwowanych blogach, i niestety był :///), a Ci, którzy nie są, mogą się teraz dodać i liczyć na więcej takich przypałów ^-^.
Btw. akurat coś takiego musiało mi się przytrafić, kiedy rozdział zaczynał się końcówką XDDDD. Przynajmniej nikt nie ogarnął, o co cho ;p.
Wiem, że jest mało Leonetty, ale next będzie cały o nich, więc uzbrójcie się w cierpliwość :D.
Mam nadzieję, ze rozdział się Wam spodobał i czekam na Wasze opinie :***

Do następnego :))

Quinn :**