poniedziałek, 21 marca 2016

11. ~ OSNLBP



Prawda jest taka, że jest wiele rzeczy, które zrażają facetów do stałych związków i kobiet. Okres, tipsy, siedzenie w łazience pięć razy dłużej niż byłoby to potrzebne, marudzenie i wiele innych. Naprawdę. Jesteście tak straszne, że mógłbym wymieniać i wymieniać. 
Ale nie w tym sęk. 
Wadą, którą omówimy dzisiaj są Wasze bezpodstawne, wiecznie fochy. Tak naprawdę wiemy, że przechodzi Wam po trzydziestu minutach, ale udajecie obrażone przez kolejny miesiąc dla zasady. 
Wyjaśni mi ktoś jaki jest w tym sens? 
Zawsze myślałem, że najgorszy przypadek focha to taki, w którym laska na każdym kroku przypomina nam, że czuje się jak gówno i to nasz wina. Myliłem się. To jest sto razy lepsze niż milczenie. 
Teddy, Lara i Violetta. Wszystkie milczą. I cholernie mnie to wkurza. Chcę, żeby Teddy zawracała mi cztery minuty i wiecznie płakała i marudziła. Chcę, żeby Lara dzwoniła do mnie trzy razy dziennie i wypominała mi, jaki to jestem okropny. Chcę, żeby Violetta przyszła do mnie i wykrzyczała mi prosto w twarz, co o mnie myśli. 
Tymczasem Teddy udaje, że mnie nie zna, a Lara nie odbiera moich telefonów. Plusami w tym dwóch sytuacjach jest jednak to, że mniej więcej wiem, o co się gniewają. I że w ogóle to robią. 
Sytuacja z Violettą jest gorsza. Problem w tym, że ja nawet nie wiem, czy ona jest na mnie obrażona. Ponad tydzień temu wyszła z mojego auta i już więcej nie dała znaku życia. Nie mam pojęcia czy jest na mnie zła. Nie mam pojęcia, czego ode mnie oczekuje. I nie mam pojęcia czy ma w ogóle w planach się do mnie jeszcze odzywać. 
A najgorszy jest fakt, że mnie to rusza. Jakimś cudem Castillo weszła do bardzo małego grona osób, które mnie obchodzą. Nie wiem, jak, kiedy i dlaczego. I cholernie mnie to martwi. 
– Słuchasz mnie w ogóle? – głos Diego wyrywa mnie z rozmyślań.  
Podnoszę głowę i patrzę na niego zdezorientowany. Po jego minie wnioskuję, że już wie, iż przez ostatnie dziesięć minut miałem kompletnie gdzieś to, co mówi.  
Siedzę w jego mieszkaniu i z każdą cholerną minutą mam coraz większą ochotę zapytać go, co u Violetty. Przypominam sobie jednak ciągle, że dopóki nie sam jej nie rozszyfruję, powinienem nie dać po sobie poznać, że mnie ona obchodzi. 
– Nie – przyznaję szczerze, mimo, że wiem, iż nie ma takiej potrzeby. – Wiesz, co z Fran? Ostatnio ciągle mnie zlewa. 
Sprawa z Franscescą to nie foch. Fran się nie obraża, nie na mnie. Fran chamsko mnie unika i udaje zajętą.   
Widzę, że słysząc to pytanie, Diego cały się spina. Mam ochotę ciągnąć ten temat dalej, bo widzę, że on coś wie, ale niestety przerywa mi dzwonek do drzwi.  
Hernandez wstaje jak oparzony i znika w przedpokoju. Po chwili wraca z jakimś gościem. Skądś go znam, ale w tym momencie nie potrafię sobie przypomnieć, skąd. 
Nie trudząc się przedstawieniem mi go, Diego wychodzi do innego pokoju. 
Właśnie wtedy rozpoznaję skąd go znam. To narzeczony Violetty. 
Spogląda na mnie i widzę, że od razu wie, kim jestem. Najwyraźniej jest szybszy w kojarzeniu faktów. Udam, że mnie to nie rani. 
Rzucam mu uśmiech i kiwam. W końcu odwraca wzrok i postanawia mnie olać. Serio? A ja miałem nadzieję, że będzie szukał zaczepki. 
No trudno, nie lubię być tym, który zaczyna, ale jak mus to mus.  
– Jesteś chłopakiem Violetty – zauważam. – Pozdrów ją. – Kiedy widzę, że nie ruszają go moje słowa, dodaję: – Mógłbyś powiedzieć jej, żeby odbierała moje telefony? A jeśli odmówi, przekaż jej moje przeprosiny. I powiedz, że cieszę się, iż przerwała to zanim zaszło za daleko.  
W jednej chwili gwałtownie odwraca się w moją stronę i widzę w jego oczach wściekłość. O tak, o to właśnie mi chodziło. Możecie mówić, że to gówniarskie zachowanie, ale... Właściwie to nie ma "ale". Po prostu zachowuję się jak gówniarz i poza zabawą, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. 
– Kim, do cholery, dla niej jesteś? – pyta natychmiast. 
W chwili, w której mam ochotę odpowiedzieć i sprowokować niezłą awanturę, wraca Diego. Ten to potrafi popsuć każdą zabawę. 
Patrzy zdezorientowany na mnie i na narzeczonego swojej siostry, który przypadkiem gromi mnie w tej chwili spojrzeniem. 
– Co jest. 
Podnoszę się z krzesła. 
– Koniec zabawy – oznajmiam. – Spadam do Teddy. Może ona to naprawi. 

– Jesteś w stu procentach pewna tego, co masz zrobić? – upewniam się. 
Teddy przewraca oczami. Zdecydowanie za dużo czasu spędza z Larą. 
– Tak, możemy już to zrobić? 
Wzdycham głośno, po czym sięgam po swoją komórkę. Wybieram numer Violetty, po czym kładę komórkę na stole znajdującym się pomiędzy mną a Teddy, włączam tryb głośnomówiący i wciskam zieloną słuchawkę. 
Jeśli myślicie, że kupiłem nową kartę do telefonu z innym numerem i teraz wykorzystuję dziecko swojej kuzynki, żeby ściągnąć Castillo do mojego mieszkania, mylicie się. 
– Halo? 
– Violu! – krzyczy Teddy, płaczliwym głosem. – Proszę, ratuj! 
No dobra, może się nie mylcie. 
Ale musicie przyznać, że dzięki talentu aktorskiemu, Teddy jest najlepszą osobą do tej roboty. 
– Teddy? – upewnia się zaskoczona szatynka. 
– Leon zostawił mnie samą w domu dwie godziny temu i nie wrócił! – mówi i udaje wybuch płaczu. – Mamusia nie odbiera. Proszę, Violu, przyjedź! 
– Teddy, uspokój się. 
– Powiedz, że przyjedziesz! – krzyczy. 
– Tak, przyjadę. Po prostu spokojnie na mnie poczekaj.  
Rozłączam się i patrzę na blondynkę.  
– Wujek jest z ciebie dumny – oznajmiam, po czym wystawiam rękę.  
Patrzy na mnie niezadowolona, ale w końcu przybija mi piątkę. Za to jej nie zapłaciłem – widzę postępy. 

Dwadzieścia minut potem słyszę pukanie do drzwi. Otwieram je, a na widok zdziwionej miny Violetty, na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Po chwili drzwi otwierają się szerzej i obok mnie pojawia się Teddy z paczką żelków w dłoni. 
– Przepraszam – mówi. – Kocham haribo – tłumaczy, po czym wyciąga częstuję żelkiem Violettę.  
Grzecznie odmawia, po czym obrzuca mnie szybkim spojrzeniem i odwraca się w stronę windy. Szybko łapię ją za nadgarstek i wciągam do mieszkania. 
– Teddy, w moim pokoju jest dwadzieścia dolców – znajdź je, a są twoje. 
Blondynka natychmiast rusza do mojej sypialni, a ja zostaję sam na sam z Castillo. Przygryza wargę i patrzy na swoje buty. Widzę w jej postawie, że jest całą spięta. 
– Rozmawia z tobą – zauważa.  
Kiwam głową. 
– Płacę jej za to. 
Podrywa głowę do góry i patrzy na mnie zaskoczona. 
Zapewne wasza reakcja była podobna, ale nie krytykujcie moich metod dopóki nie wymyślicie lepszych. 
– Leon, nie sądzę, że to dobry pomysł. 
Prycham. Właśnie o tym mówię. 
– Wziąłem już pod uwagę twój i zamiast zmusić Teddy, żeby znowu mnie uwielbiała, sprawiłem, że jej matka dołączyła do stowarzyszenia OSNLBP. – Widząc jej pytający wzrok dodaję: – Obraźmy się na Leona bez powodu. 
Może i nie powinienem zwalać całej winy za foch Lary na ten głupi pomysł, sam też nie jestem święty. Ale błagam, znacie mnie już trochę. Violetta też. Mogłyście przewidzieć, że zachowam się tak, a nie inaczej. 
Uprzedzałem. 
– Dużo? – pyta i wyczuwam w jej głosie ciekawość. 
– Rozlicza mnie pod koniec dnia. 
Patrzy na mnie zniesmaczona i automatycznie się rozluźnia. 
– Leon, jesteś idiotą! 
Nie to miałem na celu, ale... 
– W końcu! – krzyczę. 
Chyba pierwszy raz od incydentu z sypialnią i drzwiami, poczuła się na tyle swobodnie w moim towarzystwie, żeby mnie tak nazwać. Mówcie sobie, co chcecie, ale ja jestem z niej dumny. 

Mój plan miał swoje plusy i minusy – jak każdy. W obu grupach decydującym czynnikiem jest Teddy. Plus – ściągnęła tutaj Violettę, bez niej nie byłoby tak łatwo. Minus – jest przeszkodą w tym, żebym mógł porozmawiać spokojnie z Castillo.  
Znalezienie kasy w moim pokoju, zajęło jej zaledwie kilka minut. Zaraz po tym przyszła tutaj i teraz siedzi z Violettą i oglądają wspólnie jej głupie bajki. Zaczynam myśleć, że ściągnęła ją tutaj dla siebie, a nie dla mnie. 
Obserwuję je z kuchni i czekam aż w końcu zaśnie. Nie umyka mi jednak to, jak Teddy zachowuje się przy szatynce. Przytula się do niej. Zazwyczaj to do mnie się przytula, kiedy zasypia przed telewizorem. To ze mną ogląda głupie bajki. To ze mną chcę rozmawiać.  
Tak, jestem zazdrosny. 
Pora ograniczyć ich kontakty. 
W końcu Teddy zasypia. Od razu zjawiam się przy kanapie, skąd ją zabieram i przenoszę do sypialni. 
Wracam do salonu z nadzieją, że Violetta nie wykorzysta chwili mojej nieobecności i nie ucieknie. 
Na szczęście zastaję ją w tym samym miejscu. Nie uciekła – wręcz wygląda jakby chciała ze mną porozmawiać. 
Wzdycham głośno i siadam obok. 
– Słuchaj... – zaczynam, ale jej głos mi przerywa: 
– Zapomnijmy. 
Patrzę na nią zdezorientowany. 
– Do niczego nie doszło, nie ma czego roztrząsać. 
Gdybym miał podać najlepszą rzecz, jaką chciałbym usłyszeć z jej ust, byłaby to jej wypowiedź.  
– Ale...  
O nie.  
– …uważam, że powinniśmy ograniczyć nasze kontakty.  
Wpatruję się w nią bez słowa. Tak, Leonowi Verdas zabrakło słów. Możecie wyjąć aparaty. 
– Nie dzwoń do mnie, proszę.  
Zanim zdążę zareagować, zabiera swoją torebkę i wychodzi w mojego mieszkania. Nadal siedzę na kanapie i wpatruję się w miejsce, które przed chwilą zajmowała.  
Ograniczenie kontaktów jej i Teddy wydaje się teraz o wiele łątwiejsze.

~*~

Oto 11.! ;D Miała być w zeszłym tygodniu, ale Nicol znowu miała lenia. Z kolei w ten weekend w piątek byłam zmęczona, w sobotę nie było mnie w domu, a w niedzielę źle się czułam. Whatever. Nie bijcie. Teraz mam kolejny tydzień wolny, więc postaram się jeszcze dodać coś prawdopodobnie na heroes. Ale nic nie obiecuję ;D.
A, i wiem, że ten rozdział jest marny. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.
W tej chwili możecie iść skomentować, jeśli nie intereuje Was reszta notki ;D.
Pora na historyjkę z życia Nicol (a tak, żeby notka nie była za krótka): w zeszłą sobotę były szwedzkie przesłuchania do Eurowizji 2016 (która będzie w moim mieście tak btw B))) no więc postanowiłam je obejrzeć - tak z ciekawości. Pierwszy raz w życiu oglądałam szwedzką TV (mam od sierpnia, ale co tam) i żałuję. Serio, nigdy nie oglądajcie szwedzkiej TV. Szwedzi są tacy qwerftglqwskdfjdmwd. Serio, oglądałam może z dwie godzinki, a mam teraz mega fazę i na jej szybki koniec się nie zanosi. Szwedzi zajebiście śpiewają, zajebiście wyglądają i zajebiście się zachowują, mówią itd. *-*. Serio. Uzależniłam się od szwedzkich chłopców. Robin (mój ulubiony ;D <3), Frans i Gabriel <3333. Tak się nimi jaram, że niedługo zacznę ich stalkować (największe prawdopodobieństwo jest na Robina, bo wiem, gdzie był i co robił przez ostatni tydzień ;//). Tsa, wnioski takie, żeby nigdy nie oglądać szwedzkiej TV, ma to okropne skutki. Szwedzcy goście są życiem. Ale możecie sobie posłuchać szwedzkiej muzy w radiu bo jest cudowna <3.
Tak, Nicol zmienia się w psychola. Jak nie będzie rozdziałów przez parę miesięcy, oznacza to, że zamknęli mnie w psychiatryku. Ale dla tych oczu mogę tam trafić <3.
Jeśli dortwaliście do tego momentu i nie pieprzneliście głową w klawiaturę, to gratuluję ;D. Naprawdę podziwiam osoby, które czytają całe moje notki XDDD.
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał i czekam na Wasze opinie ;*.

Do następnego ;>

Quinn ;*

sobota, 13 lutego 2016

10. ~ Nowy przyszły tatuś



Drzwi się otwierają i moim oczom ukazuje się Lara. 
– Przyniósłbym jakiś alkohol, ale nie wiem, jakim szują jest twój nowy facet, a nie chcę, żeby Teddy widziała, jak leży schlany na kanapie. 
Kręci głową. 
– Minęło pół minuty od twojego przyjścia, a ja już żałuję, że cię zaprosiłam. 
Zostawia mnie samego i kieruje się do kuchni. Po chwili wchodzę, po czym zamykam za sobą drzwi i idę za nią. 
– Gdzie Teddy? – pytam od razu. Zainteresowałbym się brakiem tego kretyna, ale... jak dla mnie może nie przychodzić. Może spaść ze schodów albo wpaść pod samochód, nie pogniewałbym się. Wręcz przeciwnie – gdyby nie przeżył, od razu bym go polubił. 
– Jest w swoim pokoju – odpowiada, a kiedy ruszam w tę stronę, dodaje: – Z Ben'em. 
Gwałtownie staję. Ben? Kto, do cholery, daje dziecku takie imię? Teraz już wiemy, że jego kretyństwo nie wzięło się znikąd – najwyraźniej to genetyczne. Lepiej, żeby Lara tym razem raczyła się zabezpieczyć. 
Jednak nie to jest w tej chwili ważne. Słyszałyście jej słowa? Jest w pokoju. Z Ben'em. Spróbujcie nie zwracać uwagi na durne imię i pojmijcie znaczenie jej słów. Teddy. W pokoju. Z Ben'em.  
– Co, do cholery, facet robi w jej pokoju?! – Odwracam się gwałtownie. 
Kiedy jeszcze moi rodzice żyli, mieszkaliśmy na osiedlu, na którym miałem dużą ilość swoich rówieśników. Było tylko trzech chłopaków i mnóstwo dziewczyn. Tak, to raj nawet dla dziewięciolatka. 
A raczej byłby nim, gdyby nie pieprzony domek na drzewie u Lucy. Lucy była zaborcza, irytująca i rządząca się. Ale za to tak seksowna, jak tylko ośmiolatka może być. 
Kiedy na jej urodziny, ojciec wybudował jej domek na drzewie, wszystkie dziewczyny bawiły się tam. Niestety chłopacy mieli zakaz wstępu do domku, więc wymyśliliśmy plan, aby nas tam wpuściły. Jednak już wtedy byłem dupkiem, więc kiedy zaprosiły tylko mnie (myślę, że to przez włosy), zgodziłem się. Koledzy się ode mnie odwrócili na parę tygodni, ale kogo to obchodzi, kiedy jest jedynym facetem wśród grupy dziewczyn? 
Teddy nie ma domku na drzewie. Mieszka w bloku, więc to byłoby trudniejsze niż w przypadku Lucy, ale zrobiłem z jej pokoju pewnego rodzaju domek. Żaden chłopak nie ma tam wstępu. Bez względu na to czy ma dziewięć lat, czy trzydzieści. 
Całe lata powtarzałem jej, żeby nie była taka naiwna, jak Lucy, a ona co? 
Teraz to już na pewno nie polubię tego pajaca. 
– Tłumaczy Teddy, żeby była dla ciebie miła. 
To ja jestem jedynym gościem, który może jej coś tłumaczyć; który może wejść do jej pokoju. 
Już przymierzam się do pójścia do pomieszczenia i nagadania mu, kiedy pojawia się w kuchni. 
– Cześć, ty pewnie jesteś Leon – mówi z uśmiechem i wyciąga do mnie rękę. 
Patrzę na jego dłoń, ale nie podaje mi swojej. Przenoszę wzrok na jego twarz i mam ochotę zdjąć mu z niej ten kretyński uśmiech. 
– Leon, bądź miły – słyszę za plecami głos Lary. 
Jasne, będę miły. Już się rozpędzam. 
Wymijam go bez słowa i idę do pokoju Teddy. Na drzwiach wciąż widnieje tabliczka z napisem Zakaz wstępu dla chłopaków, którą sam wybierałem i jej kupiłem. Czy ten kretyn nie potrafi czytać? A może po prostu uważa się za cipę? Bardzo prawdopodobne. 
Wchodzę do pomieszczenia. Bez słowa podchodzę do małego biurka i wyjmuję marker. Cofam się do drzwi i dopisuję do tabliczki ...i Ben'a. Może tym razem zrozumie. 
Wracam do pokoju. Teddy siedzi na łóżku i mi się przygląda. Podchodzę i siadam obok. Zanim zdążę się odezwać, ona pyta: 
– Przyprowadziłeś Violettę?  
Z zaskoczeniem unoszę brwi. Co, do cholery? 
– Co? Nie. Dlaczego? 
Teddy sięga po lalkę leżącą na poduszce i zaczyna się nią bawić. Nie patrząc na mnie oznajmia: 
– Będę z tobą rozmawiać tylko, jeśli przyjdzie Violetta. 
– Czy ty mnie szantażujesz? 
– Tak. 
Być może zaskakuje Was jej bezpośredniość lub zdolność do szantażu. Mnie nie. Pozwólcie, że wyjaśnię Wam, dlaczego. Po pierwsze, jesteśmy spokrewnieni, blondynka nie jest do mnie podobne fizycznie, ale psychicznie owszem. Po drugie, spędza ze mną bardzo dużo czasu. A jest mądra i szybko się uczy.   
Skoro tę kwestię już sobie wyjaśniliśmy, pozwólcie, że przejdę do następnej.  
Violetta.  
Nie mam pojęcia, dlaczego akurat jej obecności oczekuję Teddy. Ale nie zapytam, bo wyraziła się jasno, mówiąc, że będzie ze mną rozmawiała tylko przy Castillo. 
Gdyby poprosiła o Fran, nie byłoby żadnego problemu. Zadzwoniłbym do niej i zjawiłaby się tutaj za góra pół godziny.  
Jaki jest problem z Violettą? 
Tak, dobrze myślicie, ostatni razem, kiedy z nią rozmawiałem kazałem jej wynosić się z mojego mieszkania.  
Żałuję – że jej o wszystkim powiedziałem;  że ją po tym tak potraktowałem. 
Ale dziwnie było mi się z nią znowu skontaktować. Przez jedną głupotę, którą zrobiłem, ona wie o mnie cholernie dużo. Cholernie za dużo.  
Wzdycham i staję przed pytaniem: Czy bardziej zależy mi na sobie, czy na Teddy?. 
Odpowiedź jest prosta. 
Wyciągam komórkę i dzwonię do Diego z nadzieją, że użyczy mi numeru swojej siostry. 
 
Kiedy taksówka się zatrzymuje, podchodzę i płacę kierowcy, po czym otwieram tylnie drzwi i pomagam wyjść szatynce. 
– Wiem, że byłem dupkiem i przepraszam, ale to był twój pomysł – musisz mi teraz pomóc, bo to przez ciebie się w to wpakowałem – mówię, prowadząc ją w stronę budynku. 
Marszczy brwi. 
– Co się dzieje? Dlaczego tu jestem? 
Zanim pomyślicie, że jest roztrzepana albo ma rozdwojenie jaźni – nie zadzwoniłem do niej. Ograniczyłem się do wysłania wiadomości z adresem Lary i prośbą, żeby przyjechała, bo jej potrzebuję. Zdziwiłem się, kiedy się zgodziła. Myślałem, że będę musiał do niej jechać i błagać ją, żeby mi wybaczyła i pomogła. 
– Posłuchałem cię i umówiłem się z Larą na kolację, żeby poznać jej faceta – odpowiadam, kiedy wsiadamy do windy. 
– Świetnie. 
– Ale moje priorytety się zmieniły i teraz chcę się dogadać z Teddy, a tego palanta przypadkiem wypchnąć przez okno. Potrzebuję twojej pomocy w obu. 
– Jak mam ci pomóc? – pyta zdezorientowana. 
– Zrobi ci się słabo, więc otworzysz okno i przy nim staniesz, a ja będę chciał mu coś pokazać w pobliżu. Wtedy ty się odsuniesz, a ja niechcący na niego wpadnę i go wypchnę.  
– Nie o to pytałam! – Patrzy na mnie zaskoczona. – Nie zrobiłbyś tego. 
Serio? Któraś z Was też w to wierzy? 
Myślę, że zdążyliśmy się już poznać na tyle dobrze, że wiecie, że bym się nie zawahał. 
Patrzę jej prosto w oczy. 
– Dobro Teddy jest dla mnie najważniejsze. 
Spogląda na mnie przerażona. 
– Moglibyśmy zjechać na chwilę na dół? Chyba trochę mi słabo. 
 
Pamiętacie, co powiedziałem o Violetcie, kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłem? Była w samej bieliźnie, miała poczochrane włosy i opuchnięte oczy. To był widok kobiety jakiej nigdy nie chciałbym gościć w swoim łóżku. 
Ale teraz, kiedy siedzi w szarej swetrowej sukience, czarnych rajstopach i długich kozakach, muszę przyznać, że – Diego zabiłby mnie, gdyby to usłyszał – jest cholernie seksowna, nawet jeśli nie chce sprawiać wrażenia takiej. I mówię to z pełną świadomością, wiedząc o jej bracie, narzeczonym i moich zasadach. 
– Lara opowiadała o tym, że jesteś pilotem – próbuje zgadać Pajac. Tak, teraz będę go tak nazywać, bo to i tak o wiele lepsze niż Ben. Poza tym idealnie pasuje. – Jakiś stopień? Czy dopiero jesteś początkującym? 
– Kapitan – odpowiadam. Zazwyczaj się nie chwalę – czuję się lepszym właśnie wtedy, kiedy ludzie nie wiedzą, z kim mają do czynienia – ale w tym przypadku robię to z przyjemnością. 
– Wow, to duże osiągnięcie w tym wieku. 
– Leon ma skłonności do pracoholizmu – wtrąca Lara. 
– A ty czym się zajmujesz? Oczywiście, jeśli masz pracę. Jeśli szukasz sponsorki, to zapewniam cię, że tutaj jej nie znajdziesz. 
Za ostro? Wiem, co widzicie. Dokładnie to, co Lara – miły gość, który kocha ją i próbuje się dogadać z jej córką. 
Chcecie wiedzieć, co ja widzę? Dan'a, który w tej chwili jest w pierdlu; Jake'a, który żyje za kasę, którą zdobył sprzedając meble Lary, kiedy ona wyjechała na weekend z Teddy; Mike'a, który dilera i wiele innych. W całej ich gromadzie nie było żadnego porządnego gościa, więc czemu miałbym myśleć, że Pajac taki jest. 
Gość odkłada sztućce i opiera się o oparcie krzesła.  
– Już wiem, dlaczego Lara prosiła abym nie brał do siebie twojego zachowania – oznajmia, a na jego gębie znowu pojawia się ten paskudny uśmiech. – A Teddy nie chciała z tobą gadać. 
Również odkładam swoje sztućce, ale po to, żeby skopać mu dupę, po czym wypieprzyć zwłoki przez okno. 
Nagle czuję na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Wiem, że należy do Violetty. Czuję na sobie jej wzrok i wiem, że domyśla się, co chcę zrobić. 
– Powinieneś trochę wyluzować – ciągnie Pajac. – Z opowieści Teddy wnioskowałem, że jesteś bardziej rozrywkowy. No wiesz, taki bardziej kumpel niż wujek czy ojciec. Dobrze jednak wiedzieć, że to stanowisko nie jest zajęte. 
 
Parkuję przed domem szatynki. Wzdycham i opadam na oparcie fotela. Nie wysiada od razu. Odpina swoje pasy, ale wciąż siedzi w miejscu i studiuje moją twarz. 
– Miałeś rację – oznajmia po krótkiej chwili. – Ten gość naprawdę jest kompletnym palantem. 
Odwracam się do niej i mimo wszystko, lekko się uśmiecham. Tak, to ten moment. Właśnie Violetta Castillo przyznała mi racje. Nawet to, jak gównianie się czuje, nie psuje tej chwili. 
– Przepraszam, że cię na to namówiłam. I za to, że wtedy wypytywałam cię o twoich rodziców. Nie powinnam tego robić. 
Kręcę głową. 
– Zapomnijmy o tym. 
Część z Was pewnie zastanawia się, co takiego stało się przed naszym wyjściem. Zwykła ostra wymiana zdań, którą Lara i Violetta starały się przerwać. Z początku były w miarę spokojne, aż do momentu, w którym poprosiłem Teddy, żeby wyszła, bo chcę przypieprzyć jej nowemu przyszłemu tatusiowi. Wtedy moja kuzynka ogłosiła koniec kolacji i kazał mi wyjść. Tak. Mnie. A nie temu kretynowi. 
Znam tę historię na pamięć. Za parę tygodni on ją zostawi, a ona odda na jakiś czas Teddy rodzicom i pogrąży się w depresji po kolejnym facecie. Potem na pocieszenie znajdzie sobie nowego i cała historia zacznie się od nowa. 
Najgorsze jest to, że nie mogę nic z tym zrobić, bo wtedy to ja jestem ten zły. 
Szatynka kładzie swoją dłoń na mojej. 
– Dzięki za pomoc. Nawet jeśli nie udało mi się dogadać z Teddy. 
– Wkrótce jej przejdzie. Coś wymyślimy. 
Do tej pory słowo my w ustach kobietach było czymś, co skutecznie mnie od nich odstraszało. Nie rozumiem więc, dlaczego tym razem wywołuje to uśmiech na mojej twarzy. 
Przez chwilę siedzimy w ciszy i patrzymy na siebie. Nie jest niezręcznie, nie dla mnie. Jej spojrzenie i dłoń na mojej mnie uspokajają; sprawiają, że ten wieczór wydaje się mniej gówniany i że nie mam już ochoty wrócić do mieszkania Lary i pozbyć się tego gościa z powierzchni Ziemi. 
Zanim się oglądam, przybliżam swoją twarz do jej. Ona robi to samo i lekko rozchyla wargi. Nasze usta są tak blisko siebie, że nasze oddechy mieszają się ze sobą, a mimo to wciąż je do siebie przybliżamy. 
Aż do chwili, kiedy ona spuszcza głowę i kręci nią. 
– Nie – mówi i wychodzi z samochodu szybciej, niż zdążam cokolwiek zrobić. 
Po jej wyjściu ponownie opadam na oparcie. 
Cholera. 
Właśnie próbowałem pocałować Violettę Castillo.

~*~

Boziu, jakie to długaśne. Jestem z siebie dumna, rly. 1861 słów <3. Napiszcie mi, że też jesteście dumni to nie będę miała już wyrzutów sumienia z powodu poprzednich dwóch rozdziałów ;D.
Serio, nawet jakościowo mi się podoba. I w ogóle mam mega pomysł na fabułę – w końcu opowiadanie, które nie będzie się kończyło, kiedy Leonetta zacznie ze sobą chodzić ^^.
Prawie kiss... ;p. Ale pamiętajcie, że ich pierwszy kiss musi odbyć się w windzie. Pierwszy raz też. I zręczyny. I ślub. I chrzciny ich dziecka.
Dobra, po prostu dawno nie było dawno windy, a w tym rozdziale w końcu wróciła. #winda_quinn
Wgl, przepraszam za brak rozdziału na heroes, ale tutaj miałam większą wenę itd.
Btw miała się pojawić notka (znowu ;D), ale na tę chwilę z niej zrezygnuję. Było by tam tylko o tym, że nie mam czasu, ciężki okres, rozdziały rzadko itd.
Na swoje wytłumaczenie napiszę tylko, że naprawdę jest mi bardzo ciężko. W czwartek miałam jedno głupie wydarzenie, a skończyło się na tym, że byłam na dwóch lekcjach, a w planie miałam siedem. Przez cały ten czas byłam w szkole gadając z nauczycielką, wychowawcą, psychologiem, nauczycielem polaka i wgl masakra. W pewnym momencie oni przeżywali to bardziej niż ja ;D.
Ale z moim szczęściem na jednej z tych dwóch pisałam mój pierwszy duży sprawdzian w Szwecji (taka jakby praca klasowa) i wow. Jestem pozytywnie zaskoczona tym, jak to się różni od sprawdzianu w Polsce. Test pisałam po polsku i mój polski nauczyciel to później przetłumaczy na szwedzi, więc myślę, że powinno być spoko ;D.
No i za dwa tygodnie mam tydzień ferii, potem znowu dwa tyg do sql i kolejny tydzień wolnego ^-^. A w pierwszy piątek czerwca zakończenie i wakacje ;ppp. Wtedy obiecuję, że skupię się na blogach. 
A tak btw na razie nie planuje kończyć żadnego opowiadania, ale tak na zapas pytam – miałby ktoś coś przeciwko opowiadaniu, w którym Leon miałby córkę? Coś aka podróba Teddy ;D. Jeśli nie będzie to za bardzo podobne, mam zamiar wykorzystać w przyszłości ^-^.
To tyle. Długaśna notka, ale rozdział też taki był XDD. Serio jestem z niego dumna ;p.
Mam nadzieję, że wynagrodziłam Wam poprzednie rozdziały i czekam na Wasze opinie ;*

Do następnego ;)

Quinn ;**

sobota, 30 stycznia 2016

09. ~ "Chcę, żebyś wyszła"



– Fran!   
Brunetka podchodzi do stolika, przy którym siedzę w pośpiechu i rzuca:  
– Pięć minut i jestem twoja.  
– Właściwie to chciałem zamówić kawę.  
Widziałyście kiedyś żądzę mordu w oczach? Na pewno nie dorównywało to spojrzeniu Francesci, ale co miałem poradzić? Zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebym przyjechał do knajpy, w której pracuje, bo musi mi powiedzieć coś ważnego. Wiecie co zastałem, kiedy tutaj dotarłem? Wycieczkę turystyczną.   
Mnóstwo ludzi – głównie seniorów – wypełnia teraz lokal, a ja muszę tu siedzieć i czekać na Fran, która odmawia mi kawy, bo nie mogła mi powiedzieć o tym przez telefon.  
Wzdycham głośno i wyciągam komórkę, kiedy koło mojego stolika przechodzi Ludmiła. Od razu mnie zauważa i wita się. Siada naprzeciwko.  
– Co tu się stało? – pyta, rozglądając się po lokalu.  
– Obawiam się, że emeryci mieli sporą zniżkę na tę wycieczkę. 
Żeby nie było – nie mam nic do starszych ludzi. Po prostu są... upierdliwi. Co prawda nigdy nie poznałem swoich dziadków, ale pamiętam starszych ludzi z czasów, gdy jeszcze poruszałem się publicznymi środkami transportu. To w końcu oni zachęcili mnie do kupna samochodu i pokochania korków. 
Blondynka wzdycha. 
– Umówiłam się tu z przyjaciółką, ale pewnie jak tu dotrze, będziemy musiały iść gdzie indziej – oznajmia. – A ty co tu jeszcze robisz? 
Idealne pytanie. Czy ktoś z Was jest w stanie na nie odpowiedzieć? Ja nie mam pojęcia. 
– Moja znajoma tu pracuje. Chciała ze mną porozmawiać, więc muszę czekać, aż wszystkich obsłuży – odpowiadam. Kiedy to mówię, wszystko brzmi jeszcze bardziej niedorzecznie. Czemu, do cholery, nie wyjdę? – Co u ciebie? 
Nie widziałem się z Ferro od naszego spotkania w klubie. Byłem z nią umówiony na kolację, ale ponieważ całą noc spędziłem z płaczącą kobietą – swoją drogą wciąż nie znam powodu tego wybuchu – a później musiałem się użerać z Teddy i jej matką, która uznała, że jej córka wszystko zmyśliła, musiałem odwołać spotkanie. 
Blondynka już przymierza się do odpowiedzi, kiedy kiwa komuś za mną. Podejrzewam, że to jej przyjaciółka, więc odwracam się. 
Á propos lasek płaczących z nieznanych mi powodów. 
Szatynka gwałtownie przystaje na mój widok. Przez chwilę patrzy na mnie z zaskoczeniem, po czym wolnym krokiem podchodzi do naszego stolika i siada obok blondynki. 
– Cześć – mówi cicho, zwracając się głównie do mnie. 
– Fajnie widzieć, że żyjesz. 
Blondynka spojrzała na naszą dwójkę. 
– Znacie się? 
– Leon jest sąsiadem mojego brata. 
Takim oto sposobem zleciałem z pozycji jej psychologa do sąsiada jej brata. 

– Co u Teddy? – pyta, kiedy jesteśmy już sami. 
Postanowiłem odpuścić sobie spotkanie z Fran, bo nie zanosiło się na to, żeby szybko kończyła, i zaproponowałem Violetcie, że odprowadzę ją do domu. Pierwszy raz w życiu odprowadzam laskę do domu. Sam nie wiem, czemu jej to zaproponowałem. Po prostu... dobrze mi się z nią rozmawia. A poza tym, Teddy tylko jej powiedziała, o co chodzi. Skoro ona jej ufa, to ja chyba też mogę. 
– Nie widziałem jej od dłuższego czasu. Nadal ze mną nie gada. 
Podnosi na mnie wzrok. 
– Nie wytłumaczyłeś jej tego? 
Wzruszam ramionami. 
– Lara twierdzi, że Teddy zmyśliła sobie to wszystko, bo nie lubi jej nowego faceta, a Teddy nie chce powtórzyć tego, co powiedziała tobie. Pierwszy raz w życiu jest na mnie tak obrażona. 
Blondynka zawsze strzelała fochy na wszystkich wokół, tylko nie na mnie. Potrafiła nie rozmawiać trzy dni ze swoją matką i nocować przez ten czas u mnie. 
Każdy pragnie wyluzowanego wujka. Takiego, który pomaga wam maskować wasze wybryki przed rodzicami, mówiąc, że czasem trzeba się wyszaleć; takiego, który was nie osądza. Ja byłem nim dla Teddy. A teraz zostałem tym wujkiem, którego nikt nie lubi i nigdy nie zaprasza się na żadne imprezy rodzinne. Nie, żebym wcześniej na nie chodził. 
– Wierzysz jej? 
Patrzę na nią i przez chwilę myślę, chociaż odpowiedź jest oczywista. 
– Zawsze będę wierzyć Teddy. A już na pewno, kiedy muszę wybierać pomiędzy nią, a chłopakiem Lary. Jest naiwna i zawsze później żałuje swoich związków. W końcu ten skończy się tak samo, jeszcze przyzna mi rację. 
– Dlaczego jesteś do tego tak nastawiony? – pyta, a kiedy widzi moje zdezorientowane spojrzenie, dodaje: – Do związków. Mówisz o nich, jakby to była zwykła, nietrwała głupota. 
Powinienem poważne się zastanowić, czy rzeczywiście chcę dyskutować o związkach z Violettą. Jest równie naiwna, jak Lara i wierzy w te same bzdury. Nie jestem pewien czy chcę burzyć jej tęczowy świat z jednorożcami. 
W końcu jednak podejmuję decyzję. Skoro ja muszę jej tu uświadomić, to trudno. 
– Moi rodzice zmarli przez swój związek, miłość życia Lary zostawiła ją i ich wspólną córkę, a każda kolejna robiła to samo, a ty? Błagam cię, nie muszę cię znać, żeby wiedzieć, że twój facet to idiota. 
Nie odpowiada od razu. Wie, że mam rację, ale nie chce tego przyznać.  
Kiedy przez dłuższą chwilę się nie odzywa, zaczynam czuć poczucie winy, choć nie powinienem. Powiedziałem jej prawdę, a i tak źle czuję się z tym, że popsułem jej humor. 
Wzdycham głośno. 
– Przepraszam, nie powinienem tego mówić. 
Nie odpowiada, ale po kilku minutach dalszego spaceru, przystaje. Odwracam się w jej stronę i unoszę brwi. 
– Moglibyśmy pójść do ciebie? – pyta, spuszczając wzrok. 
Nie pytam dlaczego, po prostu zawracam. 

– Mogę cię o coś zapytać? – upewnia się, kiedy siedzimy już na kanapie w moim mieszkaniu. – Co stało się z twoimi rodzicami? 
Zaskakuje mnie tym pytaniem. Przez chwilę studiuję jej twarz w milczeniu, po czym odchrząkuję. Z nikim nie rozmawiam o moich rodzicach. 
– Zmarli w wypadku – odpowiadam zgodnie z prawdą. To wersja, którą znają wszyscy. Szczegóły znam tylko ja, Lara i jej rodzice. Żadne z nas nie widzi sensu w rozpowiadaniu tego. 
Szatynka kiwa głową. 
– Kiedy rozmawialiśmy na urodzinach Teddy, powiedziałeś... Mówiłeś, że to wina twojej matki. Dzisiaj, że to przez ich związek. 
W myślach sporządzam listę powodów, żeby jej nie mówić: 
  1. Nie znam jej. Zaledwie parę razy rozmawialiśmy. Wiem tylko o tym, że jest adoptowana i ma narzeczonego dupka. Czemu miałbym dzielić się z nimi sekretami, które znają tylko najbliższe osoby? 
  2. Z nikim nie rozmawiam o moich rodzicach.  
  3. Nie zrozumie tego.
Nie potrafię znaleźć powodu, dla którego mógłbym jej o tym powiedział. 
Nie pytajcie mnie więc, dlaczego jej o tym mówię, bo nie mam cholernego pojęcia. 
– Moja matka miała kochanka – oznajmiam, kierując swój wzrok przed siebie. – Mój ojciec dowiedział się o tym, kiedy jechali samochodem. Zaczęli się kłócić i stracił panowanie nad kierownicą. – Przełykam głośno ślinę. – On zginął na miejscu, a matka trafiła do szpitala. Kiedy przyjechałem, wszystko mi opowiedziała, przepraszała mnie. – Przed oczami staje mi obraz poturbowanej matki, która płacze i błaga mnie o wybaczenie. A ja siedzę tylko na krześle przy jej łóżku i z każdym słowem nienawidzę jej jeszcze bardziej. – Chciałem, żeby to ona umarła. A mój ojciec leżał na tamtym łóżku. Wtedy odwiedził ją ten jej kochanek. Dosłownie chwilę po tym, jak opowiedziała mi, jak zabiła mojego ojca, do sali wszedł on.  
Czuję na swoim ramieniu jej dłoń.  
– Wyszedłem ze szpitala i więcej jej nie odwiedziłem. Parę dni później umarła.  
Siedzimy w ciszy. Nie odwracam się do niej. Wpatruję się tylko w pieprzony punkt przed sobą.  
– Przykro mi – mówi cicho. 
Nie wytrzymuję. Strącam jej rękę ze swojego ramienia i wstaję. 
– Chcę, żebyś wyszła – rzucam i znikam w swoim jej sypialni, zostawiając ją.

Kiedy po kilku godzin radzenia sobie z przeszłością, wychodzę z pokoju, w kuchni znajduję kartkę.
Przepraszam. Nie powinnam była pytać.

PS
Myślę, że powinieneś poznać nowego chłopaka Lary – dla Teddy.

~*~

Boziu, też nie wierzę, ze to napisałam. Strasznie mi się nie podoba, ale obiecuję, że zrobię wszystko, żeby kolejny nie był na tym beznadziejnym poziomie. Po prostu strasznie się z tym męczyłam i ani nie miałam na niego pomysłu, ani chęci. Ostatni raz opublikowałam coś takiego.
Na swoje usprawiedliwienie powiem, że mam pomysł na to opowiadanie – naprawdę. Po prostu moje pomysły obejmują zdarzenia, po tym, jak Leonetta się do siebie zbliży. Muszę tylko przysiąść i naprawdę porządnie się zastanowić, jak ich do siebie zbliżyć. Na tę chwilę przepraszam,
Mam nadzieję, że jeszcze nie straciliście do mnie cierpliwości i zostaniecie ;/.

Do następnego (lepszego) :*

Quinn <3

PS
Postaram się wam to wynagrodzić i napisać jeszcze w ten weekend rozdział na IJNYL, trzymajcie kciuki, żeby nic nie stanęło na przeszkodzie ;)